Grasz czy nie grasz?

Autor

Maciej Pieczyński

W każdej chwili możemy stać się uczestnikami ich gry. W klubie, na ulicy, w centrum handlowym. Żyją obok nas i grają w swój teatr wyobraźni. Widzów jednak do tego teatru nie zapraszają. Chyba, że w charakterze aktorów – graczy RPG.

Późny wieczór w jednym ze szczecińskich klubów. Młody barman siedzi za ladą znudzony, przekonany, że ta noc będzie jak każda inna. Nagle podchodzi do niego nieznajomy, dwudziestoletni mężczyzna i podaje kartkę papieru, który okazuje się być listem. „Zastrzel tego, kogo ci pokażę, gdy podejdzie do lady” – prosił nieznajomy na piśmie. Barman, nie do końca domyślając się, o co chodzi, podejmuje grę. Wtem do baru podchodzi wskazany przez nieznajomego delikwent. Barman, zamiast standardowego „co podać?” wyciąga dłoń, ułożoną na kształt pistoletu i symuluje strzał. Delikwent w pierwszej sekundzie jest w szoku, stoi z rozwartymi ze zdziwienia ustami, nie mogąc jeszcze przyjąć do wiadomości, że został zdemaskowany.

Alternatywny świat

Świadkiem, lub nawet uczestnikiem podobnej sceny może zostać każdy z nas. Nawet często nie jesteśmy świadomi, że wokół nas toczy się pewna tajemnicza gra… I nie chodzi tu bynajmniej o filozofię rodem z „Matrixa”. Młody szczeciński barman stał się uczestnikiem jednego z seansów gier RPG. W dosłownym tłumaczeniu skrót ten znaczy tyle, co gry terenowe. RPG dzielą się jednak na dwie odmiany: klasyczne (rozgrywane w zamkniętej przestrzeni, w wyobraźni uczestników) oraz LARPy (gry na otwartym terenie, w stylizowanych strojach). Również wśród szczecinian można znaleźć amatorów tej oryginalnej formy spędzania wolnego czasu. Jednym z nich jest Paweł Jakubowski – z wykształcenia polonista, z zawodu przedstawiciel handlowy w koncernie „Coca Cola”. – Zawsze byłem marzycielem, lubiłem kreować jakieś alternatywne światy – mówi Paweł.

W liceum był pasjonatem gier komputerowych. Czytywał ich recenzje w prasie branżowej. – Wiedziałem wtedy, że istnieją gry komputerowe RPG, a w jednej z gazet natknąłem się na informację, że w RPG można grać nie tylko na komputerze – wspomina.

Sam pomysł na podobną grę pojawił się prawdopodobnie w XIX wieku w wojsku pruskim. Pewien dowódca za jej pomocą uczył generałów strategii. – Wymyślał im różne warianty sytuacji na polu bitwy i kazał im w wyobraźni kreować rozwiązania – mówi Jakubowski.

Sesję RPG prowadzi zawsze mistrz gry. To on wymyśla sytuację, w której znaleźć się mają uczestnicy. Często też przydziela im role, charakteryzuje ich postacie. – Ale dobra sesja RPG powinna przewidywać, że gracze mogą zrobić coś nie po myśli mistrza – przyznaje Paweł. – Pamiętam wiele sesji podczas których mistrz musiał improwizować, bo gracze wymyślili coś, co jemu nie przyszłoby do głowy. Ale bywają też takie sesje, gdzie mistrz nie ma w ogóle scenariusza nawet w zarysie. Wtedy po prostu uczestnicy przedstawiają krótkie opisy swoich postaci, a mistrz naprędce wymyśla fabułę.

Wampiry, „Mad Max” i bujna wyobraźnia

Do przeprowadzenia klasycznej sesji RPG potrzeba jedynie zamkniętego pomieszczenia i wyobraźni. – Wystarczy spotkać się w cztery, pięć osób, przygasić światło, zrobić herbatę, włączyć muzykę i już można poczuć atmosferę sprzyjającą grze – zapewnia Jakubowski.

Istnieją specjalne podręczniki zawierające opisy świata, w którym powinna rozgrywać się akcja RPG. Ułatwiają one osadzenie swojej opowieści w konkretnej rzeczywistości, najlepiej dalekiej od świata realnego. Wiele seansów RPG rozgrywa się w średniowieczu lub w klimacie fantastyki. Czasem świat przedstawiony w grze jest całkowicie eskapistyczny (eskapizm, czyli osadzenie poza rzeczywistością, od ang. „escape” oznacza ucieczkę – przyp. red.), czasem mieści się w kontekście historycznym, gdy na przykład bohaterami gry są wampiry żyjące w ukryciu w czasach średniowiecza. Jednak realia RPG to także często krajobraz po zagładzie nuklearnej, znany z filmów science fiction takich jak „Mad Max” czy „Stalker”.

Jakubowski swoją pierwszą sesję przeprowadził jeszcze w liceum. – Zebraliśmy się w gronie pięciu osób, każdy z nas coś wcześniej o RPG słyszał, ale nikt jeszcze nie grał – wspomina Paweł. – Na początku trudno było zachować powagę, ale gdy już przestaliśmy się śmiać, udało się stworzyć jakąś atmosferę. Wymyśliłem oblężenie miasta w nieistniejącym królestwie Asmagoria. Do dzisiaj koledzy mówią mi, że świetnie oddałem oblężenie jako coś nudnego i poważnego (śmiech). Początki nie były więc najłatwiejsze – dodaje ze śmiechem.

Prawobrzeże pokatastrofie nuklearnej

Klasyczne RPG, ograniczone do jednego pomieszczenia i wyobraźni uczestników, to jakby podróż w inny świat, odizolowany od rzeczywistości. Natomiast LARPy, rozgrywane w przestrzeni otwartej, mogą z łatwością wejść w kolizję z otaczającym światem. Choć gracze często starają się wybierać miejsca odludne, w których trudno o ingerencję z zewnątrz. Tym bardziej, że niemal żelazną zasadą RPG jest idea, żeby na miejscu gry byli tylko jej uczestnicy. Jednak zdarzają się przypadki ingerencji i to dość drastyczne. W swojego pierwszego LARPa Paweł grał na Prawobrzeżu, na opustoszałych ugorach, które służyły jako krajobraz po zagładzie nuklearnej. Uczestnicy byli ubrani tak, aby oddać atmosferę po zagładzie, w kurtki z oberwanymi rękawami, maski przeciwgazowe, rękawiczki bez palców, buty nie do pary. – Przypadkiem spotkaliśmy grupę panów w odzieniu sportowym, spożywających piwo – wspomina. – Zachowywali się dość agresywnie, jednemu z nas kazali ściągnąć maskę przeciwgazową, biorąc go za kibica wrogiej drużyny. Udało nam się przekonać ich, że idziemy na jakiś bal przebierańców i dali nam spokój – dodaje Paweł.

Teoretycznie więc można natknąć się na sesję LARPowców w odludnych miejscach w Szczecinie i okolicach. Oprócz Prawobrzeża na byłym poligonie na Bezrzeczu. Poza tym, raz w roku, w lipcu, na opuszczonym lotnisku w Kluczewie pod Stargardem Szczecińskim, odbywa się „Old Town”- zlot LARPowców. – Impreza trwa pięć dni i założenie jest takie, żeby przez te dni bez przerwy grać – mówi Jakubowski.

Jednak tak naprawdę w każdym miejscu, o każdej porze dnia można stać się uczestnikiem LARPa. Sesje odbywają się także w bardzo zaludnionych miejscach – w centrum handlowym Galaxy, w pubach i klubach. – Jeśli fabuła gry jest osadzona w czasach współczesnych, to nie rzucamy się w oczy i przechodniom trudno nas zdemaskować, zorientować się, że obok nich właśnie ktoś w coś gra – mówi Paweł.

Prestiż magazyn szczeciński
8( 47)
Sierpień'11