Pożarte oczami, czyli rzecz o estetycznym talerzu

Ile to już razy powtarzałem przecież, że wasz podstawowy błąd polega na tym, iż nie doceniacie znaczenia oczu człowieka. Zrozumcie, że język może ukryć prawdę, ale oczy – nigdy! Autor: Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata

Smak potrawy... wydawałoby się sprawa podstawowa, jednak nawet najlepsza przekąska podana byle jak na plastikowej, bądź papierowej podkładce nie spełni naszych oczekiwań, a wręcz przeciwnie: może odebrać apetyt.

To ogromna różnica czy stół jest zastawiony, czy zaśmiecony. Nawet na campingu można rozłożyć serwetki i nazbierać polnych kwiatów. Uśmiech ukochanej Kobiety zapewniony, a w sytuacji odwrotnej, każdy facet bez ponaglania umyje ręce.

Wydawać by się mogło, że już dawno minęły czasy ohydnych barów, gdzie próżno by szukać nieobtłuczonego kubka, lub czystych sztućców. W licznych kulinarnych programach telewizyjnych mistrzowie kuchni prześcigają się w artystycznych sposobach serwowania najprostszego nawet dania. Zadziwiające kleksy i kolorowe okruszki na krawędzi fantazyjnego półmiska nazywając "minimal-artem", lub "futurem".

Wraz z szerokim dostępem do nawet najbardziej egzotycznych produktów zaczęliśmy dbać także o to co dla oczu przeznaczone.

Jakże inaczej wyglądają dzisiejsze Święta, czy imieniny, i to nie tylko za sprawą obficie zaopatrzonych sklepów spożywczych. Do zmiany estetyki naszych stołów w równej mierze przyczyniają się kolorowe czasopisma poradnikowe jak i możliwość kupna kompletu stołowego w jednej stylistyce. Pamiętam czasy w których podczas zgromadzenia przy stole większej ilości osób Gospodyni cuda czyniła, by zebrana "po sąsiadach" zastawa jako tako pasowała do siebie i do obowiązkowo białego obrusa. Dziś spotyka się nawet trzonki widelców w ten sam wzorek co na serwetce, albo brzegu talerza.

Ale codzienność różni się jednak od odświętności i to prawdopodobnie z korzyścią dla tej drugiej.

Zaganiani, z ciągłym brakiem czasu, napiętymi nerwami i stresem wyłażącym z rozbieganych oczu zapominamy o luksusie pięknego spożywania darów bożych.

– On ze wzrokiem wbitym w ekran laptopa, dziobie widelcem obok talerza na którym odgrzana w mikroweli pizza.
– Ona wpatrzona w 1975 odcinek "rodziny na ranczu dobrym i złym" grzebie łyżeczką w plastikowym pojemniczku na sałatkę włoską.

Uwierzcie, naprawdę można dziś spotkać taki obrazek w wielu domach.

Oczywiście są dania, które i z gazety będą smakować przewybornie, pamiętam kupowane od kilkunastoletnich tureckich wyrostków niewielkie muszle z kuskusem i sokiem z cytryny, zawijane w gazetowe tytki. Smakowały przecudnie!

Jednak z drugiej strony, najprostsza kaszanka położona na apetycznym liściu sałaty i ozdobiona kolorowymi paskami papryki smakować może jak ekskluzywna potrawa u "Garry'ego" na Wall Street.

Nie oszukujmy się: jemy oczami! Zresztą, często "oczami" robimy też zakupy.

Namawiam gorąco i szczerze, zadajmy sobie trud i odrzućmy kulinarną bylejakość.

Sam, jako człek w latach poważnych, zwracam się często w stronę wspomnień smaków dzieciństwa.

To w tamtych czasach odnajduję pieczołowitość przygotowań i dbałość o apetyczny wygląd stołu.

Nie będąc przekonanym do dzisiejszych "artów" i "izmów", do nowoczesnych kształtów i kolorów zastawy, przedkładam ponad nie powrót do korzeni. Uwielbiam jeść gęste zupy z głębokich, dużych talerzy. W niektórych przypadkach i miska stylizowana na glinianą ma również niebagatelną rolę w podkreśleniu urody kapuśniaku, albo grochówki.

Zawsze bardziej będzie podobał mi się obrus w biało-czerwoną kratkę od tego z wymyślnym wzorem i falbanami. Na swój własny użytek nazwałem ten styl "Babcia-Decco"

Dziś miast wymyślnego przepisu, nieśmiała próba opisu stołu według powyższego stylu:

Weź duży, dębowy, najlepiej poniemiecki stół.

Nakryj go wybielonym, nakrochmalonym na sztywno, śnieżnobiałym obrusem (tego zacerowanego miejsca, gdzie wujek R. przypalił na urodzinach nikt pod wazonem z kwiatami nie zauważy).

Rozłóż talerze, te ze złotym szlaczkiem na krawędzi i sztućce wyczyszczone do żywego srebra.

Dla dzieciaków dostaw mniejszy stolik z drugiego pokoju, to i pożyczone krzesełka będą lepiej pasowały.

Do wazy nalej pomidorowej (koniecznie z ryżem) na małym talerzyku, niech pachnie cieniutko pokrojony koperek.

Mielone trzymaj w "duchówce" (pomieszczeniu w piecu kaflowym) podasz je po zebraniu głębokich talerzy, z kolejną wazą sypkich, żółtych ziemniaków i miseczką marchewki z groszkiem. W drugiej misce parować będą buraczki na ciepło.

Kompot z rabarbaru najlepiej będzie smakował z jasnozłotego, grubego szkła z parą pięknie zdobionych uszu.

Jedz powoli smakując każdą chwilę spędzoną z Rodziną i Przyjaciółmi. Wspominaj przez lata... Smacznego

Prestiż magazyn szczeciński
10( 49)
Październik'11
gajda