Wrześniowa Karolina

Nie potrafię sobie wyobrazić września bez tenisa To w końcu miesiąc w którym odbywa się największy i najstarszy turniej w kraju – ATP Pekao Szczecin Open. To prawdziwe święto miłośników rakiety i filcowej piłki

Autor

Krzysztof Bobala

Okazja do spotkań towarzyskich, które często zdarzają się tylko raz w roku, właśnie na pięknych szczecińskich kortach. To także wspaniały czas na kontakt z gwiazdami mojej ulubionej dyscypliny. Gościliśmy w naszym mieście już naprawdę wielkie osobistości „białego sportu”. Bywali u nas zwycięzcy turniejów Wielkiego Szlema, medaliści olimpiad i triumfatorzy wielu imprez na całym świecie. Podziwialiśmy ich backhandy, serwisy czy woleje. Dzieci do podawania piłek biegały za nimi z kartkami do zbierania autografów, a media rozpisywały się o ich karierach.

I jak to bywa na męskich turniejach mówimy oczywiście o zapraszanych przedstawicielach tej nieco brzydszej płci. W tym roku jednak to nie mężczyzna był największą gwiazdą dziewiętnastej edycji szczecińskiej imprezy. Jak to często w życiu bywa, sprawczynią naprawdę potężnego zamieszania była kobieta. I to kobieta nie byle jaka. Młoda, atrakcyjna, nieprawdopodobnie bogata i co najważniejsze dla wszystkich fanów, aktualna rakieta numer jeden damskiego tenisa, liderka światowej klasyfikacji WTA – Caroline Wozniacki. Najpierw były kilkutygodniowe negocjacje, potem prośba o zmianę pisowni. W Polsce już nie Caroline, a Karolina i to Woźniacka. „Wprawdzie reprezentuję Danię, ale przyjeżdżam do Polski, czuję się Polką i w Polsce chcę być po prostu Karoliną” mówiła tenisistka na stałe mieszkająca w Monte Carlo (w tym kraju płaci się mniejsze podatki).

Do wizyty światowej rakiety numer jeden przygotowaliśmy się starannie. Cały pobyt był prawie co do minuty zaplanowany z jej managerem. I wreszcie przyjeżdża na szczecińskie korty. Bukietem róż witamy, jak się okazuje, skromną i niezwykle sympatyczną osobę. Przez cały czas uśmiechnięta, na lewo i prawo rozdająca autografy i pozująca do zdjęć. Doskonale daje sobie radę nie tylko na korcie podczas pokazowych odbić i tie-breaków, ale i w kontakcie z publicznością czy mediami. Na pytania odpowiada z humorem i na dużym „luzie”. Mimo, że przyciąga na korty tysiące kibiców nie widać u niej grama „sodówy”. Ujmuje nas tą swoją normalnością. To prawdziwa profesjonalistka, od której zachowania uczyć mogłoby się wielu polskich sportowców.

Dla turnieju Karolina okazała się gwiazdą, która wywołała największe zainteresowanie mediów i publiczności w dziewiętnastoletniej historii szczecińskiej imprezy. To był prawdziwy sukces. Sukces, który obudził we mnie wspomnienia sprzed kilkunastu lat, kiedy w Szczecinie walczyły piękne tenisistki w turnieju kobiecym Solo Cup.

Turniej z różą w logo był w końcu początkiem wielkiej seniorskiej kariery jednej z najlepszych polskich tenisistek Magdaleny Grzybowskiej, a dla mnie jedną z najfajniejszych imprez sportowych, które organizowałem.

Nie ma już Solo Cup, nie ma żadnych innych damskich turniejów. Może pora to zmienić. Bo patrząc na tenis, na szybkość, siłę to oczywiście wybieram tenis męski. Ale gdy tylko pomyślę o wrażeniu estetycznym, o walorach kibicowania to oczywiście chciałoby się powrócić do organizacji turnieju dla pań. Wrześniowa wizyta Karoliny na pewno zapadła w pamięć najmłodszym adeptkom tenisa. Części z nich udało się odbić kilka piłek z mistrzynią. To na pewno dla nich coś nieprawdopodobnego i może będzie przyczyną, że za kilka lat to właśnie one, już jako gwiazdy, odbijać będą piłki z kolejnymi młodymi miłośnikami tenisa podczas szczecińskiego turnieju dla pań. Fantazja? Wszystko jest możliwe. Trzeba tylko wierzyć, że się uda.
 

Prestiż magazyn szczeciński
10( 49)
Październik'11