Sylwester Ostrowski. Postać znana, ceniona ....

Autor

Michał Stankiewicz

Sylwester Ostrowski. Postać znana, ceniona. Za co? Z pewnością większość odpowie – za zasługi dla Akademii Sztuki. Słusznie. Jego zaangażowanie w powstawanie akademii stworzyło wizerunek jako działacza kultury. Z sukcesami, ale działacza. A Sylwek to przede wszystkim muzyk. Z krwi i kości. Muzyka go najbardziej interesuje, nią się pasjonuje, z niej chce żyć. I taką właśnie twarz chce nam teraz pokazać. Twarz artysty, a więc człowieka pełnego emocji, bo każda twórczość powstaje z emocji. Nie logiki i wiedzy, które są niezbędne działaczom, a artystom przydatne. Ale emocji. A te mogą być albo dobre albo złe. Nie wiadomo czemu większość wybitnych dzieł muzycznych powstała akurat ze złych emocji. Ich twórcy najczęściej przeżywali jakąś traumę. Sylwek choć właśnie wydał dobrą płytę traumy na szczęście nie przeżywa. Z tego też względu gdy rozpoczęliśmy z nim rozmowy o sesji, wiedzieliśmy, że nie może być zwykła. A już na pewno nie można go pokazać w marynarce jak działacza, a nawet muzyka jazzowego. Bo każda kategoria zawodowa ma swoje stroje. Rockmani – wiadomo skóry i dżinsy. Country – też dżinsy, też skóry, ale nieco inne i koszule. A jazzmani – marynarki z jakimiś zdobnikami, naszyciami itd. Kiedyś widziałem pewnego czarnoskórego jazzmana w marynarce, na której plecach wyhaftował sobie złotą nicią wielki klucz wiolinowy. Po prostu śliczne.

Zresztą co tam muzycy. Najbardziej popularnym dress code są garnitury. Np. u prokuratorów – dominują szarości, kolory stonowane, jednolite, nieco smutne. Wiąże się to z pewnością z koniecznością przybierania smutnego wyrazu twarzy w pomieszczeniach o dość smutnym wyglądzie, a to z kolei z charakterem pracy. No bo trudno wyobrazić sobie wesołego prokuratora w koszuli w kwiaty i muszki w groszki, który radośnie stawia zarzut zabójstwa. Mój serdeczny kolega, były prokurator dość długo po odejściu z prokuratury przestawiał się na kolorowy świat pełen barw i możliwości ubioru innego niż szary. – Rzeczywiście coś w tym musiało być – przyznał mi w końcu niechętnie.

Zresztą bankowcy, finansiści, urzędnicy – wszyscy wyglądają podobnie. Za to wyróżniają się dziennikarze. Tutaj „niewolnicy” garniturów mogą nam pozazdrościć całego wachlarza stylów. Niezależnie od najbardziej oficjalnej okazji potrafimy wyglądać zarówno jak prokuratorzy czy urzędnicy albo też ich przeciwieństwo. W tym drugim przypadku przybieramy – oczywiście w celu mającym odwrócić uwagę i zmylić przeciwnika – styl luźny „na działkowicza” lub „człowieka, który właśnie wrócił z lasu”.

No, ale wracając do Sylwka. Długo zastanawialiśmy się wspólnie jak powinien być ubrany. W końcu pojawił się wniosek – najlepiej w nic. Wystarczy muzyk i jego instrument… Czyli saksofon. I muzyka. Wszystko inne jest zbędne. A dlaczego – o tym dowiecie się z ciekawej rozmowy jaką przeprowadził z Sylwestrem Tomasz Chaciński.

I jeszcze jedna rzecz – wśród jak zwykle wielu interesujących tematów szczególną uwagę zwróćcie na felieton Szymona Kaczmarka, który świetnie pasuje do karnawałowych planów. Z całą odpowiedzialnością mogę też powiedzieć – puszka szprotek faktycznie działa. Choć w trakcie jej spożywania trzeba się przygotować na ironiczne pytania żony, nie rozumiejącej tak skrupulatnych przygotowań do jakże wspaniałej i szlachetnej idei męskiej rywalizacji. Dziękuję Szymon!

Prestiż  
Styczeń 2012