Polski „Hyde Park”

Mróz trzaska za oknem. Jak na Szczecin to nawet solidny. W nocy temperatura spada poniżej 20 stopni. Robi wrażenie, ale nie ma się co dziwić – zima. Lubię tę porę roku. W końcu to czas ulubionego „białego szaleństwa”.

Autor

Krzysztof Bobala

Trochę smutno, bo pierwszy wyjazd już za mną. Było pięknie. Zajrzeliśmy do tej części Dolomitów po raz pierwszy, ale myślę, że nie po raz ostatni. Val Di Sole, czyli Dolina Słońca to miejsce na narty polecenia godne. Poza wspaniałymi wspomnieniami z Italii przywiozłem niestety coś jeszcze – grypę. I to nie taką zwyczajną tylko żołądkową. Nie mam zamiaru zagłębiać się w medyczne aspekty stanu chorobowego, w którym się znalazłem, a jedynie wskazać stan mojej psychiki podczas pisania tego tekstu. Czasu miałem pod dostatkiem, więc kiedy już głowa przestała tak boleć, a termometr wskazywał jedynie stan podgorączkowy, surfowałem po internecie ile wlezie. Od rana do wieczora, przerwy robiąc sobie jedynie na kolejne herbaty, lekarstwa i  kleiki. Na co dzień brakuje czasu, więc do sieci zaglądam jedynie po wiadomości, pogodę czy dla potrzeb biznesowych. Tym razem nie musiałem się ograniczać, więc nadrabiałem wszystkie zaległości, głównie w sporcie. Wracałem jeszcze do mistrzostw w piłce ręcznej czy tenisowego Australian Open i śledziłem aktualne wydarzenia, głównie z zimowych aren. Ale oprócz tekstów redakcyjnych teraz miałem czas także na przejrzenie wpisów na tzw. „forum”, gdzie prawie jak w słynnym londyńskim Hyde Parku, panuje absolutna demokracja w wypowiedziach. Tyle, że „prawie” robi wielką różnicę. W Londynie mówisz, obrażasz, kłamiesz czy ranisz słowem pokazując swoją twarz, biorąc choćby minimum odpowiedzialności za swoje wypowiedzi. W sieci jesteś całkowicie anonimowy. I hulaj dusza piekła nie ma. Jakie tam pokłady jadu i nienawiści. Ile wyzwisk i obelg. Czytając kolejne teksty na temat Wenty, Radwańskiej, Lewandowskiego i innych znakomitych postaci polskiego sportu zastanawiam się pomiędzy kolejnymi pigułkami – kto to pisze? Jaki jest psychologiczny profil tych forumowiczów? I wreszcie na koniec – po co to robią? Nie jestem psychologiem, nie pasjonuję się socjologią, a jednak z coraz większą ciekawością czytałem kolejne wpisy, próbując zrozumieć zachowanie tych sieciowych kiboli.

Czwartek – Justyna Kowalczyk biegnie w Moskwie w sprintach. Jest zwycięstwo i żółta koszulka liderki Pucharu Świata, są peany na cześć naszej biegaczki i dziesiątki szyderstw z Marit Bjorgen. Sobota – niestety tylko siódme miejsce Polki i od razu dziesiątki obrzydliwych wpisów rozwścieczonych kibiców. Na „forum” każdy przecież wie lepiej. Dowiaduję się, że to już koniec biegaczki z Kasiny Wielkiej i nie ma po co jej kibicować. Jest też od razu sensacyjna informacja na temat jej związku z trenerem. Wieczorem w Predazzo skacze Kamil Stoch. Niestety w tym dniu podium nie dla Polaka. Forum wrze. Tak naprawdę, gdyby Kamil był słabszej konstrukcji psychicznej, po przeczytaniu tych wpisów w kolejnych zawodach już wystąpić nie powinien. Nie podoba mi się to.

Pytam więc – dlaczego pozwalamy ludziom, którzy w życiu nie osiągnęli niczego obrażać kogoś, kto ciężko trenuje przez cały rok i osiąga klasę mistrzowską? Dlaczego ta gromada anonimowych nieudaczników kryjących się pod pseudonimami czy nickami bez żadnej odpowiedzialności karnej może obrażać reprezentantów naszego kraju?

Nie zgadzam się z takimi wpisami i oczywiście mogę ich nie czytać, ale wolałbym, aby wraz ze mną przeciwko temu internetowemu chamstwu wystąpili także administratorzy tych stron i internetowych portali. Bo jak mówił w słynnym skeczu kabaretu Dudek nieoceniony Jan Kobuszewski – „chamstwu w życiu należy się przeciwstawiać siłą(om) i godnością(om) osobistą(om)”.

Prestiż magazyn szczeciński
2( 53)
luty'12
gajda