Historia pianinem pisana

Z niemieckiego Szczecina pozostały nie tylko podziemne bunkry, Sedina, tajemnice masonerii czy Wieża Bismarcka. Bardziej wdzięcznym, a właściwie dźwięcznym wspomnieniem Stettina pobrzmiewają… pozostawione tutaj przedwojenne pianina i fortepiany. Zarówno tych światowych marek, jak i szczecińskiej marki Wolkenhauer.

Autor

Maciej Pieczyński

galeria

Wokół domu pana Januszkiewicza kręcił się jakiś tajemniczy nieznajomy mężczyzna w mocno już podeszłym wieku. I tak już od kilku godzin. „Czego on chce?!” – zastanawiał się Januszkiewicz, w obawie o swój największy skarb – pianino marki Bechstein, pamiętające czasy, kiedy Szczecin był Stettine.

Nieznajomy nagle ruszył zdecydowanym krokiem w kierunku domu. Jak się okazało, domysły Januszkiewicza były słuszne. Celem przybysza było pianino. Instrument, który przed wojną należał do niego, podobnie jak i sam dom. Nieznajomy, Niemiec, poprzedni lokator domu przy ulicy Jakuba Bojko, przyjechał odwiedzić swoje rodzinne strony. Pianino było tak wielkich rozmiarów, że ani wycofujący się Niemcy, ani grabiący ziemię wroga Sowieci nie byli w stanie go z domu wyciągnąć. Instrument, łączący dwa różne światy szczecinian, stał się zaczynem przyjaźni Polaka i Niemca – jego obecnego i dawnego właściciela.

Berlińska filia szczecińskiej firmy

Przed wojną prawie w każdym szczecińskim domu było pianino lub fortepian. Dużą ich część zajmowały instrumenty wyprodukowane przez szczecińską fabrykę Wolkenhauer, mieszczącą się niegdyś przy ulicy Staromłyńskiej, w obecnej szkole muzycznej. Założył ją w 1853 roku znany muzyk, Georg Wolkenhauer, początkowo jako warsztat naprawczy. Trzy lata później firmę przejął jego brat Richard, który, mimo, że pochodził z rodziny muzyków, miał większe zdolności do produkowania i handlowania instrumentami niż do grania na nich. Dzięki temu udało mu się dostać tytuł nadwornego dostawcy samego księcia Prus Fryderyka Karola. – To była uznana marka w Niemczech – mówi Szymon Piotrowski, stroiciel pianin i fortepianów. – Co ciekawe, Wolkenhauer miał swoją filię w Berlinie. Dziś łatwiej sobie wyobrazić, że berlińska firma ma swoje przedstawicielstwo w Szczecinie niż na odwrót. Ale w tamtych czasach szczecińska fabryka fortepianów była naprawdę wielkim i znaczącym przedsiębiorstwem.

Produkowane w Szczecinie pianina i fortepiany eksportowano, poza Prusami, Pomorzem i Szlezwikiem-Holsztynem, do Szwecji i Norwegii. – Richard Wolkenhauer opatentował wiele wynalazków, zwłaszcza polepszających płytę rezonansową w fortepianach – napisał prof. Krzysztof Rottermund z Uniwersytetu Szczecińskiego w swoim artykule o fabryce Wolkenhauera. – Także jako obywatel Szczecina cieszył się wielkim poważaniem. Powszechnie znana była jego działalność dobroczynna

Jak wiadomo, gdy 26 kwietnia 1945 do Szczecina wkroczyła Armia Czerwona, losy miasta nie były jeszcze znane. Dlatego też Rosjanie nie mieli skrupułów i traktowali je jak wojenną zdobycz, grabiąc niemiecki majątek bez zahamowania. – Czerwonoarmiści zdewastowali mnóstwo instrumentów, nie mając czasami możliwości wywieźć ich ze sobą w całości – opowiada Piotrowski. – Wyrywali z fortepianów i pianin wszystkie metalowe części, które mogłyby być cenne, bezmyślnie rozbijając przy tym instrumenty kolbami karabinów czy czymkolwiek, co było pod ręką. Ginęły więc metalowe uchwyty, ozdoby, a także tabliczki z nazwami instrumentów, co utrudnia dziś sprawę identyfikacji pozostałych w Szczecinie Wolkenhauerów.

Szczecińskie pianina na rosyjskim Allegro

Nie ma jednoznacznych informacji, ile instrumentów produkcji Wolkenhauera zachowało się do dziś na terenie Szczecina. – Ani ja, ani nikt inny nie jest w stanie udzielić takich informacji – zapewnia prof. Rottermund. Wiadomo tylko, że nie przetrwały te z nich, które przed wojną zdobiły miejsca kultury, urzędy, instytucje i wszelkie inne obiekty użytku publicznego, padając łupem zdobywców, lub, jak kto woli, wyzwolicieli ze Wschodu. Więcej szczęścia miały instrumenty znajdujące się w domach prywatnych. Najwięcej z nich zachowało się przy ulicy Jana Bojko, przy której mieszka wspomniany wyżej pan Januszkiewicz. Do dziś można pod oknami tamtejszych domów usłyszeć brzmienia nie tylko szczecińskich Wolkenhauerów, ale bardziej renomowanych marek takich jak Bechstein czy Steinway. – Przed wojną rejon obecnej ulicy Jana Bojko to była dzielnica berlińskich filharmoników – wyjaśnia fenomen tego miejsca Szymon Piotrowski.

Najbardziej znany egzemplarz Wolkenhauera – pianino z lat siedemdziesiątych XIX wieku z klawiaturą z kości słoniowej i hebanu – jest dziś jednym z eksponatów Muzeum Narodowego i można je podziwiać w Ratuszu Staromiejskim. Instrumenty szczecińskiej marki trafiły także do innych polskich miast. Jeden z nich stanowi część wystawy Muzeum Historii Przemysłu w Opatówku koło Kalisza.

Co ciekawe, po wpisaniu w wyszukiwarkę internetową słowa „Wolkenhauer”, na którejś ze stron wśród wyników pojawia się nazwa fabryki napisana cyrylicą i dopisek w języku rosyjskim „pradaju” (ros. sprzedam). – Tym sposobem znalazłem dziesiątki instrumentów wyprodukowanych w Szczecinie, a sprzedawanych na rosyjskich aukcjach – mówi Szymon Piotrowski.

Okazuje się więc, że nie wszyscy czerwonoarmiści traktowali pianina i fortepiany jak skarbnice złomu. Zdarzali się wśród nich ludzie muzykalni, znawcy tematu, którzy wywozili ze Szczecina instrumenty w całości. – Wiele z nich jednak nie przewieziono przez granicę Związku Sowieckiego w obawie przed posądzeniem o popularyzację kultury niemieckiej – mówi Piotrowski. – Zamiast jakoś te instrumenty zagospodarować, pozostawiono je w szczerym polu przy granicy, aż zniszczały.

Tak czy inaczej, szczecińska fabryka pianin i fortepianów przed wojną była prawdziwą dumą Pomorza. Dziś jednak marka Wolkenhauer pewnie częściej pojawia się na rosyjskich aukcjach internetowych niż w świadomości szczecinian. Tak, jak mury zburzonego przez naloty bombowe Szczecina wywieziono na plac odbudowy Warszawy, tak instrumenty ze znanej i prężnie działającej szczecińskiej fabryki zdobią dziś moskiewskie salony.

Prestiż magazyn szczeciński
2( 53)
luty'12