Lubimy poniedziałki!

Autor

Aneta Dolega

Trzech amigos, a może trzech kamikadze. Nie dość, że pracują sześć dni w tygodniu to jeszcze jedyny wolny dzień postanowili poświęcić… pracy. Adam Dzieciniak, Sławomir Kołakowski i Wiesław Lewoc, aktorzy znani przede wszystkim z desek Teatru Polskiego swe wieloletnie doświadczenie, nie tylko sceniczne, postanowili wykorzystać, tworząc nową propozycję teatralną. Wspomniany wolny dzień to znienawidzony przez wszystkich poniedziałek, który, o ironio, jest dniem wolnym od pracy w teatrach.

Stworzona przez nich Scena Poniedziałek (tymczasowa siedziba w Teatrze Polskim) ma nawiązywać do czasów, kiedy w Szczecinie działały grupy, które przygotowywały poza oficjalnymi instytucjami teatralnymi przedstawienia, właśnie prezentowane w poniedziałki, także poza granicami rodzinnego miasta. Do tej szlachetnej tradycji postanowił powrócić Adam Dzieciniak, za sprawą sztuki która przypadkiem wpadła w jego ręce. Chodzi o  „Wszystko o mężczyznach” chorwackiego autora Miro Gavrana, tekst w którym pojawiają się „wiecznie młodzi” yuppies, rozdzierani zazdrością geje, reprezentanci półświatka, zrozpaczeni utratą matki synowie i pogrążający się w niepamięci starcy. Wszyscy oni, z przymrużeniem oka, reprezentują współczesnych mężczyzn, zmagających się z trudną rzeczywistością, własną naturą i z ograniczającymi stereotypami.

Zakochany w tekście Dzieciniak po raz kolejny spotkał na teatralnym korytarzu Sławomira Kołakowskiego. „Ten to ma fajne warunki” – pomyślał i zaproponował mu zagranie jednej z postaci. Do brydża trzeba czterech, a do „Wszystko o mężczyznach” potrzebnych było trzech aktorów. I Dzieciniak znowu pomyślał: „ Kto się może trochę nudzić? Oczywiście tylko ten, kto nie gra, a chciałby”… czyli Wiesław Lewoc.

Tak zaczęły się intensywne wieczorne próby. Na szczęście była wiosna, pachniały kasztany wokół Teatru Polskiego, w którego przeróżnych pomieszczeniach fruwały krzesła, kolejne męskie koszule i co tu kryć – mocniejsze słowa. Kiedy spektakl był już prawie gotowy, panowie postanowili zrobić pokaz przedpremierowy. W czasie tego przedstawienia trzy razy wyłączono prąd, ale to nie osłabiło entuzjazmu pierwszej publiczności. Dzięki temu ciepłemu przyjęciu było wiadomo, że warto dalej pracować, choć kasztany dawno przekwitły i robiło się coraz zimniej w prowizorycznej sali prób. Wtedy do akcji wkroczył ten czwarty, czyli Grzegorz Haciski, który niejeden event teatralny wyprodukował. To on odważnie rzucił pomysł, że skoro premiera, to listopadowa, z przytupem, czyli na deskach gościnnego Teatru Polskiego. Życzliwa swoim aktorom dyrekcja Polskiego zgodziła się na ten nieco szalony pomysł. I tak z garderobianego niebytu narodziła się – Scena Poniedziałek, czyli kontynuacja tego, co robili w przeszłości poprzednicy – szczecińscy aktorzy, którym było mało i grać chcieli także w wolny poniedziałek. 

Prestiż magazyn szczeciński
2( 53)
luty'12
gajda