Znaleźć klucze do szczecińskich skarbów

Autor

Maciej Pieczyński

galeria

W Szczecinie ukrytych jest prawie trzysta skrzynek pełnych skarbów. Są praktycznie wszędzie wokół nas, w każdej dzielnicy Szczecina, na wyciągnięcie ręki. Wystarczy tylko wejść
do gry pod intrygującą nazwą geocaching.

Kilka podejrzanych osób kręciło się późnym wieczorem wokół maszyn, stojących pod budynkiem dawnej Akademii Rolniczej. Pani Wiesia tej nocy była sama na portierni i nie chciała mieć problemów. Nie przypuszczała, że ktoś mógłby chcieć ukraść ważące kilkaset kilogramów zabytkowe maszyny rolnicze, bo i po co? Ale przeczucie mówiło jej, że ci ludzie nie zaleźli się tu przypadkiem, i że ich celem są właśnie owe maszyny. – Wynocha, bo policję zawołam! – ta gromka deklaracja krzepkiej portierki przekonała podejrzanych przybyszy, że lepiej opuścić teren, i to w podskokach. Pani Wiesia, dysząc ze złości, szybkim krokiem pomaszerowała w stronę maszyn. Może trafi na jakiś ślad?

Skarb ukryty w ognistej machinie

I rzeczywiście, przeczucie portierki było trafne. W mroku nocy, na trawie pod zabytkową przewracarką do siana w oczy rzuciła się biel kartki. „No, tak się dzieciaki zlękły, że zeszyty pogubiły!” – pomyślała portierka, zadowolona ze swoich zdolności wzbudzania respektu. Jednak biała kartka nie miała nic wspólnego z zeszytem, szkołą, nauką czy czymkolwiek w tym rodzaju. Przekonała się o tym pani Wiesia, gdy już w świetle lampy na portierni z zarekwirowanego papieru odczytała tylko jedno intrygujące zdanie: „Tutka w barwach otoczenia skryła się w ognistej machinie”.

I znów ślepa intuicja zaprowadziła portierkę na miejsce, w którym tajemniczy intruzi zgubili swoją tajemniczą notatkę. Nie demaskując świadomie metafory „ognistej machiny”, tknięta przeczuciem pani Wiesia zbadała zajmującą dokładnie to miejsce czerwoną przewracarkę do siana. Z jednej z rur urządzenia wystawał niewielki, plastykowy przedmiot w kształcie rurki. A w jego wnętrzu portierka znalazła skarb.

Nie chodzi tu jednak o drogocenne klejnoty, majątek piratów, rycerzy czy chociażby powojennych szabrowników, bynajmniej. Geocaching jako sztuka poszukiwania skarbów jest raczej sztuką dla sztuki.

Ale od początku. Geocaching to gra terenowa, polegająca na poszukiwaniu skarbów ukrytych przez innych jej uczestników. Może to być zarówno drewniana skrzynia jak i plastykowa tutka. Najważniejsza jest zawartość, czyli tak zwany log book – notes, do którego wpisują się szczęśliwi znalazcy, tożsamość swoją uwieczniając podpisem i datą. Oprócz tego w niektórych przypadkach na pierwszego odkrywcę może w skrzynce oczekiwać nagroda w postaci maskotki, breloczka czy jakiegokolwiek upominku. Praktykuje się też wymianę „skarbów” ; jeden znalazca zostawia w skrzynce jakiś drobny gadżet, który na inny wymienia kolejny znalazca. Jednak upominki to tylko kwiatek do kożucha – najważniejszy jest wpis w log booku.  Przy czym geocacherzy podpisują się nie imieniem i nazwiskiem, a nazwą użytkownika, pod jaką funkcjonują na serwisach internetowych uczestników gry (Opencaching.pl i Geocaching.com). Internet ma tu decydującą rolę,  bo opisy poszukiwanych skrzynek znajdują się właśnie w sieci.

Keszowanie  - lekcja historii dla wymagających

Opisy te zawierają wszystkie potrzebne informacje: współrzędne geograficzne (dlatego też  większość amatorów geocachingu wyposażona jest w GPS), dostępność skrzynki (czy znajduje się w miejscu dostępnym dla każdego, z niepełnosprawnymi włącznie, czy można do niej dojechać samochodem, rowerem, czy jest bezpieczna czy nie, itd., itp.). I, co najważniejsze – historyczny rys miejsca skrzynki. I tak, idąc szlakiem szczecińskich skarbów, można dowiedzieć się wielu ciekawostek z dziejów miasta. „Józef C. zabijał, a wieczorami wywoził trupy ofiar do opuszczonego gmachu magazynów dzisiejszej Wyższej Szkoły Rolniczej. Tam w piwnicy przerabiał trupy pomordowanych na produkty jadalne (…) Nie ulega wątpliwości, że bigosy sprzedawane na bazarze, który wtedy mieścił się tu, gdzie dziś dworzec PKS, były jego wyrobu”. Taką oto notkę trzeba przeczytać, by odnaleźć klucz do skrzynki, znajdujący się w okolicy dawnego mieszkania Józefa C., „rzeźnika z Niebuszewa”, grasującego w Szczecinie na początku lat pięćdziesiątych. 

Inną krwawą ciekawostką, którą można poznać podczas „keszowania” (czyli zabawy w geocaching) jest fakt, że jedynym katem - kobietą w historii Europy była szczecinianka, „Czarna Jolka”, dobrze prosperująca prostytutka, zamieszkała na Starym Mieście. – Żeby znaleźć w ogóle informację o tej kobiecie i założyć związaną z nią skrzynkę, musieliśmy się przejść do muzeum, trochę pogrzebać w internecie, posiedzieć w czytelni – mówi Marek Kubiak, w geocachingowym matriksie znany jako alex22. – W zagadce opisaliśmy wszystkie miejsca kaźni, w Szczecinie, i na podstawie tego opisu trzeba wydedukować, gdzie schowaliśmy skrzynkę.

„Mąż idzie na „kesze”, a żona go nie chce puścić”

Wydawać by się mogło, że geocaching to zabawa dla studentów, młodocianych fanów historii i fantastyki, zmodyfikowana wersja RPG. A jednak nie do końca tak jest. – „Keszują” ludzie w każdym wieku – zapewnia alex22. Przy czym najtrudniejszą grupą wiekową są gimnazjaliści, zostawiający czasem w skrzynkach patyki po lodach, papierki po słodyczach i tym podobne, mało spektakularne gadżety.

Najmłodszy szczeciński geocacher ma lat pięć, najstarszy siedemdziesiąt.  – Bawią się w to wszyscy: od studentów, przez dyrektorów firm, po zwykłych ludzi, którzy pracują w najróżniejszych branżach, a leszowanie traktują jako hobby – mówi Marek Kubiak.

W zabawie uczestniczą całe rodziny. W tym i rodzina Kubiaków: Marek, właściciel firmy budowlanej, jego żona Agnieszka i córka, licealistka. „Keszują” wspólnie. – Ale bywa też tak, że rodziny są podzielone przez geocaching – przyznaje Marek. – Mąż idzie na „kesze”, a żona go nie chce puścić, albo na odwrót.

- Tym bardziej, że my nie tylko szukamy skrzynek, ale i organizujemy większe spotkania we własnym gronie – dodaje Agnieszka Kubiak. – Na przykład wyjeżdżamy grupą do Międzyrzecza i tam „keszujemy” po bunkrach, gdzie przyjeżdża ekipa z całej Polski.

Jak widać, geocaching łączy nie tylko pasjonatów, rodziny, pokolenia, szczecinian, ale i większe terytorialnie grupy. Jest wśród geocacherów praktyka, by zapraszać się wzajemnie do swoich miast i zakładać tam gościnne skrzynki. I tak, pewien warszawiak ukrył skarb pod cokołem, na którym przed wojną stał pomnik Sediny. Szczecinianie z kolei wykazali się jeszcze większą pomysłowością. – Wielkie było zdziwienie naszych kolegów ze stolicy, gdy, idąc śladem wskazówek, odkryli skrzynkę w postaci zakopanego pod ziemią w lesie kubła na śmieci – opowiada ze śmiechem alex22.

ABC geocachingu:

Czym jest geocaching?
To gra terenowa użytkowników GPS polegająca na poszukiwaniu skarbów ukrytych przez innych jej uczestników. Miejsca ukrycia skrzynek, poza podaniem współrzędnych geograficznych, są oznaczane na mapach w serwisach geocacherów (ogólnopolski – Opencaching.pl, amerykański – Geocaching.com), teoretycznie więc jest wykonalne odnalezienie „skarbu” bez pomocy GPS.
Skąd się wziął geocaching? Idea gry pojawiła się, gdy prezydent USA, Bill Clinton, odblokował system GPS dla użytkowników prywatnych.
Zainspirowany tym faktem, Amerykanin Dave Ulmer 3 maja 2000 roku ukrył swoją pierwszą skrzynkę.
Jak zacząć?
Wystarczy wejść na stronę WWW.opencaching.pl, zarejestrować się, otworzyć mapę skrzynek, znaleźć swoją okolicę, przeczytać opis skrzynki, a potem już tylko ruszyć w teren.
Geocaching w liczbach
W Szczecinie ukrytych jest 270 skrzynek,
Zachodniopomorskiem –  900, w całej Polsce – 12 000.
W Szczecinie geocachingiem regularnie zajmuje się około 20 osób, okazjonalnie „keszuje” dwa razy więcej i liczba ta stale rośnie.

Prestiż magazyn szczeciński
2( 53)
luty'12
gajda