Urodzinowa aria

Opera jest teatrem absolutnym. Zawiera w sobie wszystkie elementy dobrego widowiska: śpiew, taniec, muzykę, grę aktorską, dramaturgię, niesamowitą scenografię i oszałamiające kostiumy. Opery nie trzeba kochać, ale jej potęgi nie można nie docenić.

Autor

Aneta Dolega

galeria

Szczecińska Opera na Zamku przeszła wiele i wygrała. Pomimo przeróżnych perturbacji udało jej się przekroczyć półwiecze i dziś jako szanowna 55 latka świętuje swoje urodziny.  Świętuje je oczywiście z rozmachem, jak na wciąż młodą jubilatkę przystało. I tak 9 marca w hali Opery na Zamku widzowie obejrzą najnowszą wersję najsłynniejszej operetki na świecie, czyli „Zemstę nietoperza” Johanna Straussa juniora. Szykuje się wielkie widowisko. Kurtyna w górę.

Armia ludzi, kilometry scenografii

Siedzimy na widowni w hali opery przy ulicy Energetyków, akurat jest próba do „Księżniczki Czardasza”. Aktorzy wchodzą i schodzą ze sceny, śpiewają, tańczą, rozmawiają z reżyserem, muzykami. Za chwilę widownia opustoszeje, zacznie się sesja zdjęciowa z ekipą „Zemsty Nietoperza”: solistami, panią reżyser i dyrygentem. Ale taki spektakl to praca całej rzeszy ludzi, którzy od rana do nocy przygotowują dla nas jedyne w swoim rodzaju widowisko.

Przy tak dużym przedsięwzięciu jak „Zemsta” kostiumy do spektaklu szyje aż pięciu krawców. Trzeba ubrać solistów, chór i balet, co łącznie daje ok. 80 kompletów kostiumów, przy czym  każdy składa się z kilku elementów. Zużycie tkanin na całą produkcję jest olbrzymie, przykładowo na suknię z trenem potrzebnych jest aż 12 metrów tkaniny(! ). Do tego dorzućmy dekoracje do spektaklu budowane w warsztatach opery. Bezpośrednio przy tych pracach bierze udział zespół składający się z dwóch stolarzy, ślusarza, plastyka i tapicera wyposażonych w całą armię materiałów i narzędzi.

Do całości produkcji trzeba jeszcze przygotować peruki dla całego zespołu artystycznego, obuwie, bieliznę, kosmetyki do makijażu. W trakcie przygotowania premiery udział bierze cały zespół techniczny: elektroakustycy odpowiedzialni za światło i dźwięk, montażyści odpowiedzialni za montaż dekoracji na scenie i w czasie prób, garderobiane odpowiedzialne za wszystkie kostiumy i sprawność zmian w czasie spektaklu, stylistki tworzące makijaż, fryzury i dbające o nakrycia głowy… o chórze, orkiestrze, balecie i solistach już nie wspominając.

Ruch jak u Szekspira

Na korytarzu pojawia się reżyserka „Zemsty nietoperza” Jitka Stokalska. Ma 10 minut na rozmowę, bo za chwile musi uciekać na dworzec.

- Jest to jedyna operetka jaką w życiu robiłam. Nie przepadam za tą stylistyką, ale „Zemsta” jest perłą wśród operetek – tłumaczy. - Ma bardzo logiczne libretto, pojawiają się w tej historii wspaniałe postaci, które ilustruje genialną muzyką Strauss.

Słynna operetka, której tytułowa zemsta, to starannie zaplanowana intryga oparta na motywach przebieranki, ma lekkość gatunku i urok szekspirowskiej komedii omyłek. Do tego, pod względem muzycznym jest dziełem ambitnym, zahaczającym o operę.

- To wdzięczna historia, która nie wymaga uwspółcześniania, zagramy ją w kostiumie z epoki – opowiada pani reżyser, znana przed wszystkim z pracy w Warszawskiej Operze Kameralnej, z którą jest związana od lat.  - Na początku i na końcu operetki będzie wiadome, że to się gra w teatrze. Najpierw na pustej scenie zrobię coś w stylu turnieju tenorów, a dopiero później zaczniemy się bawić w operetkę. Ma być bardzo lekko, wręcz kabaretowo, wprost do publiczności. Tłumaczę solistom, że nie tylko są postaciami, ale także aktorami, którzy odtwarzają tych bohaterów.

Kończymy rozmowę, reżyserka pozuje do zdjęć i ucieka na pociąg. W międzyczasie pojawia się dyrygent Wojciech Semerau - Siemianowski. On już kompletnie nie ma czasu, może dlatego, że od zeszłego roku zajął się również sprawami artystycznymi Opery na Zamku. Przyjeżdża specjalnie na zdjęcia, ale przy okazji przesłuchuje jednego ze śpiewaków. W każdej z tych ról jest całkowicie skupiony. Pomimo młodego wieku, ma już na koncie współpracę z tak wybitnymi reżyserami jak Harry Kupfer, David Alden czy Mariusz Treliński. „Zemsta nietoperza” to kolejne wyzwanie na jego drodze dyrygenckiej.

Trudnego dobry koniec

Widownia powoli pustoszeje, zostają tylko techniczni. Nie na długo, bo za chwilę rozpoczną się próby do kolejnych spektakli. Hala przy Energetyków pozwala na ciągły ruch na scenie. I choć to obiekt tymczasowy – jest nowocześnie wyposażona, z profesjonalnym zapleczem i ogromną przestrzenią, dzięki czemu spełnia oczekiwania artystów i publiczności. Chociaż nie zawsze tak było.

Historia szczecińskiej opery sięga roku 1956. Powstała pod nazwą Operetka Szczecińska Towarzystwa Przyjaciół Teatru Muzycznego pod dyrekcją Jacka Nieżychowskiego. Pierwszą premierą przygotowaną przez szczeciński zespół, była „Kraina uśmiechu” Ferenca Lehára, a gościnnie wystąpili w niej soliści Operetki Gliwickiej. W początkowych latach jej siedzibą była sala gimnastyczna Komendy Wojewódzkiej MO przy ul. Potulickiej. Rok później operetka została upaństwowiona, a jej nazwę zmieniono na Teatr Muzyczny.

- Operetka swoją działalność rozpoczęła w naprawdę w dobrym stylu, ten początek był znakomity – opowiada Piotr Urbański konsultant literacki Opery na Zamku, autor wielu publikacji. – Sięgnięto po operetkę jedną z najbardziej ambitnych. To niesamowite, że w tak małej sali, gdzie orkiestra się ledwo mieściła, to zagrano.

Siedzimy i rozmawiamy na Zamku Książąt Pomorskich do którego w 1978 roku opera się przeniosła i w którym pomimo wielu perypetii nadal działa, choć ze względu na remont, spektakle i próby odbywają się w hali przy Energetyków.

- Za kolejnego dyrektora Tadeusza Bursztynowicza zaczęły się przemiany. Operetka która była jeszcze wtedy w nazwie Teatrem Muzycznym, zaczęła sięgać po opery – kontynuuje opowieść Urbański. – Była ogromna potrzeba, żeby wystawiać ambitniejszy repertuar, też z prozaicznego powodu, nie każdy mógł pojechać do Poznania czy do sąsiednich Niemiec, żeby obejrzeć np. „Toscę”.

Dzieje opery to przede wszystkim realizacja ponad dwustu premier wśród których znalazło się m.in.: „Wesele Figara” i „Czarodziejski flet” Mozarta, „Cyrulik sewilski” Rossiniego, „Nabucco”, „Trubadur”, „Traviata” i „Bal maskowy” Verdiego, „Faust” Gounoda, „Carmen” Bizeta, „Eugeniusz Oniegin” i „Dziadek do orzechów” Czajkowskiego, „Rycerskość wieśniacza” Mascagniego, „Madame Butterfly” i „Tosca” Pucciniego, „West Side Story” Bernsteina  oraz „Kawaler srebrnej róży” Straussa. Do tego szczecińska opera jest jedyną w Polsce sceną, która w swoim repertuarze ma wszystkie opery Stanisława Moniuszki w tym prawdziwą perełkę jaką jest „Straszny dwór”.

Przez scenę opery przewinęło się wiele wybitnych postaci.

- To głównie lokalne sławy jak znakomity tenor Krzysztof Molenda, czy najlepsza szczecińska Madame Butterfly Alicja Borkowska, a także wielka gwiazda operetki Irena Brodzińska, mama słynnej primadonny Grażyny Brodzińskiej – wymienia Urbański. -  Opera miała także fenomenalnego kierownika muzycznego w osobie Jerzego Michalaka, który w latach 70. i 80. znacznie podniósł poziom artystyczny opery i wprowadził na scenę rzeczy bardzo wybitne, co trwa do dzisiaj. Ponadto, w szalenie popularnym, wyreżyserowanym przez Krzysztofa Kolbergera „ Żołnierzu Królowej Madagaskaru” publiczność podziwiała m.in. Wojciecha Malajakta.

Na zamkowym dziedzińcu do tej pory organizowane są letnie sezony operowe, wypełnione efektownymi plenerowymi realizacjami oper, turniejami tenorów, oraz przeróżnymi  koncertami. Dzięki przygranicznemu położeniu Szczecina i zaangażowaniu obu stron Opera na Zamku może aktywnie współpracować z teatrami w Niemczech. O tym jak teatr rozwijał się przez kolejne dekady najlepiej świadczą jego… kolejne nazwy: Operetka, Teatr Muzyczny (1965), Opera i Operetka (1987), Opera na Zamku (2000). Teraz czas na kolejny rozdział.

Strauss i jego zemsta

Falke i Eisenstein wybierają się na bal maskowy w przebraniu motyla i nietoperza. Eisenstein kładzie pijanego przyjaciela pod drzewem na Praterze. Ten rano musi przejść w swym karnawałowym stroju przez całe miasto. W akcie zemsty rozpoczyna starannie zaplanowaną intrygę, opartą na motywie przebieranki: przywozi na bal u księcia Orlofsky’ego żonę byłego przyjaciela Rosalindę oraz pokojówkę Adelę. Rozpoczyna się przezabawna akcja. Przyłapany kochanek zostaje wzięty za męża i musi ponieść konsekwencje jego niecnych czynów… Wszystko jednak nazajutrz się wyjaśnia i kończy dobrze.

Najsłynniejsza operetka świata, „Zemsta Nietoperza” dla wielu kwintesencja tego gatunku, została napisana przez czterdziestodziewięcioletniego Johanna Straussa juniora w ciągu zaledwie siedmiu tygodni. Jej prapremiera w Theater an der Wien odbyła się 5kwietnia 1874.

Na szczecińskiej scenie wystawiano ją do tej pory trzykrotnie: w 1958, 1974 i 1987 r. 9 marca będzie pokazana po raz czwarty.

Prestiż magazyn szczeciński
2( 53)
luty'12
gajda