Zaprzepaszczone nadzieje

Jednym chyba z najmniej lubianych przedmiotów szkolnych jest historia i wychowanie fizyczne, chociaż to drugie tyczy się szczególnie „plastikowych” dziewczyn przynoszących co rusz nowe zwolnienia lekarskie w obawie przed zniszczeniem świeżo zrobionych tipsów.

Autor

Przemysław Czerwiński

Pomimo, iż kiedyś z trudem wyżebrałem od nauczycielki czwórkę na koniec roku to bardzo lubiłem historię, a tak naprawdę jej „najsmakowitsze kąski”. Napawałem się dumą czytając o dokonaniach Kazimierza Wielkiego i kułem w sercu patriotyczne pomniki wracając do wydarzeń 89 roku. Jednak okres powojennego PRL-u wedle mojego uznania zasługuje na epitety raczej z dolnej szuflady „przyjemnego” słownictwa. Jako wielki fan i maniak motoryzacyjny nie mogę pojąć zmarnowanego potencjału i inwencji twórczej tamtych czasów. Kiedy Amerykanie pompowali zielone papiery z podobizną Abrahama Lincolna w RFN po stronie wschodniej podejście do gospodarki rządziło się innymi prawami. W czasie kiedy Volkswagen, Porsche i BMW rosły w siłę u nas wszystko kończyło się na deskach kreślarskich lub co najwyżej na skręceniu paru sztuk prototypu w przyfabrycznej szopie. Boli mnie to tym bardziej, iż owe projekty nie były odkurzonymi cudzymi pomysłami z epoki kamienia łupanego ale modernistycznym przykładem i okrzykiem w stronę reszty świata iż Polacy potrafili i potrafią robić wspaniałe rzeczy, okrzykiem którego nikt niestety nie usłyszał. Syrena Sport, Syrena 110, Warszawa 210, Ogar, Beskid i wiele innych są tego najlepszym dowodem. Te samochody mogły zrewolucjonizować polski przemysł motoryzacyjny i stać się jego przyszłością.

Gdyby historia potoczyła się zupełnie inaczej nie bralibyśmy kredytów na kupno nowej Astry czy Hondy Civic. Wchodzilibyśmy do polskiego salonu, by kupić polski samochód, który - dam głowę - byłby przynajmniej tak samo dobry.

Stało się jednak inaczej. Na domiar złego rzeczą frustrującą mnie najbardziej jest to, iż moja złość nie może znaleźć adresata. Nie wiem kogo mam za to winić! Może tamtejszą władzę za zbyt małe fundusze i dotację albo niekompetentnych analityków umieszczających motoryzację w planach rozwojowych i inwestycyjnych na samym końcu listy, czy może samych konstruktorów, którzy być może nie włożyli w starania wystarczająco dużo inicjatywy.

Przespaliśmy swoją szansę, a na nową nie mamy co liczyć. W dzisiejszych czasach do wprowadzenia nowego modelu potrzeba milionów Abrahamów Lincolnów, których nikt o zdrowych zmysłach nie zainwestuje w Polsce. Jedyne co pozostaje to smutek i żal oraz cisnący się na usta cytat Józefa  Piłsudzkiego: „Naród wspaniały, tylko ludzie kur...”

Prestiż  
Marzec 2012