Skąd wzięło się jajko? Wielkanoc na styku kultur

Autor

Maciej Pieczyński

W Wielkanoc w wielokulturowym Szczecinie do świątecznego śniadania zasiądą nie tylko katolicy. O swoich wielkanocnych, paschalnych i wiosennych tradycjach opowiedzieli nam szczecinianie różnych wyznań i narodowości, od Ukraińców przez Niemców po Żydów, od prawosławnych po neopogan.

W czasie, gdy wszyscy chrześcijanie zasiadają do wielkanocnego śniadania, żydzi celebrują święto, jakie za życia obchodził Jezus. Założyciel chrześcijaństwa, którego zmartwychwstanie upamiętnia Wielkanoc, został ukrzyżowany w Jerozolimie, gdzie przyjechał świętować Paschę, jako wierny wyznawca judaizmu. Pascha to święto ustanowione na pamiątkę wyjścia Izraelitów z Egiptu. Bóg, w zemście na faraonie za złe traktowanie Żydów, kazał pozabijać wszystkich pierworodnych Egipcjan. Izraelici, żeby uniknąć omyłkowej śmierci, swoje domy smarowali krwią baranka (stąd nazwa święta Pesach – hebr. ominięcie). – Dziś już baranków nie składamy w ofierze – zapewnia Róża Król, szefowa Towarzystwa Społeczno – Kulturalnego Żydów w Szczecinie – Za to na stole podczas paschalnej kolacji sederowej znajdują się opieczone kości, ale niekoniecznie baranka, może to być też udo kury albo indyka.

Kość kurczaka zamiast krwi baranka

Do szczecińskiej Gminy Wyznaniowej Żydowskiej należy około 60 osób. Punktem kulminacyjnym Paschy jest kolacja sederowa. – Jezus spożywał ze swoimi uczniami właśnie kolację sederową, gdy został pojmany – mówi Róża Król, mając na myśli ostatnią wieczerzę. Najważniejszą potrawą na paschalnym stole jest maca, używana zamiast chleba, którego podczas Paschy jeść nie wolno. – Specjalnie na Pesach trzyma się w oddzielnej szafie cały zestaw naczyń, używanych tylko na to jedno święto – mówi pani Róża. – Żeby mieć pewność, że są one czyste, trzeba je koszerować (wypalać wrzątkiem – red.). Dlatego do kolacji sederowej nie używa się naczyń teflonowych, bo nie można ich potem wyszorować.

W kulinarnej symbolice Paschy ważna jest gorycz. – O tym, jak gorzki był los Izraelitów w niewoli egipskiej, na stole sederowym przypominają nam: chrzan, gorzkie zioła, haroset (mieszanka z jabłek, orzechów, miodu, cynamonu; jabłka ciemnieją pod wpływem utleniania się i wtedy haroset wygląda jak glina, przypominając w ten sposób, że Żydzi ciężko pracowali na budowach egipskich, mieszając tę glinę – red.). Liryczną atrakcją Pesach są hagady, czyli śpiewane opowieści o wyjściu Żydów z Egiptu. Dlatego z tej okazji w siedzibie Towarzystwa przy ul. Niemcewicza urządzane są koncerty muzyki żydowskiej, których, niestety, nie mogą posłuchać goje (tj. ludzie niewyznający judaizmu).

Wielkanoc, czyli wino, śpiew i petard.

Z kulturowej podróży w czasie do ostatniej kolacji sederowej Chrystusa wróćmy do tradycji upamiętniających jego zmartwychwstanie. Na szczecińskiej Łasztowni swoją siedzibę ma Parafia Ewangelicko-Augsburska Świętej Trójcy, gdzie Wielkanoc świętuje się podobnie jak u katolików. Zupełnie inaczej wygląda jednak Wielki Post. – Nie jest on u nas doprecyzowany ustaleniami kościelnymi, chcemy, by każdy z wiernych znalazł swój własny sposób na pogłębienie tej refleksji pasyjnej – mówi ksiądz Sikora, proboszcz szczecińskich ewangelików. – Każdy sam decyduje, czy odmówi sobie korzystania z Internetu, czy spożywania jakichś konkretnych pokarmów – wyjaśnia i dodaje: – Zdaję sobie sprawę z faktu, że przez to jest większa pokusa grzechu, bo ciężko samemu sobie coś narzucić.

Kościół ewangelicki kojarzony jest raczej z mniejszością niemiecką, jednak większość szczecińskich parafian to Polacy. Msze odprawiane są i po polsku i po niemiecku. Za to prawdziwą Wieżę Babel możemy znaleźć w szczecińskiej cerkwi. – Jesteśmy najbardziej wielokulturową i wielonarodową parafią prawosławną w Polsce – mówi ksiądz Paweł Stefanowski, proboszcz parafii p.w. św. Mikołaja w Szczecinie. – Są u nas Polacy, Rosjanie, Białorusini, Ukraińcy, Łemkowie, Rumuni, Mołdawianie, Grecy, Serbowie i wielu innych.

Choć msza rezurekcyjna trwa u prawosławnych całą noc z Wielkiej Soboty na niedzielę wielkanocną, po jej zakończeniu wierni wcale nie spieszą się do domów, by odsypiać wyklęczane godziny. – Zaraz po mszy wierni, którzy mają czas i chęć, przychodzą do nas na plebanię i siadają do stołu wspólnie z nami, biesiadujemy, dzielimy się jajkami, przy stole nie brakuje zwykle także ani wina, ani śpiewu – mówi ksiądz Stefanowski.

Jak widać, prawosławni bardzo hucznie obchodzą Wielkanoc. – W Grecji są pewne dwie, sąsiadujące ze sobą wyspy, których mieszkańcy w niedzielę wielkanocną odpalają w swoją stronę nawzajem petardy – opowiada Stefanowski.

Podobnie huczne tradycje można znaleźć wśród grekokatolików, którzy, choć formalnie podlegają papieżowi, funkcjonują w obrządku wschodnim, a w Polsce większość z nich ma pochodzenie ukraińskie. – U nas w Przemyślu w Wielkanoc po mszy puszcza się petardy, bez fajerwerków, ale żeby zrobić jak największy hałas – mówi Jarosław Mandryk, który z Przemyśla przyjechał do Szczecina, gdzie studiuje budownictwo i mieszka ze swoją dziewczyną, studentką filologii rosyjsko-ukraińskiej, Ksenią Opar. Oboje mają korzenie ukraińskie. Grekokatolicy jednak, inaczej niż prawosławni, mszę rezurekcyjną zaczynają dopiero nad ranem w samą Wielkanoc. Najbardziej charakterystyczną potrawą na stole wielkanocnym jest u nich paska, czyli ciasto drożdżowe. – U nas w domu cały rok czeka się na słodko-winny barszcz, ugotowany na mięsie, z octem i cukrem, do którego wrzuca się święcone jajko i święconą kiełbaskę – opowiada Ksenia. – To nasz rodzinny przepis. Palce lizać!

Tydzień przed Wielkanocą, kiedy rzymscy katolicy święcą palmy, grekokatolicy święcą gałązki wierzbowe i biją się nimi, po czym je albo symbolicznie zakopują w ziemię dla lepszych płodów, albo chowają za ikony. – Niektórzy też lubią jeść bazie z tych gałązek – wspominają Ksenia i Jarek. – Wierzy się, że to pomaga w chorobach gardła, ale my nie próbowaliśmy (śmiech). Inną, charakterystyczną dla grekokatolików, tradycją jest całowanie na kolanach w Wielki Piątek płaszczenyci, czyli rozłożonej w cerkwi ogromnej płachty z wizerunkiem zdjętego z krzyża Jezusa, przypominającej całun turyński.

Czyje jajko było pierwsze?

Zwyczaje wielkanocne chrześcijan wszystkich wyznań na ogół niewiele się różnią. A już na pewno ich wspólnym mianownikiem, potrawą, która w Wielkanoc znajdzie się na każdym szczecińskim stole, niezależnie od wyznania jest gotowane jajko, pomalowane lub nie. – Wierzymy, że Maria Magdalena po śmierci Jezusa zaniosła rzymskiemu cesarzowi pomalowane na czerwono jajko, zwiastując zmartwychwstanie – mówi ksiądz Stefanowski. Prawosławni, podobnie jak grekokatolicy, zanoszą w Wielkanoc świece paschalne, a także jajka i inne pokarmy na groby bliskich. – Jajka to dla nas symbol odrodzenia, zmartwychwstania, które szczególnie mocno akcentujemy – dodaje proboszcz szczecińskiej parafii prawosławnej.

Symbolem odrodzenia, rozumianego jako wiosenne przebudzenie natury do życia, było jajko także w słowiańskiej religii pogańskiej. – Pogańskie korzenie ma w zasadzie większość rytualnych, biesiadnych elementów Wielkanocy – mówi Igor Górewicz, zastępca naczelnika Rodzimej Wiary, neopogańskiego związku wyznaniowego. – Chrześcijaństwo nie było w stanie wyrwać się z tych pradawnych tradycji i zaadaptowało je wraz ze świętami, którym nadano tylko nowe znaczenia, bardzo zresztą powierzchownie. Przedchrześcijańskie znaczenie mają przecież jaja, zieleń, ale także kult przodków, widoczny w odwiedzaniu grobów podczas Wielkanocy.

Według neopogan termin zmartwychwstania nieprzypadkowo zbliżony jest do wiosennej równonocy, kiedy to, w ramach święta pod nazwą Jare Gody, przed przyjęciem chrześcijaństwa celebrowano odrodzenie natury. – Wówczas to składamy trzebę (ofiarę z pokarmów, m.in. jajek – red.) bogini Mokosz, budzącej się do życia Matce Ziemi – mówi Górewicz. – Bardzo ważnymi w to święto są także Perun (bóg piorunów, jego pierwszy grzmot, zapładniając ziemię, rozpoczynał wiosnę) i Jaryło (bóg płodności, wiosny).

Jare Gody świętują szczecińscy rodzimowiercy, spotykając się przy ognisku, na wieczornym obrzędzie, w samym środku Lasku Arkońskiego. Co jednak nie znaczy, że w swoich domach bojkotują oni tradycje wielkanocne. – Zasiadamy do stołu przy wiosennym śniadaniu, ale to nie my celebrujemy chrześcijańskie święta, to chrześcijanie celebrują nasze, rodzimowiercze święta – uważa Górewicz.
Okazuje się jednak, że nie tylko poganie i chrześcijanie zgłaszają pretensje do tego, czyje jajko było pierwsze. – A niby skąd pisanki wzięły się w katolickiej tradycji?! – pyta retorycznie Róża Król z szczecińskiej Żydowskiej Gminy Wyznaniowej, i zaraz odpowiada triumfalnie: – To Żydzi pierwsi nadali jajkom świąteczny charakter. Na kolacji sederowej jemy jajka moczone w solonej wodzie, dla przypomnienia, jak Izraelitom było ciężko w niewoli egipskiej.

Prestiż magazyn szczeciński
3( 54)
Marzec'12
gajda