Duma narodowa

Kochamy zwycięzców. To pewne. Oczywiście najbardziej sami lubimy wygrywać, ale gdy to się nie udaje zaciskamy kciuki aby chociaż „NASI” odnieśli sukces. Któż z nas nie zna tego uczucia kiedy całe ciało rozpiera duma, gdy nasz ulubiony zawodnik, klub czy reprezentacja zdobywa kolejny tytuł czy medal.

Autor

Krzysztof Bobala

A tę dumę czuć jeszcze bardziej gdy wygrywa ktoś coś nie tylko lokalnie, ale dla całej Polski, dla nas wszystkich. Wtedy staje się bohaterem narodu. Tłum licznie stawia się na lotnisku, aby godnie przywitać zwycięzcę, premier czy prezydent kraju przyjmują w gabinetach, ba nieraz nawet medal przypną – za zasługi. No i media informacyjne „karmią” się tą naszą narodową dumą przez dni kilka. Tak było, jest i będzie. Zmieniają się tylko prezydenci, premierzy i działacze związków sportowych (chociaż nieraz mam wrażenie, że oni są nieśmiertelni). Najważniejsze jednak, że zmieniają się także obiekty naszego kibicowskiego uwielbienia. Bo przecież nieco starsi czytelnicy „Prestiżu” zapewne pamiętają huczne przywitania naszych piłkarzy po zdobyciu brązowego medalu mistrzostw świata w Niemczech w 1974 roku czy radość całego narodu po złotym medalu olimpijskim siatkarzy na Igrzyskach w Montrealu dwa lata później, kiedy to w finale pokonaliśmy Związek Radziecki. Młodszym pokoleniom „klata rosła” gdy Adam Małysz przeskakiwał kolejne skocznie, Jerzy Dudek zdobywał puchar Ligi Mistrzów, a nasze piękne siatkarki Mistrzostwo Europy. Ale i dzisiaj mamy się kim pochwalić. Ci najlepsi to nie tylko dobro narodowe, to także najwspanialsi ambasadorowie naszego kraju w świecie. Justyna Kowalczyk, o której skandynawskie media piszą w sezonie narciarskim kilka razy w tygodniu. Robert Kubica, którego rehabilitację po wypadku samochodowym śledziły wraz z nami miliony kibiców sportów motorowych na świecie. Czy Marcin Gortat którego karierę w elitarnej NBA śledzą nie tylko Amerykanie i Polacy. Ostatnie tygodnie to jednak cudowny spektakl dwójki sportowców. Agnieszka Radwańska i Robert Lewandowski są na ustach całego sportowego świata. Zobaczyć ich można włączając Eurosport czy ESPN. Na ich temat dyskutują znakomitości piłki nożnej i tenisa, a wywiady z naszymi bohaterami przeczytamy niemal na każdym portalu internetowym. I cały świat może się dowiedzieć, że w Polsce też potrafią grać w piłkę czy w tenisa.

Ostatni finał Agnieszki Radwańskiej w Miami oglądałem w większej grupie znajomych. Przyjemnie było patrzeć na tą szczerą radość po każdej wygranej wymianie, te zaciśnięte na szczęście kciuki i coraz bardziej rozpalone twarze gdy
mecz zbliżał się do finałowego rozstrzygnięcia.

Wielu z nich mecz tenisowy w całości obejrzało po raz pierwszy. Ale wszyscy po ostatniej piłce czuliśmy się dumni, że Radwańska jest nasza, polska. Podobnie sprawa ma się z Robertem Lewandowskim. Do niedawna wspólne kibicowanie zarezerwowane było dla meczy reprezentacji i FC Barcelony (od czasu do czasu jeszcze Real czy Manchester). Dzięki rewelacyjnej grze Lewandowskiego w ostatnich tygodniach Polacy stali się kibicami Borusii z Dortmundu. Trzymamy kciuki za „Lewego”, ale i za Piszczka czy Kubę Błaszczykowskiego, którzy w tej drużynie z powodzeniem występują. Serce rośnie gdy słyszymy w wywiadzie jak niemiecki trener, niemieckiego zespołu oświadcza publicznie, że sukcesy drużyny (na dzisiaj prawie pewne mistrzostwo Niemiec) to w dużej mierze zasługa polskich zawodników. Takie słowa sprawiają, że nie tylko kibice futbolu czują się dumni. Cieszyć może, że ta duma z występów naszych bohaterów na samej dumie na szczęście się nie kończy. Szkółki piłkarskie przeżywają oblężenie, akademie tenisowe powstają jak „grzyby po deszczu”, a na trasach narciarskich w Jakuszycach tłok jak na Marszałkowskiej w godzinach szczytu. To daje nadzieję, że już niedługo kolejni, młodzi sportowcy dadzą nam powody do dumy. A może stanie się to już podczas Euro 2012? Kto wie? W końcu mamy przecież w drużynie Lewandowskiego.
Krzysztof Bobala

Prestiż  
Kwiecień 2012