Muzyka daje mi szczęście

Autor

Weronika Bulicz

Koncert młodziutkiej Belgijki Selah Sue zainaugurował tegoroczny SMF. Jej przebój „This World” to dla szczecińskiej publiczności... sama słodycz!

Obecnie pracuje nad nową płytą oraz przygotowuje się do premiery jej pierwszego albumu w USA – będzie go promować od maja. Jak sama mówi, jest zaskoczona, jak wiele popularności przysporzyła jej pewna reklama pewnych słodyczy, gdzie wykorzystano jej utwór. Ale jest szczęśliwa – robi to, co kocha, czyli śpiewa i gra muzykę, którą jest zafascynowana. Inspiracje czerpie z wielu źródeł. Oprócz muzyki kocha jedzenie. Selah Sue tuż przed szczecińskim koncertem znalazła moment, by odpowiedzieć na kilka pytań „Prestiżu”.

Jakie są Twoje muzyczne inspiracje?

Moją pierwszą i najważniejszą mentorką jest Lauryn Hill – jej album „The Miseducation of Lauryn Hill” („Złe wychowanie Lauryn Hill”) to kwintesencja dźwięków, które oddziałały na mnie najbardziej. Duży wpływ na moją muzykę miała też Erykah Badu, później dołączyły do nich inspiracje muzyką reggae i hip hopem – te dźwięki i melodie zaabsorbowałam jako artystka i tak powstała moja muzyka.

Miałaś okazję pracować z wielkimi nazwiskami – Ce Lo, Moby, wystąpiłaś jako support przed koncertem Prince’a. Na pewno zdajesz sobie sprawę, że teraz znalazłoby się trochę artystów chcących pracować z Tobą. Czy jednak jest jeszcze ktoś, o kim marzy Selah Sue? Z kim chciałabyś wystąpić?

Jest na pewno parę takich osób… dla mnie nie nazwiska są najważniejsze – przy drugim albumie pracuję obecnie z kilkoma muzykami z mojego miasta, na których naprawdę bardzo mi zależało, bo są świetni, mimo, iż nie są zbyt znani nawet w Belgii. Z popularniejszych osób przychodzi mi do głowy James Blake. Ale, wiesz, najważniejsze jest dla mnie, bym tworzyła dobrą muzykę i była z niej zadowolona. Zobaczymy, czy w ogóle będę potrzebować kogoś do pomocy! (śmiech).

O pasji do muzyki wiedzą wszyscy? A co lubisz poza tym? Masz jakieś hobby, jak gotowanie czy sport?

Gotowanie – zdecydowanie tak, a jeszcze większą pasją jest jedzenie! Uwielbiam jeść, kocham wspólne obiady, kolacje. Jem właściwie wszystko – makarony, ryby, mięso. Jedna rzecz, której naprawdę nie jem to … o nie, przepraszam, nie ma takiej. Nawet teraz już czekam na kolację. O 19 mamy show, ale potem siadamy do stołu!

Jak to jest być sławną? Marzyłaś o tym?

Popularność mnie zaskakuje. Nigdy nie marzyłam o sławie, nie śniłam nawet, by zostać profesjonalną artystką. Jako osiemnastolatka zaczęłam studiować psychologię i naprawdę myślałam, że zostanę psychologiem. Później wszystko zaczęło się toczyć w innym kierunku. Teraz jestem szczęśliwa, kocham to, co robię. Popularność i publiczność na koncertach są wspaniałe, dają dużo energii. Jednak nie wątpię, że rzuciłabym muzykę, gdyby jej tworzenie przestało mnie uszczęśliwiać. Bo to szczęście jest właśnie najważniejsze.

A Polska – trasę koncertową przebywacie w autobusie – jak wam się podoba w Polsce i w Szczecinie?

Niewiele z Polski daliśmy radę zobaczyć, bo podróżujemy w nocy, a gdy docieramy na miejsce, nie bardzo mamy czas i siłę, by się wyrwać. Jednak w Szczecinie, obok hotelu jest akurat centrum handlowe – znaleźliśmy dziś chwilę na shopping, kupiłam sporo ciuchów i jestem bardzo zadowolona.

Dziękuję za rozmowę i życzę udanego koncertu.

Prestiż  
Kwiecień 2012