Rzecznicy na obcasach

W wirze informacji, pod presją czasu, często w krzyżowym ogniu pytań. Reprezentują, a często i bronią swoich szefów. Bywa, że ich pilnują, a nawet dyscyplinują. Rzecznicy prasowi. W Szczecinie tę trudną rolę pełnią najczęściej kobiety. I to w najważniejszych urzędach.

Autor

Izabela Marecka

Sylwester 2011 roku, Aleksandra bawi się na domowej imprezie. Po północy dzwoni telefon. To prezydent Piotr Krzystek. Okazało się, że wybuchł pożar od fajerwerków w kamienicy i trzeba interweniować. Podczas gdy wszyscy świętują Nowy Rok, ona  łapie za telefon, jednocześnie siada do laptopa i zaczyna pisać maila do dziennikarzy. Już o 12 w południe zorganizuje konferencję prasową, a o 13 wszyscy mają pełną informację.

Aleksandra Charuk, rzecznik prezydenta nie pamięta już ile było takich sytuacji. – Na pewno sporo - śmieje się. – To specyfika mojej pracy. Już dawno przyzwyczaiłam się do podwyższonej adrenaliny, wtedy nie ma czasu na wątpliwości trzeba działać szybko i sprawnie. 

Jest elegancka, szczupła i bardzo energiczna. Lubiana przez dziennikarzy i kolegów z pracy. Jako rzecznik pracuje od 2 lat, wcześniej była m.in. reporterem TVN 24.

- Ola? Da się pociąć za swój zespół, można na nią liczyć i w pracy i prywatnie – uważa Robert Grabowski z biura prasowego Urzędu Miejskiego. – Jak jest praca to jest praca, jak zabawa to zabawa. Ma poczucie humoru i dystans do siebie dlatego wytrzymuje m.in. z nami. Da się kobieta lubić!

Z prezydentem są na ty. Spędzają razem wiele godzin, więc tak jest im łatwiej. Ustalają wszystko drobiazgowo, czasem też kwestie ubioru. Drobnych sprzeczek nie brakuje, nawet o… kolor  krawata.

– Chociaż mój szef żartobliwie mówi, że jestem pracownikiem, który najbardziej go denerwuje, to wiem, że ceni moje zdanie – opisuje relacje z prezydentem Aleksandra Charuk. – Sytuacje stresowe rozładowujemy… żartem. Czasem zdarza mu się spóźnić na  spotkanie czy konferencję parę minut. Ja czekam zestresowana, dzwonię do szefa i pytam gdzie jest, na co słyszę: „Konferencja…? Zapomniałem… na pewno poradzisz sobie beze mnie!”. Po czym wchodzi do sali konferencyjnej uśmiechnięty, jakby nigdy nic… Przyznam, że kilka razy przyprawił mnie o palpitację serca!

Po pracy lubi odpocząć. Najlepiej aktywnie – grając w squash lub na basenie. Czasem, gdy ma zły humor, idzie do sklepu i kupuje buty.

– Kocham wysokie obcasy – śmieje się Aleksandra Charuk. – Poprawiają mi humor. Niekiedy lubię zrobić mały wyłom w dość monotonnym, urzędniczym ubiorze. Fioletowe szpilki przy czarnym garniturze… dlaczego nie?

„Odpowie ci Wiatr”

W odróżnieniu od Aleksandry, Gabriela Wiatr, rzecznik marszałka, gdyby mogła, biegałaby cały dzień w trampkach. Krótko obcięta, delikatna, niewysoka, ale jak mówią dziennikarze kiedy trzeba potrafi pokazać pazurki i bronić marszałka jak niepodległości! Jest rzecznikiem od kilkunastu lat.

– Niektórzy w Urzędzie Marszałkowskim żartują, że jak jakiś dziennikarz dzwoni do marszałka województwa, to ten na pytania odpowiada słowami starego przeboju Boba Dylana  pt.”Odpowie ci wiatr”, czyli informacji udzieli Gabriela Wiatr -  barwnie opisuje Dariusz Staniewski, dziennikarz Kuriera Szczecińskiego. – Gabrysia, kiedyś sprawna dziennikarka, jest równie dobra jako rzeczniczka. Jest rzecznikiem już kolejnego marszałka. To o czymś świadczy.

W pracy wspiera ją zgrany zespół na czele z marszałkiem. Czy lubi swojego szefa?

– Nie można nie lubić swojego szefa i pracować w tym zawodzie – uważa Gabriela. – Spędzamy ze sobą dużo czasu i musimy się dogadywać. Bardzo cenię w nim to, że pomimo nawału obowiązków stara się, by nie zabrakło mu czasu dla najbliższych.

Muszą być jednomyślni, zwłaszcza na konferencjach prasowych, gdzie wszystko dzieje się dynamicznie i nietrudno choćby o drobne potknięcie.

– Pamiętam konferencję prasową związaną z wizytą przedstawicieli Komisji Europejskiej, którą świetnie i ze swadą poprowadziłam z jednym tylko drobnym uchybieniem… Zapomniałam przedstawić marszałka! No cóż… zdarza się nawet najlepszym! – śmieje się Gabriela.

Jak mówi jest rzecznikiem i mamą na pełen etat. Razem to dwa etaty. Gdy jest bardzo zmęczona po pracy ratują ją dobra lektura i wanna z gorąca wodą. „Ładuje baterie” przy nowym hobby – własnoręcznie wykonuje biżuterię ze srebra i kamieni.

Agnieszka Muchla, podobnie jak koleżanki, zaczynała  „po drugiej stronie barykady”. Pracowała jako dziennikarka Gazety Wyborczej.  W 2005 roku została rzecznikiem wojewody. Początki nie były łatwe.

– Moja pierwsza konferencja prasowa była dramatem – śmieje się Agnieszka Muchla. – Zobaczyłam moich kolegów dziennikarzy i nie byłam w stanie wykrztusić ani słowa. Powiedziałam „dzień dobry” i usiadłam! Na szczęście pomógł mi wojewoda, który zastąpił mnie w przemówieniu.

Później było dużo lepiej. Jest rzecznikiem już drugiego z kolei wojewody – Marcina Zydorowicza. Mimo, że jej szef jest bardzo wymagający mają dobre relacje.

– Bardzo cenię Agnieszkę – jest odpowiedzialna i obowiązkowa, przy tym wszystkim ma dużo wdzięku – mówi Marcin Zydorowicz. – Pracujemy ze sobą już od 5 lat i często rozumiemy się bez słów. W sytuacjach kryzyswych potrafi zachować jasność umysłu i zimną krew, niejednokrotnie byłem z niej dumny. Sprawnie dzieli czas między pracą, a życiem prywatnym, ja zazwyczaj  przegrywam w tej rozgrywce, ale uważam, że to zdrowa równowaga.

Oczywiście nie zawsze na linii rzecznik-wojewoda panuje pełna harmonia. Zdarza się też dynamiczna wymiana argumentów.

– Agnieszka wtedy w bardzo emocjonalny sposób stara się przekonać mnie do swoich racji i prowadzimy niekończące się dyskusje! – śmieje się wojewoda.

Po stresującym dniu ma różne sposoby na odreagowanie. Czasem siada po prostu z książką i kubkiem zielonej herbaty, ale lubi też czynny wypoczynek, ostatnio „wyżywa się” na kursie tańców latynoamerykańskich lub idzie na basen. Obecnie pochłania ją urządzanie nowego mieszkania, które ozdabia zrobionymi przez siebie fotografiami dzieci.                                                                                                                                                                    

Uzależnione od informacji

Dzień z życia rzecznika prokuratury. O świcie policja zatrzymała w Szczecinie zorganizowaną  grupę przestępczą zajmującą się kradzieżą luksusowych aut. Zarzuty postawiono 44 osobom. Do pracy prawie biegnie, bo wie, że za chwilę rozdzwonią się telefony i trzeba będzie odpowiedzieć na tysiące pytań. Przed prokuraturą już stoi wóz telewizyjny. Zanim jednak  zacznie odpowiadać na pytania trzeba omówić strategię z szefem. No i musi dowiedzieć się cokolwiek. Mimo, że jest prokuratorem to nie ma przecież wiedzy o każdej sprawie. Ledwie zdążyli ustalić, co się wydarzyło, zaczyna się szturm dziennikarzy.

Anna Gawłowska-Rynkiewicz, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej nie jest w stanie policzyć podobnych sytuacji. – Może było ich 100, może 200 – zastanawia się. – To specyfika instytucji. Tutaj dane podlegają szczególnej ochronie. Z jednej strony media słusznie domagają się informacji, z drugiej interes śledztwa, no i prawo osób w nich występujących do anonimowości – wyjaśnia.

Gawłowska-Rynkiewicz, niewysoka blondynka, lubiana przez dziennikarzy. To nie tylko doświadczony prokurator, ale i rzecznik. Swoją pracę rozpoczęła od Prokuratury Wojewódzkiej, przemianowanej potem na okręgową. A gdy w Szczecinie powstała Prokuratura Apelacyjna była naturalną kandydatką na jej rzecznika.

– W relacjach z dziennikarzami musimy zawsze liczyć się z interpretacją naszych słów czy nawet gestów, a czasem naprawdę trudno powstrzymać się od emocji – opowiada. – Pamiętam manifestacje stoczniowców, podczas której protestujący wywieźli prezesa Odry na taczce. Na konferencji prasowej nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu, bo przypomniałam sobie jak za tą taczką biegł jeden ze szczecińskich dziennikarzy i wyglądał jakby sam chciał wywieźć prezesa. Kamil Durczok nieco złośliwie w wiadomościach skomentował mój uśmiech. Trzeba uważać.

Dużo uśmiecha się za to jak wychodzi z pracy. Gdy opuszcza budynek prokuratury czuje, że odpoczywa. Jednak nigdy nie wyłącza telefonu, bo jak mówi jest uzależniona od informacji. Nawet na urlopie przegląda na bieżąco prasę.
– Zdarza się, że na wakacjach odbieram telefony od dziennikarzy – przyznaje uczciwie.

– Wiem, że pani Ania Gawłowska-Rynkiewicz gdy zostawała rzeczniczką miała dużo obaw i zapytała swoją poprzedniczkę na stanowisku rzecznika prokuratury wojewódzkiej, co będzie, jeśli dziennikarz napisze coś zupełnie innego od tego co powiedziała. Szybko przekonała się, że będzie jeszcze gorzej, jeśli nic nie powie, więc zaczęła dużo mówić, co prokuraturze i redakcjom wyszło na dobre – śmieje się Adam Zadworny, dziennikarz Gazety Wyborczej. – Szkoda, że dzisiaj mówi znacznie mniej. Może dlatego, że sukcesy prokuratury apelacyjnej w ściganiu somalijskich piratów są umiarkowane – żartuje i dodaje: – A tak zupełnie serio – to profesjonalistka w każdym calu.

Piętro niżej od Gawłowskiej pracuje drugi z rzeczników – prokurator Małgorzata Wojciechowicz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej. Krótko ścięta brunetka. Zasadnicza. Tuż przed objęciem funkcji była pełna obaw czy sobie poradzi przed telewizyjną kamerą. Niepotrzebnie. Okazało się, że kamera ją lubi, a ona sama dobrze wypada w telewizji. Ci, co mieli okazję spróbować jej kuchni twierdzą, że bardzo dobrze gotuje. Lubi  też słuchać dobrej muzyki klasycznej.

– Męscy przedstawiciele zawodu dziennikarskiego spoza Szczecina są zawsze pod wrażeniem urody pani rzecznik. I gładkimi słówkami oraz komplementami próbują się wkraść w jej łaski – śmieje się Dariusz Staniewski. – Al.e nie z panią prokurator takie numery. Bo jak chce, to potrafi być zasadnicza i twarda jak głaz. I tak spojrzeć na człowieka, że sobie przypomina wszystkie grzechy.

Zarówno Wojciechowicz jak i Gawłowska-Rynkiewicz czasem mają dość nawału pracy, bo w prokuraturze bycie rzecznikiem nie zwalnia z codziennych obowiązków prokuratora. Z drugiej strony bardzo polubiły kontakty z dziennikarzami.

– Była taka „ święta trójca” dziennikarzy – wspomina z uśmiechem Małgorzata Wojciechowicz. – Jeden z nich, wyjątkowo dociekliwy zawsze zarzucał mnie tysiącem pytań, wiercił dziurę w brzuchu, dopóki nie uzyskał zadowalającej odpowiedzi. Drugi słynny jest z tego, że potrafi napisać tekst z niczego. Kiedyś po przeczytaniu takiego artykułu, udałam się do kolegi prokuratora, który prowadził sprawę i zapytałam: „Coś ty mu naopowiadał?” Na co kolega odpowiada: „Gosia, ja z nim nawet  słowa nie zamieniłem, minęliśmy się tylko na schodach! Nazwiska już chyba nie muszę wymieniać…

– Małgorzata Wojciechowicz ma zdecydowanie lepszy kontakt z dziennikarzami niż z dziennikarkami, co niektóre z nich powinny chyba uznać za objaw dyskryminacji płci – żartuje Adam Zadworny. – Do perfekcji opanowała zwrot ”Ze względu na dobro postępowania, prokurator nie udziela...”, ale potrafi też przekonać śledczych, że tajenie wszystkiego w XXI wieku nie ma sensu. Niezwykle ujmująca, ale nie chciałbym być podejrzanym w prowadzonej przez nią sprawie.

– Bycie „ustami” urzędów – zresztą sympatycznymi nie jest łatwe i nie zawsze wdzięczne, ale wydaje mi się, że panie doskonale to rozumieją – dodaje Dariusz Baranik, dziennikarz TVP Szczecin. – Oczywiście muszą stać murem za swoimi przełożonymi i niekoniecznie popularnymi decyzjami przez nich podejmowanymi, ale też taka jest ich praca, co nie zawsze się podoba dziennikarzom. Zasadniczo ja i moi koledzy z redakcji nie narzekamy na współpracę z rzeczniczkami.

 - nie narzekają na współpracę z rzeczniczkami.

Prestiż  
Kwiecień 2012