Życie na adrenalinie

Mówi o sobie „Jestem sympatyczny, zabawowy i lubię sobie żartować”. Nie warto jednak go drażnić i kusić losu, ponieważ ten uśmiechnięty facet potrafi znokautować przeciwnika nie tylko w walce na słowa. Michał Materla - szczeciński zawodnik MMA, czyli mieszanych sztuk walki, już niedługo będzie ponownie bronił tytułu mistrza KSW. Jeśli myślicie, że był łobuzem w dzieciństwie - mocno się rozczarujecie. Jak więc się stało, że teraz regularnie bije, kopie i powala przeciwników?

Autor

Daria Prochenka

Sporty walki, szczególnie MMA stają się coraz bardziej popularne. A ty odczuwasz, że jesteś popularny?

Tak, w szczególności w Szczecinie. Mamy tu dużo osób, które interesują się tym co dzieje się w mieście, więc rozpoznają mnie nawet takie osoby, które nie interesują się walkami.

Jak to się objawia, zaczepiają cię obcy ludzie na ulicy?

Czasami zatrzymują się, żeby porozmawiać. Młodsze osoby często mi mówią, że czerpią ze mnie inspiracje lub podchodzą i gratulują wygranych walk. To jest bardzo miłe. Choć najczęściej widzę na twarzach konsternację. Mijają mnie i na początku nie wiedzą skąd mnie znają. Dopiero po chwili przypominają sobie „aaa to ten Materla”. Mój syn kilka razy też usłyszał i mi powiedział „tato rozmawiają o tobie”. 

Popularny wojownik, ma chyba w takim razie także większe powodzenie u dziewczyn…

Nie wiem czy mam powodzenie, ja tego tak nie odbieram. Jestem związany z moją partnerką od wielu lat, więc nie nawiązuję nowych kontaktów, nie konwersuję, nie odpowiadam na zaczepki, bo nie mam takiej potrzeby. Ale jeśli pytasz o popularność to nie zaprzeczę, jest.

Od kilku lat można zaobserwować modę na MMA. Skąd ta popularność? Dlaczego karate, czy judo nie porywa tak tłumów?

Ludzie od zawsze ekscytowali się prawdziwymi walkami, takimi które są najbardziej zbliżona walk gladiatorów. Przecież od wieków urządzano walki, bo one gwarantowały wielkie emocje. MMA daje to wszystko. Można obserwować nokauty, jest walka w parterze, jest stójka, są wymiany kopnięć. To jest bardzo prawdziwe i ludziom się to podoba. Jest krew, są zmiany akcji. W ciągu walki może dominować jeden zawodnik, a w ostatnich sekundach nagle może przegrać. Federacja KSW (skrót od Konfrontacja Sztuk Walki - przyp. red.) wypromowała ten sport dzięki telewizji. Stworzyła swoich bohaterów i jednocześnie przyciągnęła do tych walk takie nazwiska jak Pudzianowski, czy Nastula. Ludzie na początku zaciekawili się i zaczęli oglądać. 

Obserwując nowe osoby, które przychodzą na treningi zauważasz, że pojawiają się, bo też chcą być sławni?

Powodów jest wiele. Jedni chcą być „tacy jak ja” i bić się w telewizji. Drudzy przychodzą, żeby nauczyć się samoobrony. A jeszcze inni z ciekawości lub aby zgubić wagę. Bardzo dużo osób przychodzi też z tego względu, że nasz klub jest bardzo popularny. Część zostaje, części to nie pasuje.

A jaka była twoja historia? Musiałeś rozładować agresję, a może chciałeś nauczyć się jak komuś przywalić? 

Nigdy nie miałem aspiracji, żeby nauczyć się bić, czy udowadniać jaki jestem silny. Moja historia jest bardzo prozaiczna. Do około 12 roku życia trenowałem pływanie, potem triathlon, ale w jednym i drugim sporcie czegoś mi brakowało. Zacząłem więc chodzić na siłownię. Mój serdeczny kolega z siłowni powiedział mi kiedyś, że znając mój charakter spodoba mi się w nowopowstałej sekcji brazylijskiego ju-jitsu. Od tamtej pory jestem w klubie Berserkers Team.

Skoro tak świetnie się odnalazłeś w sztukach walki, jakim byłeś dzieckiem?

Byłem super żywiołowy. Ogólnie nie stroniłem od sportów, bo oprócz pływania i triathlonu weekendy spędzałem grając w piłkę nożną i koszykówkę. Lubiłem grać, biegałem po drzewach, bawiłem się z dzieciakami w różne zabawy takie jak podchody. Zahartowało mnie to jako sportowca.

Byłeś agresywny, biłeś się z chłopakami?

Były jakieś utarczki dzielnicowe z kolegami, ale nie wychodziłem z domu z myślą, że muszę komuś przylać (śmiech). W szkole też nie było żadnych takich sytuacji. Dzieciństwo wspominam fajnie, byłem normalny chłopakiem z podwórka.

A jaki jesteś teraz?

Chyba nie mi to oceniać… Jestem chyba osobą sympatyczną, zabawową i lubię sobie żartować.

To skąd nagle w grzecznym chłopcu, który trenował pływanie fascynacja tym, żeby „spuszczać łomot” innym facetom? 

(śmiech) To naprawdę był przypadek. Zaczynałem od brazylijskiego ju-jitsu. Szło mi całkiem nieźle, dlatego pojechałem na miesiąc trenować do Brazylii. Skończyło się na tym, że zamiast jiu jitsu trenowaliśmy MMA. Po moim powrocie trener Robert Siedziako wyczytał, że w Warszawie są eliminacje do pierwszych mistrzostw Polski i uważał, że byłem gotowy, aby spróbować. Pojechałem, wygrałem ten turniej, po roku obroniłem tytuł i tak się zaczęło.

Wytłumacz mi, dlaczego mężczyźni lubią podbijać drugiemu oko, czy łamać innym nosy?

Chyba chodzi w tym wszystkim, aby pokazać kto jest samcem alfa. Tak jak w stadzie, to jest walka samców. Towarzyszą temu emocje przed wejściem na ringu, potem przy podniesieniu ręki przez sędziego po wygranej walce. Trzeba w życiu chociaż raz to poczuć, żeby wiedzieć co się wtedy czuje. To jest jak narkotyk.

Oprócz tego, że podnosi ci się wtedy mocno adrenalina, to o czym myślisz tuż przed wejściem na ring?

Jestem skoncentrowany na walce, wiem jaki powinienem wykonać plan i wizualizuję sobie całą walkę w głowie. Myślę, o tym żeby popełnić jak najmniej błędów.

A co gdy musisz pobić zawodnika którego lubisz?

Podchodzę do tego wyluzowany, nie mam problemu, żeby uśmiechnąć się do zawodnika i z nim pogadać. 

Sprawiasz wrażenie osoby pozytywnej i radosnej, chyba musisz mocno nakręcić się, żeby uderzyć drugą osobę?

Kiedyś przejawiałem agresje do zawodnika, żeby pokazać mu, że się go nie boje lub żeby go nie przestraszyć. Teraz wiem, że nie muszę nic nikomu udowadniać, więc wchodzę na luzie. Ale jednocześnie jestem skoncentrowany i mówię sobie wewnątrz, że muszę się zrelaksować, że wszystko dobrze wyjdzie, że nie może mnie nic zaskoczyć, bo w sumie czym ma mnie zaskoczyć…

Na pewno wraz z sukcesami twoje życie też się zmieniło…

Poprawił mi się byt życia i mogę robić to co lubię. Wcześniej musiałem pracować po nocach, żeby móc w dzień trenować. Nie miałem dużo czasu dla rodziny. Dwa lata temu, mimo tego, że dopiero wróciłem na ring po kontuzji i czteroletniej rehabilitacji, zaufała mi szczecińska firma Tenzi. Uwierzyli we mnie i postanowili mnie sponsorować. Jestem im bardzo wdzięczny i staram się dziękować im w miarę moich możliwości, nie tylko wygranymi walkami. Bardzo pomaga mi też firma Exped. Dzięki moim dwóm strategicznym sponsorom mogę bez żadnych kłopotów trenować i czerpać z tego przyjemność. Wcześniej nie byłoby mnie stać na to żeby pojechać na pięć tygodni na treningi do Stanów. A tak o wiele szybciej rozwijam moje umiejętności i jednocześnie robię to co kocham. Dzięki sponsorom to stało się możliwe, dlatego bardzo im za to dziękuję. Są ze mną też inne firmy, to najczęściej ludzie, którzy uwierzyli we mnie na samym początku, jak jeszcze nie byłem znany. Doceniam to i zawsze będę o tym pamiętał.  

A jak zmieniła się twoja codzienność?

Na pewno muszę bardzo uważać na jedzenie, które jest ważne. Jestem jak każda maszyna, która długo nie pojeździ jeśli zatankujemy jej złe paliwo. Muszę się dobrze prowadzić, a niestety moją ogromną wadą jest to, że kocham jeść wszelkiego rodzaju potrawy. Mam problem z opanowaniem się i często jestem na diecie. Muszę się mocno pilnować przed walką, bo uwielbiam słodycze.

Sterroryzowałeś całą rodzinę, żeby jedli razem z tobą same zdrowe rzeczy? 

(śmiech) Nie, rodzina nie musi się podporządkować, ale moja narzeczona mi pomaga. Czasem to nie skutkuje, bo zdarzało się, że wstawałem w nocy i znalazłem słoik z Nutellą. Gdy ona wstała rano, słoik był już pusty. Staram się unikać słodyczy, ale jestem typowym łasuchem i jest mi ciężko. Tym bardziej, że walczę w kategorii 84 kg, a moja normalna waga to około 96 kg. Ostatnio miałem 98 kg, więc muszę zgubić aż 14 kg.

Podobno twój syn jest wpatrzony w ciebie i też chce trenować.

Mam dwóch synów. Młodszy jeszcze nie chodzi na matę, ale gdy wchodzę do domu po treningu zakłada mój kask, rękawice i leci na starszego brata. Te rękawice są tak duże, że go przewalają (śmiech). Starszy syn chodzi czasami ze mną na treningi i zawsze się tam wygłupia. Jest naszym oczkiem w głowie i maskotką. Na razie jest małym dzieckiem i mówi trochę nieświadomie, że chciałby robić to co ja. Wpatrzony jest w tatę i to mnie cieszy. Mam z nim dobre relacje i chciałbym, żeby był sportowcem, ale nie będę zmuszał go do niczego. Jeśli będzie chciał uprawiać jakiś inny sport albo robić coś innego nie będę mu zabraniał. A jak będzie chciał chodzić ze mną na treningi, będę musiał mu wytłumaczyć jakie są zagrożenia. Trzeba patrzeć jak dziecko się wychowuje i w którym idzie kierunku. Najbardziej bym chciał, żeby był dobrym człowiekiem.

Nie uważasz mimo wszystko, że ten sport może uczyć agresji? 

To jest sport kontaktowy, ale nie ma sytuacji, które by można określić jako agresywne.

Dla przykładu karate to cała filozofia, która też uczy, aby nie wykorzystywać siły przeciwko słabszym. Czy po waszych treningach młodzież nabuzowana adrenaliną, nauczona ciosów nie wykorzystuje tego w negatywny sposób?

To rola trenera albo moja rola jako ojca, żeby wytłumaczyć, że silny to nie ten który musi górować. Silny to ten, który umie odwrócić się i sobie pójść...

Często chyba treningi MMA przyciągają tzw. trudną młodzież.

Oczywiście, że tak. Ale dzięki temu, że przychodzą zmieniają się po treningach. MMA uczy dyscypliny jak każdy sport. To dużo wyrzeczeń i poświęceń. Mamy trenera Piotra Bagińskiego, który zaszczepia taką ideę. Niejednokrotnie musiał interweniować w sytuacjach gdzie ludzie chcieli te umiejętności wykorzystywać poza ringiem, ale wtedy była „krótka piłka”: Jeśli chcesz bić się na ulicy? To nie przychodź do nas, bo nie chcemy takich ludzi. 

Rywalizujecie ze sobą w drużynie, czy się przyjaźnicie?

Na pewno jest jakaś rywalizacja koleżeńska, ale na zawodach nie ma czegoś takiego. Każdy stoi za sobą murem i każdy się cieszy z wygranej drugiego. Zdarza się, że na treningach przegrywam z moimi kolegami klubowymi, ale cieszę się z tego, bo dzięki temu wiem z czego jestem słabszy i co muszę jeszcze podciągnąć. W ten sposób każdy z nas rozwija się i to powoduje, że nasz klub jest taki mocny. Pomagamy sobie i wspieramy się.

Masz czas na coś innego niż MMA? 

Każdy sport zawodowy zabiera czas, a ja jestem na etapie, w którym chcę się rozwijać, zdobywać nowe szczyty i muszę to robić kosztem mojego wolnego czasu. Normalnie pewnie spędziłbym te chwile z rodziną i przyjaciółmi.

Rodzina nie narzeka, że bywasz w domu gościem?

To jest część tego sportu. W ogólnym rozrachunku mamy z rodziną lepszą sytuację życiową.

Ale brakuje cię pewnie, gdy trzeba przybić gwoźdź, zmienić opony z zimowych na letnie... 

Oczywiście i tak się zdarza. Ale gdybym chodził do pracy od 9 do 18, dopiero potem trenował, nie miałbym też czasu dla rodziny. Nie byłoby też mnie stać na to, żeby wziąć ich i pojechać na wycieczkę raz na jakiś czas. Teraz w ciągu roku ciężko zasuwam, rozwijam się i walczę, ale kiedy jest czas na rozluźnienie po walce, zabieram rodzinę i jedziemy sobie w dowolne miejsce na świecie. To jest czas tylko dla nich.

 

MICHAŁ MATERLA (rocznik 1984)

Szczecinianin, zawodnik brazylijskiego jiu-jitsu i mieszanych sztuk walki. Od samego początku związany z klubem Berserkers Team. Specjalizuje się w grapplingu, czyli walce na chwyty. W latach 2006-2008 zdobył wiele tytułów w tej dziedzinie. Po kontuzji i 4-letniej rehabilitacji wrócił na ring. Od maja 2012 roku jest mistrzem MMA federacji KSW w wadze średniej. Sponsorują go: Tenzi, Exped, PitBull, Radius, Stoprocent, Universum, Cito, IHS, Underarmour, ElliteSportFood, Opticum, Allseco, Ravextrade.

Jak myślisz, co będziesz robił za 50 lat?

Jak skończę karierę zawodowa na pewno będę chciał zostać w sporcie. Nie wiem czy jako organizator, manager, czy trener, ale to mi sprawia przyjemność. Przygotowując się do walk jestem zadowolony, lubię czuć się zmęczony i lubię patrzeć jak zmienia się moje ciało. Walka to już wisienka na torcie, ukoronowanie wysiłku.

Nie myślałeś o tym żeby wyjechać z Polski? Ostatnio trenowałeś w Stanach, nie ciągnie cię tam?

Chcę uprawiać sport w Polsce, aczkolwiek marzę o tym, żeby dostać się do UFC (Ultimate Fighting Championship - liga w USA - przyp. red.) . Stąd też moje wyjazdy, chcę się tam pokazywać. 

I nie wyjedziesz na stałe jak się dostaniesz?

Jest wielu zawodników, którzy trenują, wyjeżdżają na obozy przygotowawcze nawet na osiem tygodni, a potem wracają i funkcjonują z rodzinami. Jestem lokalnym patriotą i na dziś dzień nie wyobrażam sobie innego miejsca do mieszkania jak Szczecin.

Za co tak bardzo lubisz Szczecin?

To jest mój Szczecin. Znam ludzi stąd, wiem gdzie wszystko jest i zżyłem się z tym miastem.  Ma ogromny potencjał, ale nie jest to wszystko wykorzystane, a samo miasto jest zaniedbane. Ale to nie jest powód, żeby się stąd wyprowadzać, czy emigrować.

Co przed tobą?

Ósmego czerwca walka z bardzo dobrym zawodnikiem na KSW w obronie pasa. Potem może jakieś dwie walki za granicą no i cały czas czekam na swoją szanse, jeśli chodzi o Stany i UFC.

Jak byś zachęcił ludzi do oglądania MMA, którzy jeszcze nie znają tego sportu ani ciebie?

Warto, bo to jest prawdziwy sport i są ogromne emocje. Dzieją się nieprzewidywalne rzeczy i nie ma nic udawanego. Poza tym jest wiele zawodników ze Szczecina i warto im kibicować, bo w innych sportach nie mamy aż tak dużo znanych szczecinian. Trzeba wspierać swoich!

Dziękuję za rozmowę.

 

CO TO JEST MMA?

MMA (skrót od ang. Mixed Martial Arts), czyli mieszane sztuki walki. To dyscyplina sportowa, w której zawodnicy walczą wręcz przy dużym zakresie dozwolonych technik. 

NA CZYM POLEGA WALKA?

Rywalizacja toczy się zarówno w stójce, jak i parterze. Dozwolone są rzuty, ciosy pięściami, kopnięcia, dźwignie, duszenia. Zakazane jest zwykle: gryzienie, zahaczanie (wkładania palców w usta czy nos), atakowanie genitaliów, oczu i krtani, uderzanie głową, ciosy w kręgosłup, stosowanie dźwigni na palce. O wyniku walki decyduje  nokaut, poddanie się lub jeśli walka nie zakończyła się przed czasem, decyzja sędziów. Walki odbywają się na ringu bokserskim lub ringach otoczonych siatką, potocznie zwanymi „klatkami”. Zawodnicy muszą posiadać ochraniacze na zęby oraz rękawice. źródło: Wikipedia.pl

Prestiż magazyn szczeciński
2( 60)
Maj'13