wolni, dobrze wychowani

Szkoła najczęściej kojarzy nam się ze stresem, z przymusem,  rygorem, zaganianiem dzieci do lekcji. Z bardziej lub mniej skrywaną niechęcią, by po prostu do niej nie chodzić.

Autor

Aneta Dolega

Okazuje się, że te kilkanaście lat życia spędzonych w szkolnej ławce nie musi być wcale utrapieniem. Nauka może być też przyjemnością, zabawą, a nauczyciel przyjacielem ucznia. Coś takiego próbowała stworzyć Maria Montessori pierwsza kobieta lekarz we Włoszech, żyjąca na przełomie XIX i XX wieku. Opracowała metodę wychowawczą, która kładzie nacisk na swobodny rozwój dzieci, wspiera ich spontaniczność i twórczość. Choć przez wielu jest krytykowana za zbyt swobodne traktowanie najmłodszych, ma też swoich zwolenników..

- Moja córka Maja uczęszcza od roku do przedszkola Montessori w Szczecinie. Jesteśmy z mężem z tego systemu bardzo zadowoleni - mówi Dorota Kościukiewicz - Markowska, wizażystka i malarka. - Jego główną zaletą jest to, że mają indywidualne podejście do każdego dziecka oraz to, że w trakcie zajęć uczy się koncentracji na jednej czynności. Już jako trzylatka Maja potrafi nawet ponad godzinę sama malować, rysować czy zająć się jedną czynnością, potem posprzątać po sobie. Przedszkole uczy tej samodzielności i w jakiś sposób świadomego dokonywania wyborów.

Podobnie jak do klasycznego przedszkola do Montessori dzieci trafiają także w wieku 3 lat. Uczęszczają tam aż do zerówki.

- To coś w rodzaju okresu adaptacyjnego - wyjaśnia Elżbieta Jankowska - Golc, mama Gustawa i wychowawczyni w szczecińskim przedszkolu Montessori. - Trwa on do szóstego roku życia. Pod tym względem nie różni się niczym od tradycyjnego przedszkola.

Bez stresu

Wg Marii Montessori każde dziecko rodzi się inteligentne, ale używa właściwych sobie sposobów do nauki. Dlatego dzieci uczą się nowych rzeczy wtedy, gdy są do tego gotowe, a nie wtedy, kiedy im się karze.

- Tutaj dziecko oprócz tego, że uczy się bez stresu, przy pomocy bardzo kreatywnych pomocy naukowych, uczy się przede wszystkim myśleć - zapewnia Dorota Kościukiewicz - Markowska. - Ponadto dziecko uczy się kontekstu. A to daje mu podstawę i fundament, by potem śmiało ruszać w świat.

Jak to wygląda w praktyce? Grupy w przedszkolu są mieszane wiekowo tak, aby starsze dzieci mogły pomagać młodszym i przez to uczyć się współdziałania w grupie. Najmłodsi mają do dyspozycji przybory pomocnicze, czy to będą przedmioty służące do przelewania wody, przybory do przesypywania czy zestaw do przygotowania ciasteczek. Pomoce dla starszych dzieci wprowadzają je w świat kultury oraz w abstrakcyjny świat słów i liczb. Dziecko przekonuje się, ile to jest jeden, a ile tysiąc, ponieważ korzysta np. z brył zbudowanych z tysiąca kuleczek. Może je dzielić, dodawać - koniecznie jednak musi je zobaczyć.

- Wychowawca w tym układzie jest osobą, która stoi w cieniu - tłumaczy Elżbieta Jankowska - Golc. - Nie narzucamy swojej woli dzieciom, do niczego nie zmuszamy. Jesteśmy tylko po to, żeby im pomóc. Jeśli dziecko nie chce się uczyć to tego nie robi. Samo decyduje, kiedy nastąpi ten moment. Proszę mi wierzyć, że w praktyce nawet po półrocznym, biernym uczestniczeniu, dziecko potrafi nadrobić program w krótkim czasie.

 - Zauważyłem, że mój syn jest bardziej skoncentrowany na robieniu jednej rzeczy, łatwiej przyswaja sobie wiedzę - dodaje Sebastian Fiztermann, przedsiębiorca, tata Benjamina. - Jest wesołym dzieckiem, bardzo ciekawym świata. 

Cena wolności 

I tu pojawia się pytanie, czy tak liberalne podejście do dzieci nie spowoduje, że będą miały później problem z dostosowaniem się do rzeczywistości?

- Patrząc na moje starsze dziecko, które uczy się w tradycyjnym systemie i na mojego syna to nie mam obaw - mówi Sebastian Fitzermann. - On się szybko rozwija, jest spokojniejszy. Myślę, że po przedszkolu poślę go do szkoły o tym samym profilu.

- Należałoby zacząć od wyjaśniania pojęcia słowa „rzeczywistość” - mówi Dorota Kościukiewicz - Markowska. Bo inna rzeczywistość jest dla bogatego biznesmena, inna dla pani co pracuje na kasie w supermarkecie. Mam nadzieję, że myślenie i wiara we własne możliwości, którego nauczy się w szkole Montessori moja córka, będą owocować na zawsze. To jest coś, co będzie rosnąć wraz z nią. A czy się dostosuje do kiedyś tam panującej w przyszłości, nieprzewidywalnej rzeczywistości? Jeśli będzie mądra, ciepła i otwarta, mam nadzieję że tak, ale jak zwykle czas pokaże.

Prestiż magazyn szczeciński
3( 61)
Czerwiec'13