Sztuka łączy miasta

Co może mieć wspólnego Szczecin z bułgarskim Burgas, łotewską Rygą, niemieckim Rostockiem i czeskim Pilznem? Dzisiaj pozornie nic, ale w okresie socjalizmu te miasta połączyła wielka  akcja współpracy kulturalnej. I o dziwo współpracy całkiem prawdziwej i szczerej.

Autor

Daniel żródlewski

galeria

Chyba każdy szczecinianin w okolicach trzydziestki powinien go pamiętać. Wielki szyld na ślepej ścianie kamienic przy placu Szarych Szeregów (wtedy placu Lenina), u zbiegu al. Wojska Polskiego i al. Piastów. Hasło: Współpraca miast: Burgas, Riga, Rostock, Szczecin, Pilzno. Do tego barwy państw.

– Szyld odsłoniliśmy w 1975 roku – wspomina Jan Stopyra, prezydent Szczecina w latach 1973 – 1984, a dzisiaj przewodniczący rady miasta. – To był bardzo trudny czas, nie było potrzebnych materiałów. Metalowe elementy szyldu w czynie społecznym, w prezencie dla miasta wykonała Szczecińska Fabryka Motocykli, późniejsze Polmo – opowiada. Szyld dumnie przypominał mieszkańcom bratnie miasta. Aż w jego miejscu stanął biurowiec.

Najwięcej było Czechosłowaków

W Kronice Szczecina 1945 – 2005 pośród kilku tysięcy faktów z przedstawionych 60 lat historii Szczecina odnajdujemy ślady sojuszniczej współpracy. Są informacje o wizytach burmistrzów Rostoku i Burgas, wspomniane obchody Dni Przyjaźni i Kultury Rostoku i Rygi. Jedyne czeskie (czechosłowackie) akcenty to zmiany na stanowisku konsula, organizacja Dekad Kultury Czechosłowacji w 1975 roku oraz zapis o współpracy Domu Towarowego Posejdon z jego czechosłowackim odpowiednikiem – Priorem. Dzięki niej w Szczecinie można było kupić dywany, porcelanę i zabawki produkowane przez naszego południowego sąsiada. Jest jeszcze ciekawy fakt z 1957 roku – w tym roku Szczecin odwiedziło 45 tys. turystów, najwięcej z… Czechosłowacji.

Więcej o legendarnej współpracy można dowiedzieć się nieoficjalnie, w rozmowach z ludźmi pamiętających tamte czasy. Podwaliny pod przyjaźń miast układu demokratycznych republik socjalistycznych stworzył legendarny twórca Szczecińskiej Estrady – nieodżałowany Jacek Nieżychowski. Od lat 60. XX wieku szczecińscy artyści obowiązkowo prezentowali się na scenach zaprzyjaźnionych miast i vice versa… O ich atmosferze (sic!) do dziś krążą legendy…

Trunki w służbie komunikacji

Jan Stopyra doskonale pamięta atmosferę gorącej wówczas przyjaźni między miastami.

– To nie my wybieraliśmy miasta do współpracy, to się odbywało centralnie, ale z czasem nieco sztuczna przyjaźń stała się prawdziwa. Obok oficjalnych, politycznych i gospodarczych wizyt, najważniejsza była wymiana artystyczna, to naprawdę było wspaniałe – wspomina były prezydent miasta.

Grażyna Wojtczak, aktorka Teatru Lalek Pleciuga, z łezką w oku wspomina współpracę. Zaliczyła artystyczno – gospodarskie wizyty we wszystkich z czterech sojuszniczych miast. Były organizowane festiwale, ale też artystyczne wymiany. Twórcy z zaprzyjaźnionych teatrów pracowali w Szczecinie i odwrotnie. Tak zresztą jest do dziś, na przykład całkiem świeży spektakl Pleciugi „Kopciuszek” to dzieło ryskich artystów. Jednak współpraca miast dla aktorów miała znaczenie w innym wymiarze.

– Tam rodziły się prawdziwe przyjaźnie – opowiada Grażyna Wojtczak. – Nie czuliśmy, że to był jakiś przymus, myśmy się cieszyli, oni się cieszyli… Język? A tam, dupa! Po polsku, po rosyjsku, na migi… jak się dało… myśmy się naprawdę rozumieli… zwłaszcza, że każdy z tych krajów ma swoje tradycyjne trunki (śmiech). Tej atmosfery nie da się opowiedzieć słowami, pozostają fantastyczne wspomnienia.

Opowiadając o tamtych latach należy pamiętać o politycznym i historycznym tle. Szczególnie w latach 80. kiedy powstała Solidarność, a papieżem został Polak.

– Wtedy mieliśmy szczególną „opiekę” służb specjalnych, ale jednocześnie prawdziwą opiekę zaprzyjaźnionych artystów. Byliśmy takim ogniskiem zapalnym – ocenia Wojtczak. – Jednak uciekaliśmy wiadomym panom i korzystaliśmy z wielkiego zaufania, którym nas obdarzano. Wszyscy wtedy i w Rydze i w Burgas i w Pilznie wiedzieli gdzie leży Szczecin.

Ciemne strony ustroju znajdowały także swoje jasne oblicze.

– Dyrektorka Teatru w Burgas była żoną tamtejszego dygnitarza partyjnego. Ach! Jakie myśmy tam mieli warunki! A jakie diety. Myśmy tam rządzili! Taka kasa, że palma! A oni w sklepach mieli więcej niż my – śmieje się aktorka.

Inskrypcji nie ma, idea jest

Historyk, regionalista, wieloletni dyrektor Archiwum Państwowego w Szczecinie, prof. Kazimierz Kozłowski, doskonale pamięta współpracę miast jedynego słusznego obszaru: – To było pozornie fasadowe. A tak naprawdę niezwykle ludzkie. Absolutnie nie reżimowe, wręcz sympatyczne, a dziś nawet nostalgiczne – opowiada prof. Kozłowskim. – Do dziś pamiętam niezwykłe spotkanie w Bułgarii. Kiedy wracałem do hotelu w Burgas, nie mogąc znaleźć do niego drogi, poprosiłem o pomoc. Sympatyczny autochton wskazał mi drogę i zapytał skąd jestem. Kiedy usłyszał, że z Polski, ze Szczecina musiałem wysłuchać całej historii sienkiewiczowskiego Wołodyjowskiego… po rosyjsku! (śmiech).

W tekście Pawła Kwaśniewskiego, w Gazecie na Pomorzu z 1995 roku, odnajdujemy taką oto perłę: Na fasadzie domu przy placu Sprzymierzonych wciąż widnieje stary napis głoszący przyjaźń z miastami dawnego bloku: Rostock, Burgas, Ryga, Szczecin, Pilzno… - Przecież to już nieaktualne – mówię prezydentowi. Bartłomiej Sochański: – Inskrypcji nie zlikwiduję. Mam pomysł, żeby znów z tymi miastami nawiązać kontakt. Napis będzie jak znalazł.

Nie zdążył, ale idea powróciła.

Sztuka w kontenerze

Już od trzech lat szczecinianie regularnie zjawiają się w Pilznie ze swoimi projektami kulturalnymi. Inicjatorem odświeżenia współpracy jest Rafał Bajena ze Stowarzyszenia Twórców i Producentów Sztuki.

– I bynajmniej nie chodzi tylko o piwo Pilsner Urguell, które jest tam produkowane, choć ma to oczywiście znaczenie – zastrzega na wstępie Bajena, który przytacza wiele podobieństw obydwu miast. Od podobnej historii rozwoju w okresie przemysłowej rewolucji, przez współczesne problemy gospodarcze – tam likwidacja fabryki  Škody, tu – upadek Stoczni Szczecińskiej.

– Obydwa miasta ubiegały się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, z małym wyjątkiem… Pilzno nią będzie,w 2015 roku, a Szczecin przegrał z Wrocławiem – przypomina Bajena.

W tym roku Szczecin pojechał do Pilzna na projekt Kontejnery k světu (Kontenery na świat). W 60 kontenerach w kilku czeskich miastach, z czego aż 30 w samym Pilznie, prezentowali się artyści z całego świata. Szczecin dzięki intensywnej współpracy otrzymał do dyspozycji główny kontener zlokalizowany na rynku. Promowany był oczywiście finał The Tall Ship’s Races, były wystawy, koncerty, projekcje filmów, akcje artystyczne, warsztaty, przez cały czas działała tez szczecińska księgarnia. Ważnym punktem była też wizyta na Wydziale Sztuki i Designu Zachodnioczeskiego Uniwersytetu w Pilznie, z którym, intensywnie współpracować zamierza szczecińska Akademia Sztuki. 

Prestiż magazyn szczeciński
5( 63)
Wrzesień'13