Co dalej z nami będzie?...

Autor

Joanna Osińska

Wiem, że listopad, to refleksyjny miesiąc. Całkiem już spadają liście, zostają jedynie nagie gałęzie, które coraz częściej płaczą, bo niebo rozpacza za latem. Tak myślą pesymiści. Jednak ci, którzy dostrzegają piękno życia w każdej chwili i porze roku, mówią: przyszedł spokojniejszy czas, przyroda wyznacza jego bieg, każe się zastanowić, bo wreszcie jest okazja… Tym razem moja podróż mijała w towarzystwie zakonnika. Brązowy habit i ciepłe usposobienie.  – Odezwałem się, bo pani wydaje się smutna. Jeśli przychodzą takie chwilę, to dobrze, bo one przypominają nam, że jesteśmy ludźmi wrażliwymi, myślącymi istotami. Niech pani nie wstydzi się smutku…  - …Ale inni nie lubią smutnych twarzy wokół siebie, nie lubią też pokazywać słabości… - odpowiedziałam. - No właśnie po co ten teatr? Gdybyśmy byli prawdziwi wobec siebie i innych – świat byłby lepszy. Przecież to my go tworzymy w rodzinie, w pracy, także w sobie…

- Nad czym człowiek często powinien się zastanawiać, o czym myśleć, żeby nie dać się ogłupić temu wszystkiemu, co dziś nazywamy nasza cywilizacją? - Nad wszystkim i o wszystkim. Warto przystanąć, zostać ze sobą w ciszy i posłuchać pytań, które stawia nasza świadomość: co już za nami, co w trakcie, a co jeszcze nas czeka… To fascynujące, jeśli naszą drogę przez ziemski Świat traktujemy jak przygodę. Jeśli pamiętamy, że jutro znów coś ciekawego się wydarzy… Jesień, spokój, podsumowania, pytania – co robić dalej, jak żyć, w co wierzyć?

- A co powiedzieć, tym, którzy zastanawiają się nad tym, co po śmierci? Co powiedzieć tym, którzy boją się końca, bo myślą, że to już ostatni przystanek. Czy jest coś poza, czy istnieje coś ponad naszą świadomością i ciałem? Religie próbują wyjaśnić tajemnicę życia i śmierci, ale przecież nie wszyscy wierzą… 

- Proszę pani, powiem coś, co może być szokujące. Na śmierć trzeba patrzeć jak na życie. Śmierci nie można się bać. To wędrówka w nieznane, ale w odpowiednim czasie. Na taką trudno się przygotować,  ale też nie należy jej wyglądać i oczekiwać jak upragnionego gościa. Nie człowiekowi o tym decydować. Nikt jeszcze nie wrócił z tamtego świata, aby zdać relacje. Wnioski mogą być dwa (w zależności czy wierzymy, czy nie): albo nie ma tam nic albo jest tak dobrze, że nikt już nie chce się cofać wiedząc, że wcześniej czy później i tak spotkamy się tam wszyscy. Póki co trzeba żyć, bo to dar najcenniejszy. Dostrzegać, to czego nie widzimy, bo tak bardzo zajmuje nas codzienność i obowiązki. Tak, trzeba się troszczyć o rodzinę, ale nie tylko materialnie.  Spróbujmy pomyśleć o naszych kłopotach inaczej – a może one są błogosławieństwem, pokazują nam inną drogę? Nie dostrzeżemy jej, jeśli będziemy tylko się martwić. Smutek czasem – tak, bo to wrażliwość, ale ciągłe zmartwienie, to zgorzknienie, odbieranie energii sobie i najbliższym. Śmierć jest nieuchronna, ale teraz najważniejsze jest tu i teraz czyli fakt, że oddychamy, że możemy pocałować kochaną osobę, przytulić dzieci, które powołaliśmy na ten Świat. Bądźmy dobrymi ludźmi, matkami, ojcami, dziadkami. Będziemy żyć w naszych dzieciach i wnukach. Dajmy im najpiękniejszy prezent – naszą miłość i  mądre słowa, które nigdy nie pozwolą zabłądzić w krętych uliczkach życia. Obecny papież Franciszek przytoczył niedawno mądrość swojego ojca, która jest jak drogowskaz:.. Wszystkich, których spotkasz na swej drodze na szczyt witaj i szanuj, bo kiedy będziesz spadał, spotkasz tych samych ludzi…  Niech pani wraca do domu i spojrzy na wszystko inaczej, jakby Bóg patrzył – z miłością, ze świadomością co i kto jest wokół. Nie ważna jest tu wiara, ale czystość intencji, a pomoc zawsze przyjdzie, bo Bóg, Najwyższa Energia – jak kto sobie nazwie – zawsze przyjdzie z pomocą. Poprośmy i już…

 

Do zobaczenia w następnej podróży…

 

Joanna Osińska

Prestiż magazyn szczeciński
7( 65)
Listopad'13