Myśliwi - Dbamy o przyrodę

Polowania na zwierzęta – dawniej zwykła codzienność w życiu ludzi, dzisiaj zajęcia budzące kontrowersje. Czym są? Czy tylko hobby, czy też niezbędną dla przyrody regulacją zwierzyny w lasach i na polach?  O kulturze łowieckiej i jej znaczeniu – opowiadają nam szczecińscy myśliwi.

Autor

Jerzy Chwałek

galeria

Polowania towarzyszyły człowiekowi od zawsze i mimo postępu w każdej dziedzinie życia, odstrzał bywa czasem niezbędny. Jarosław Jaśkiewicz, myśliwy a jednocześnie rolnik, właściciel gospodarstwa koło Pyrzyc udowadnia to przeprowadzonymi wyliczeniami.

- Jeśli na obszarze naszego koła łowieckiego mającego 13 tys. km kwadratowych nie byłoby żadnego odstrzału dzików przez 3 lata, to po tym okresie ich ilość na takim obszarze wzrosłaby do... 13 tysięcy sztuk, to znaczy 1 dzik przypadałby na 1 ha ziemi - mówi Jaśkiewicz. - Co to oznacza? Dziki zryły i zjadłyby wszystko, a o jakichkolwiek plonach z pola nie byłoby mowy.

Z kolei jeleniom szczególnie smakują czubki młodych pędów młodnika, a tak oskubane młode drzewa przestają rosnąć. 

Nie na „dziko”

W ubiegłym roku w szczecińskim okręgu łowieckim, który jest równoznaczny z obszarem dawnego województwa szczecińskiego do odstrzału przeznaczonych było aż 20 tys. dzików.

Strzelanie do nich nie odbywa się na "dziko".

- Każde koło łowieckie ma do pozyskania określoną ilość każdego gatunku i wydaje zezwolenie na odstrzał, zachowując terminy ochronne - mówi wieloletni myśliwy Zbigniew Kałużny, starszy instruktor w Zarządzie Okręgowym PZŁ w Szczecinie. Wiadomo na przykład, że do loch nie można strzelać od stycznia do połowy sierpnia.

Myślistwo to nie tylko strzelanie do zwierząt, czego chyba nie wszyscy mają świadomość. Żeby polować trzeba też dbać o zwierzynę - dokarmiać ją, budować paśniki.

- Polowanie zajmuje 15-20% czasu, a reszta to uprawianie gospodarki łowieckiej jak np. uprawa pasów zaporowych, gdzie zwierzyna znajduje pokarm i schronienie przed drapieżnikami, poprawa warunków bytowania zwierzyny, jak dokarmianie, czy dbałość o uzyskanie właściwej liczebności poszczególnych gatunków zwierzyny i zachowanie równowagi środowiska przyrodniczego - wyjaśnia Adam Skrzyniarz, zapalony myśliwy, na co dzień właściciel firmy Index Nieruchomości. - Co to znaczy w praktyce? Dwa lata temu, gdy zimą temperatura spadała do - 26 st. przerwałem pracę całej firmy i razem z pracownikami, ubrani w ciepłą odzież, rozsypywaliśmy kukurydzę dla zwierząt w wyznaczonych miejscach na obrzeżach lasu – wspomina Skrzyniarz. - Jednym z obowiązków myśliwego jest także kontakt z rolnikami i plantatorami, aby wspólnie zaplanować uprawę pól w rejonach gdzie występuje dużo szkód łowieckich - dodaje. 

Nie tylko pasja

- Dlaczego poluję? To było moje marzenie, ale chyba i przeznaczenie - opowiada Skrzyniarz. - Gdy byłem dzieckiem, mama z wycieczki z gór nie przywiozła mi góralskiej laski, co jest zwyczajowym prezentem, ale małą figurkę... plastikowego jelonka. No i przeznaczenie stało się faktem, gdy dużo lat później znajomy - zresztą bez uprzedzenia - zapisał mnie na kurs myśliwego. Obliczyłem, że w ciągu jednego roku z 365 dni, jako młody myśliwy, około trzystu spędziłem w lesie, na polach i mokradłach. Myślistwo stało się moją pasją, pochłonęło bez reszty, nawet zwykłe przebywanie w lesie o różnej porze może powodować, że obecność myśliwego nawet, gdy nie posiada strzelby powoduje ochronę lasu i jego mieszkańców przed kłusownikami, złodziejami drzewa, wandalami i pospolitym niechlujstwem w rozsypywaniu śmieci.

- Myśliwym chciałem zostać od dzieciństwa - opowiada Jaśkiewicz. - Na moją wyobraźnię podziałały pierwsze przeczytane książki - „Winnetou", "Tomek w krainie kangurów". Wiadomo, że przed 1989 rokiem polowali głównie dygnitarze albo osoby mogące dostać pozwolenie na broń, a to nie było łatwe. Okazja przyszła sama, gdy 5 lat temu kupiłem gospodarstwo rolne. Wówczas musiałem zadbać o pole swoje i sąsiadów, którzy namówili mnie do wstąpienia do koła łowieckiego.

- Częstokroć nie strzelam na polowaniu, ale wracam bardzo zadowolony z tego co widzę, z faktu obcowania z naturą - dodaje Jaśkiewicz.

A może myślistwo to snobizm? 

- Nie uważam, że to snobizm - mówi Kałużny. - Myśliwi pochodzą z różnych warstw społecznych i z różnych grup zawodowych, a nie z jednej czy dwóch. Koło szczecińskie liczy obecnie 80 osób, a na terenie dawnego województwa szczecińskiego istnieje 70 kół. W tym roku jest wyjątkowo dużo chętnych aby wstąpić do koła, bo aż 160 osób. W Polsce jest zarejestrowanych około 110 tys. myśliwych. 

Wchodzimy w tereny zwierząt

- Niektórzy polują i zbierają trofea, ale to jest wkalkulowane w tę pasję, tak jak dbanie o zwierzynę, straszenie jej, żeby nie czyniła szkód na polach - mówi Kałużny.

- Sam posiadam dwa brązowo medalowe poroża ustrzelonych byków oraz dwa oręża dzików. Nie trzymam ich w domu, ale w stanicy, żeby inni też mogli obejrzeć.

Coraz częściej zdarza się, że dziki pojawiają się na obrzeżach miast i w zabudowanych miejscach. Czy czeka nas jeszcze większa ekspansja tych zwierząt do miast? 

- To nie dziki idą do ludzi, ale ludzie poprzez rozbudowę miast wchodzą w odwieczne tereny zwierząt - wyjaśnia Kałużny i radzi: - Nie dokarmiajmy tych zwierząt, bo przez taką pomoc dzik będzie wracał, gdyż wie, że dostanie pożywienie. Dziki sobie poradzą, a jeśli już mamy dokarmiać, to tylko podczas wyjątkowo srogich zim.

Skrzyniarz zwraca uwagę na niedoinformowanie społeczeństwa o roli myśliwych.

 - Część ludzi uważających się za ekologów głosi tezę, że myślistwo jest nie do pogodzenia z zasadami życia społecznego.

 - Niektóre media przedstawiają nas wyjątkowo tendencyjnie, jako tych bardzo okrutnych, potrafiących tylko zabijać zwierzynę - mówi. - Mało kto wie, że myśliwi przyczynili się do restytucji Bobra w rzekach i jeziorach w Polsce, czy niektórych kuraków jak głuszca, cietrzewia i bobry, które pojawiły się już na rzece Płonia w Dąbiu. 

- Nie można posądzać myśliwych o okrucieństwo, skoro w świecie zwierząt występuje coś takiego, że lew łapie antylopę i pożera ją żywcem - wtrąca Jaśkiewicz.

- A przecież gdyby nie odstrzały dzikich zwierząt, to szkody w uprawach rolnych i leśnych byłyby większe. Wielu rolników i leśników uważa, że z tych względów plany pozyskania zwierzyny, czyli jej odstrzału powinny być większe - podsumowuje Skrzyniarz. 

Prestiż magazyn szczeciński
7( 65)
Listopad'13
gajda