Rodzinny profesjonalizm

Jedna z największych klinik stomatologicznych w Polsce – Hahs, to rodzinne przedsiębiorstwo. O tym jak łączy się tradycję z nowoczesnością porozmawialiśmy z dr. Joanną Hahs – Gaborską.

Autor

Aneta Dolega

Klinika Hahs to rodzinna firma z ponad 30-letnią tradycją. Jakie były jej początki?

Początki były trudne. Moi rodzice na początku zatrudniali jedynie dwie osoby, więc to przede wszystkim od ich zaangażowania zależała kondycja firmy. Dodatkowo w Polsce w końcówce lat 70. jak i w całym okresie PRL-u okoliczności nie sprzyjały rozwojowi tzw. prywatnej inicjatywy. Jednakże zapotrzebowanie na profesjonalne usługi stomatologiczne było co raz większe, więc firma osiągała coraz większe przychody. I tak z niewielkiego gabinetu i pracowni protetycznej z czasem przekształciła się w nowoczesną klinikę.

Teraz to prawdziwe przedsiębiorstwo. Do tego samowystarczalne. Implantologia, protetyka, ortodoncja. Czy są dziedziny stomatologii, w ramach których szukacie wsparcia na zewnątrz?

Nasza „samowystarczalność” kończy się tam, gdzie problem pacjenta wykracza poza jego jamę ustną. Korzystamy wtedy z usług specjalistów innych dziedzin medycyny. Aktualnie planujemy współpracę z psychologiem w przypadku pacjentów ze schorzeniami SSŻ, chcących zerwać z nałogiem palenia czy ogólnie rzecz biorąc tzw. trudnych pacjentów.

Wspomniała pani o specjalistach. Wśród członków waszego zespołu jest również zespół anestezjologiczny. Zabiegi pod pełną narkozą, to na pewno duże ułatwienie dla tych pacjentów, którzy panicznie boją się wizyty u dentysty bądź dla osób niepełnosprawnych.

Wiele osób w obawie przed bólem unika wizyt u dentysty. Tacy pacjenci nie zdecydowaliby się na leczenie przy użyciu standardowych znieczuleń, niezależnie od tego, czy w planie są zabiegi chirurgiczne, czy leczenie mniej inwazyjne. Rozwiązaniem dla nich jest leczenie w narkozie. Do pacjentów niepełnosprawnych podchodzimy indywidualnie. U większości z nich jesteśmy w stanie przeprowadzić konwencjonalne leczenie w znieczuleniu miejscowym.

Jest Pani pierwszym w Polsce lekarzem dentystą, który uzyskał w Niemczech tytuł specjalisty implantologa DGZI. Co oznacza ten tytuł w polskich realiach?

Niektórzy pacjenci przywiązują wagę do tego, czy doświadczenie i umiejętności lekarza są poparte namacalnym dowodem. W takich sytuacjach dyplom specjalisty DGZI jest pomocny. Studia w Niemczech to było niezwykle cenne i ciekawe doświadczenie. Motywacją do ich podjęcia była dla mnie chęć poszerzenia wiedzy i szansa wymiany doświadczeń z implantologiami z Niemiec.

Kształci się Pani cały czas. Jak wygląda zatem przyszłość pani i kliniki?

Moje najbliższe plany to ukończenie studiów podyplomowych z ortodoncji w Bonn (po ich ukończeniu otrzymuje się tytuł Master of Science in Orthodontics). Jest to dla mnie kolejne doświadczenie, zarówno jeśli chodzi o „odświeżenie” wiedzy z zakresu ortodoncji, jak i wymianę doświadczeń z innymi studentami Jeśli chodzi o plany dotyczące firmy, to chcemy powiększyć klinikę. W naszej powoli zaczyna brakować już miejsca. Kupiliśmy teren sąsiadujący, planujemy stworzyć tam drugą część kliniki z jeszcze lepszym wyposażeniem. Będzie więcej przestrzeni, a co za tym idzie – komfortu i intymności.

Dziękuję za rozmowę

 
Prestiż magazyn szczeciński
7( 65)
Listopad'13