Opowieść wigilijna

Święta Bożego Narodzenia to zapach świerkowej choinki, świątecznych potraw, pieczonych ciast... A czy mieliście kiedy kolwiek okazję dostać w barszczu prawdziwe uszka... świni? Albo z utęsknieniem czekać na... kartofle?
Jeżeli nie, to uśmiechnijcie się i przeczytajcie świąteczne wspomnienia czwórki szczecinian.

Autor

Jerzy Chwałek

galeria

Najważniejsze, że w tym dniu cała rodzina jest razem - mówi Leszek Wodnicki, właściciel biura nieruchomości, kucharz - amator, który błysnął kulinarnym talentem podczas 2 edycji Master Chefa. - To ważne szczególnie teraz, gdy starszy syn wyjechał za granicę, gdzie pracuje jako trener tenisowy, a teściowa mieszka w Danii. Wigilia i święta to jedyny czas, kiedy możemy być razem.

Dla Adama Dzieciniaka, aktora Teatru Polskiego najbardziej niezapomniane są wigilie z dzieciństwa.

- To było oczekiwanie na prezenty, które dostawało się raz w roku, właśnie wtedy. Pochodziłem z biednej rodziny, więc praktycznie każda rzecz sprawiała radość. No i to oczekiwanie, żeby wreszcie zasiąść do stołu, po tym jak od rana się pościło, żeby móc zjeść dania przyrządzone przez mamę.

Dla Pani Anity Agnihotri, z pochodzenia Hinduski, zderzenie z polską wigilią ze względów kulinarnych okazało się dość brutalne. Po tym jak w 1977 roku wyszła za mąż za Polaka, cztery lata później po wprowadzeniu stanu wojennego, wigilię i święta spędzała w Madrasie. 

Ach te uszka! 

- Bardzo chciałam tam zrobić polską wigilię z 12 potrawami - wspomina pani Anita, właścicielka restauracji Bombay - Nie mogło oczywiście zabraknąć barszczu z uszkami. 

Tyle, że wcześniej w Polsce, to danie przyrządzała moja teściowa i nie zwróciłam uwagi jak je robiła.

Wiedziałem, że muszą być uszka, jak również to, że Polacy najczęściej jedzą wieprzowinę, więc wydedukowałam, że chodzi o... uszka świńskie. Na miejscowym bazarze z trudem - bo Hindusi nie jedzą wieprzowiny - kupiłam 8 sztuk takich uszów.

- Od początku coś mi się nie zgadzało, ale wyskubałam pęsetą włosy z tych uszu i wyczyściłam je szczotką. Moja wiedza o gotowaniu była wówczas dosyć skąpa, ale pamiętając, jak w Polsce smaży się schabowego, to... obtoczyłam uszka w jajku i bułce tartej i wrzuciłam na patelnię. Tyle, że smażyły się jakoś nierównomiernie, a kucharz muzułmanin, który był zatrudniony w naszym domu, w ogóle odmówił pracy gdy zobaczył, że w wigilię zamierzam jeść coś takiego!

Jedno uszko na dużym talerzu i barszcz, który zabarwiłam sztucznie - bo nie przypominał tego z Polski - nie wyglądały apetycznie. Skończyło się tym, że na wigilijną kolację pojechaliśmy do restauracji. 

Ale uszka z barszczem, te przyrządzane w Polsce wręcz uwielbiam - śmieje się pani Anita.

- Ja mogłabym zjeść ich 3 talerze i nie potrzebuję innych potraw - wtrąca Marta Pihan - Kulesza, gimnastyczka, dwukrotna olimpijka, której sylwetka nie wskazuje, że wiedzie prym przy stole.

- Może i nie wyglądam, ale to fałszywe przeświadczenie, że sportowcy aż tak bardzo dbają o dietę. Lubię pojeść i nie żałuję sobie przy stole, tym bardziej, że w okresie Bożego Narodzenia nie startuję w zawodach. Tylko raz, gdy tuż po świętach mieliśmy kwalifikacje olimpijskie, musiałam uważać, ale i tak spróbowałam każdej z 12 potraw, żeby zgodnie z tradycją, dobrobyt w naszym domu trwał przez cały rok. 

Czy mężczyźni potrafią lepić uszka? 

Może nie wszyscy, ale "szczeciński masterchef" Leszek Wodnicki na pewno.

- Tak, możesz napisać, że jako pierwszy szczecinianin w tym roku lepiłem uszka i chyba wyprzedziłem wszystkie kobiety - uśmiecha się Leszek. - Dokładnie to kołduny litewskie, takie uszka na litewską modłę. 

Było to jedno z zadań w programie telewizyjnym, który był kręcony od kilku miesięcy, a Wodnicki znalazł się w gronie 14-tu najlepszych.

- Bałem się i serce mi tykało, gdy kołduny robiliśmy pod okiem Marty Gessler. Było mało czasu, ręce mi się trzęsły, ale wyszły nieźle, a gotowane na bulionie są naprawdę smaczne - polecam je na wigilię. 

A co u tak wprawnego kucharza jest na wigilijnym stole?

- Tradycyjne potrawy, takie same, jakie były na stole w moim dzieciństwie - opowiada. - Rodzice przekazywali mi tradycję przyrządzanie potraw, a teraz ja uczę tego samego następne pokolenie. Tylko w ten sposób możemy zachować tradycję tych świąt. Zdarza mi się zaszaleć, żeby zaskoczyć gości i robię wówczas sandacza albo szczupaka według jakiegoś nowego przepisu. 

Płyty Nat King Cola na polskie smutki 

- A ja ryb w wigilię nie ruszam prawie wcale - zdradza Adam. - Czemu? Dzieciństwo spędziłem w Lęborku, w pobliżu którego przepływa Łeba. Tata wędkował i z czystej rzeki przynosił mnóstwo ryb, a nawet jak nie łowił, to cena kilograma dorsza była niższa niż bochenek chleba. Dlatego w wigilię czekałem na moje ulubione... ziemniaki pokrojone w plastry usmażone na oleju. 

Dla pani Anity pierwsze wigilie i święta Bożego Narodzenia spędzane w Polsce były inne, niż te w Indiach. 

- Tam były dla mnie świętami radości zgodnie z brytyjską kulturą - opowiada. - Dlatego nie mogłam pojąć, czemu tu ktoś zapłakał w dniu wigilii, był smutny albo nerwowy.

Myślałam, że to stąd, bo brakuje produktów w sklepach, że rządzi komuna albo milicja jest niedobra dla ludzi. Dlatego gdy wyjeżdżałam do Indii, przywoziłam stamtąd płyty - jeszcze te winylowe - ze świątecznymi piosenkami i kolędami. W Polsce w wigilię od rana puszczałam na przykład Nat King Cola, żeby rozweselić wszystkich. Później zrozumiałam refleksyjny charakter tego dnia - dodaje pani Anita, zastrzegając, że nie wszystko jej się podoba podczas wieczoru wigilijnego.  

- Rzadko słyszę, żeby rodzice przekazywali dzieciom skąd się wzięło Boże Narodzenie i dlaczego jest tak ważne - zwraca uwagę. - Natomiast często słyszę i widzę, jak dzieci przez cały wieczór oczekują tylko na prezenty, bo rodzice przyzwyczaili je do tego. To mi się nie podoba i mówię o tym wprost nawet bliskiej rodzinie.

- Pewnie, że jako dziecko marzyłem, żeby dostać jakąś zabawkę - na przykład „straż pożarną" albo "milicję", ale rodziców nie było stać na to - wtrąca Adam. - A już, żeby dostać rower, co teraz jest czymś powszechnym, to trzeba było pojechać do dziadka i zapracować przy żniwach. Obecnie dawanie prezentów to prawie codzienność, znak obecnych czasów, ale nie wiem czy dobry...

- Dla mnie nie, bo nie chodzi o to, żeby podczas wigilii i świąt było bogato na stole i dużo prezentów, ale bogato w uczucia - dodaje Marta.

I tego przede wszystkim życzą nasi wigilijni goście wszystkim czytelnikom Prestiżu.

 

mua: Agnieszka Kapela JK Studio

fot. Jarosław Gaszyński

Prestiż magazyn szczeciński
8( 66)
Grudzień'13