Karnawałowy bigos polski

Autor

Szymon Kaczmarek

Oficjalne rozpoczęcie następuje w dniu Trzech Króli, czyli 6 stycznia, jednak wiele osób karnawałowe szaleństwa rozpoczyna już w Nowy Rok. Koniec karnawału jest o wiele bardziej jednoznaczny i wypada w Środę Popielcową, po której dla łakomczuchów następuje najtrudniejszy okres w roku - post.

Jest kilka miejsc na świecie, które w okresie karnawału odwiedzić należy, a nawet trzeba. Oczywiście te najsłynniejsze to Rio De Janeiro, Wenecja, Nowy Orlean i londyński Notting Hill...no, może ten ostatni zostawmy dziś, bo odbywa się zazwyczaj w sierpniu, wiec mamy jeszcze sporo czasu. W Brazylii króluje samba, w Wenecji wymyślne maski i stroje, w Nowym Orleanie słodkie ciasteczka. Dla mnie, który lubi tłusto i niezdrowo, najciekawszy jest karnawał w Nadrenii i Westfalii. Nie dosyć, że zaczyna się już w listopadzie, to jeszcze cała zabawa polega nade wszystko na jedzeniu i piciu. O ilości zjedzonej golonki i rozmaitych wurstów, oraz hektolitrach piwa, które w tym przypadku nieodzowne, rozpisywać się nie będę. Bo tylko zwierz się we mnie rozbudzi. O ile nasi zachodni sąsiedzi poczucie humoru mają przyciężkawe, to w karnawale zwanym tam Fastnachtem, wspinają się na wyżyny swoich możliwości. Nieustanne fety i kabarety, biesiady i balety. Niemieckie szaleństwa karnawałowe osiągają apogeum w dniu, kiedy to kobiety wpadają do urzędów miejskich i obcinają pracującym tam mężczyznom.... krawaty! Tak, u nas ta moda nie przyjęłaby się z powodów bezpieczeństwa, a w zasadzie niebezpieczeństwa, w jakim mogłyby się znaleźć zupełnie inne części rodzimych urzędników.

Cóż więc w kraju nad Wisłą? Jak bawimy się w karnawale w Polsce? Ano, ostatnio trochę nijak. Bale rozmaitych formatów nie cieszą się już takim powodzeniem jak u schyłku poprzedniego stulecia, a jeśli mają w programie akcję charytatywną, to wiadomo, że przyjdą wyłącznie ci, którym odmówić nie wypada. Czyżby jakość karnawałowych balów nasiąknęła jakością balujących na nich elit? Trochę tłoczniej bywa na parkietach klubowych, może odrobinę częściej organizujemy prywatki. Ale ogólnie szału nie ma i niczego nie urywa.

Moim wciąż niespełnionym marzeniem karnawałowym jest miejski jarmark z bezlikiem stoisk zapraszających Gości apetycznym aromatem zimowych przysmaków, z parującym grzanym winem z korzeniami, wreszcie z deskami, na które można porwać swoją drugą połowę i za symboliczną opłatą powirować w tańcu przy jednym z wielu znakomitych szczecińskich zespołów...  Przymknijcie na chwilę oczy....oto rumiany pan w nieskazitelnie białym kucharskim kubraczku nakłada na świeżą (!) kromkę razowego chleba dymiącą porcję nieoszukanego, bigosu z wyraźnymi kawałkami mięs rozmaitych i śliweczką wędzoną. A tuż obok przechodzi elegancka para uśmiechniętych szczecinian zajadając się chrupiącą bułką obficie obłożoną śledziem z cebulką...” Flaki, gorące flaki!” słychać wołanie z estetycznej budki zgrabnie wkomponowanej w ryzykowną architekturę pustej zazwyczaj szczecińskiej Starówki. Palce mrozi kieliszeczek wódki, którą zapijam błogi smak sera oferowanego przez licznych, zachodniopomorskich producentów…

Że sen? Że majaczę zbyt obżarty przy świąteczno - noworocznym stole? Skądże, wystarczy przejechać zachodnią granicę, by w licznych post enerdowskich miasteczkach i siołach podobne widoki zobaczyć. Można. I wcale nie musi być tak jak na Wałach Chrobrego podczas „Dni Morza”.

Moje postanowienie na Nowy Rok brzmi następująco: Marzyć - nie narzekać!  W tym naszym polskim bigosie znajdować to, co dobre i piękne. Dbać o to, co dbałości warte: o tradycję, kulturę i pamięć. Nie dać się temu, co ściąga w dół. W końcu to od nas zależy, czy przyzwolimy na wypieranie dobrych obyczajów i tych w życiu i tych przy stole. I jeszcze jedno postanowienie, tak wyczekiwane przez Szanownych Czytelników: nie moralizować, nie pouczać i nie mędrkować… w końcu każdy swój rozum i kubki smakowe posiada! 

A na ten rok odkrywania nowych smaków życzę i wytrwałości w kulinarnych poszukiwaniach. Biesiad wśród Przyjaciół i stołów uginających się pod pysznościami. Toastów zdrowych i pogodnych poranków po całonocnych ucztach… oraz szklanki mineralnej tuż koło łóżka.

Szymon Kaczmarek

 

Prestiż  
Styczeń 2014