Szynka w podziemiu

Autor

Szymon Kaczmarek

Wędzenie – metoda konserwacji żywności (mięsa i przetworów mięsnych, ryb, serów itp.) za pomocą dymu. W wyniku tego procesu produkty żywnościowe uzyskują specyficzny zapach, smak i zabarwienie powierzchni. (za Wikipedia)

Moja definicja wędzenia jest zgoła odmienna. Otóż, wędzenie to magiczny czas przygotowywania produktów i staranne wybieranie najlepszego drewna. To skrupulatne odmierzanie odpowiedniej ilości przypraw, obwiązywanie sznurkiem połci boczku, lub zgrabnej szynki. Cierpliwe oczekiwanie nad solanką w której moczą się węgorze, sielawy, płat łososia. To wreszcie rozpalanie ognia pod beczką i zapatrzenie w leniwy dym unoszący się wśród drzew... To niekończące się rozmowy w czasie wielogodzinnego procesu odymiania, a i owszem z zakąską i popitką o odpowiedniej mocy. Magia, atawistyczna nostalgia, czar...

Niewiele potraw może równać się smakiem z jeszcze ciepłą wędzonką jakiegokolwiek rodzaju, zagryzioną razowym pachnącym chlebem, ogórkiem z pobliskiej grządki, lub zerwanym przed chwilą z krzaka pomidorem, który ma smak i zapach pomidora. I niepotrzebne do szczęścia żadne tam wielkie, murowane wędzarnie. Wystarczy beczka wkopana nad niewielkim dołkiem, kilkumetrowy tunelik z cegieł i odpowiedni zapas olchowego i owocowego drewna.

Jest jeszcze jedna tajemnica tradycyjnego, polskiego wędzenia. Pośród wielu poznanych Fachowców w tej dziedzinie, nigdy, ale naprawdę nigdy nie spotkałem wśród nich złego człowieka!  Zazwyczaj są to pogodni smakosze - gawędziarze, dla których czas spędzony w gęstym, aromatycznym dymie jest o wiele cenniejszy niż dwutygodniowy pobyt w pięciogwiazdkowym hotelu all inclusive. A najwięcej szczęścia w ich oczach zobaczysz gdy oblizywać będziesz palce po tłuszczyku z kaszanki, lub złotego węgorza ich produkcji. 

I to się zmieni. Tak dłużej być nie może. Już nam to załatwiają „mędrcy” w Brukseli. Nowe unijne normy dotyczące zawartości substancji smolistych w żywności, mają wejść w życie już we wrześniu 2014 r. To zagłada setek, jeśli nie tysięcy niewielkich masarni w których produkuje się wędliny tradycyjnymi metodami. O świeżo uwędzonej rybce na polskim wybrzeżu też będziemy mogli zapomnieć. Zamiast pachnącej jałowcem kiełbasy na naszych stołach rozgości się kiełbaso - podobny produkt umazany w chemicznym ekstrakcie dymu. Bo tak zdrowiej. No, ludzie, trzymajcie mnie!

Już widzę błękitnymi oczami swojej bujnej wyobraźni te wędzarnie ukryte głęboko w chaszczach Puszczy Bukowej. Te kobiety przewożące podmiejskimi pociągami schowane pod płaszczami pęta kiełbasy i gomółki wędzonych serów… Policyjne naloty na dobrze zamaskowane sklepy z pokątnie wędzoną szynką. Brrrr! Mam nadzieję, że to zbyt okrutna wizja by miała się urzeczywistnić.

Jest w naszym Mieście postać wobec której szacunek mam wielki i dostatecznie sporo sympatii. To Jarek Malejewski, właściciel Cafe Rower i pomysłodawca „Śniadania na Błoniach”. To dzięki Niemu, od czasu do czasu spotykają się pasjonaci gotowania i biesiadowania w miłym towarzystwie.  I to właśnie tacy „przestępcy” stanowią największe zagrożenie wobec Unii i jej biurw. Jak bowiem można legalnie pasjonować się pasztetem, który nie spełnia wymogów dyrektywy europejskiego biura do spraw pasztetów (syg. EBfP/567/NRGW)?

Tak więc namawiam Was dziś drodzy Czytelnicy do ogólnowędzarskiego protestu. Inwestujmy w beczki, budujmy wędzarnie i… cieszmy się wędzonym! Nie będzie Europejczyk pluł nam w twarz i wędzarnie nam germanił.  Nie potrafią sami, zazdroszczą nam naszych tradycji, no to mają pecha. Olchy ci u nas dostatek, a i te dwie nagie szynki możemy im do brukselki pod tartą bułką podesłać, co by po biurach nie gnuśnieli… Namawiam Was kochani producenci konfitur, ciast, kiełbasek i kotletów rybnych. Was niezrównani alchemicy, dokonujący niebiańskich przemian miodu w napitek, was czarownice potrafiące z czarnego bzu sporządzić nektar godny Bogów. Was wszystkich, smakoszy Tradycji i Dziedzictwa, namawiam do protestu wyrażonego wzmożoną produkcją i konsumpcją onych! Tak mi dopomóż mózg, którego próżno szukać po korytarzach unijnych biur.

Szymon Kaczmarek

 
Prestiż magazyn szczeciński
2( 68)
luty'14