Dziwna historia

Autor

Krzysztof Bobala

Dla prawdziwego kibica ostatnie tygodnie to prawdziwy czas szczęścia. W końcu igrzyska olimpijskie odbywają się raz na dwa lata, a jeżeli spojrzymy na specyfikę dyscyplin i odróżnimy te zimowe od letnich, to nawet raz na cztery. Serce biło tym szybciej, im częściej wysłuchać można było relacji dotyczących IO w Soczi. Z jednej strony bombardowani byliśmy reportażami o przygotowaniach naszych sportowców, wywiadami z przeróżnej maści działaczami, specjalistami czy trenerami oceniającymi nasze szanse medalowe. Z drugiej strony z niepokojem spoglądaliśmy na prognozy pogody i stan przygotowań olimpijskich obiektów. Wreszcie ruszyło. Z zadęciem godnym wielkiego mocarstwa. Ale i z mniej lub bardziej widocznymi wpadkami, które bezlitosny Internet od razu przemienił w tysiące żartów i memów. Dziwne to były igrzyska. Niezwykle upolitycznione, najpierw w cieniu zagrożeń terrorystycznych, potem wydarzeń na kijowskim Majdanie Niepodległości. Ale także obfitujące w bardzo wiele zaskakujących wyników czy wręcz niespodzianek, z których tylko część była wynikiem wspaniałego przygotowania zwycięzców. Reszta to rezultat słabo przygotowanych tras czy roztapiającego się w promieniach słońca śniegu. W Soczi było po prostu ciepło. Wyglądało nawet na to, że za ciepło. I o ile organizatorzy robili co mogli, to żółta kartka należy się działaczom Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego za wybór tej lokalizacji.  No cóż, pewnie znowu polityka albo wielkie pieniądze. Dziwne to były igrzyska także dla nas. Optymiści przewidywali nawet 10 - 12 medali, pesymiści marzyli choćby o jednym krążku przywiezionym przez naszych sportowców. Mamy sześć i aż cztery z nich są z najcenniejszego kruszcu. Wielki to wynik dla naszego kraju. Kamil Stoch stał się jedną z największych gwiazd tegorocznej olimpiady i na stałe wszedł do panteonu sław, nie tylko skoków narciarskich, ale całej historii zimowych olimpiad. Justyna Kowalczyk potwierdziła swoją wielkość i hart ducha. Złoto ze złamanymi kośćmi stopy. Czapki z głów. Oboje z Kamilem reprezentują dyscypliny, które mają się zupełnie nieźle w naszym kraju. Sprawny związek, ze sprawnym prezesem Tajnerem, możni sponsorzy, prawidłowy system szkolenia. Właściwie to powinno się tak skończyć jak się skończyło. I właśnie dlatego dla mnie ta olimpiada ma nieco innych bohaterów. To nasi łyżwiarze szybcy. Trzy medale dla dyscypliny, której właściwie nie ma w naszym kraju. Brak pieniędzy, brak toru, brak dobrych prestiżowych zawodów, brak sponsorów. Ale jest talent, upór, determinacja i grono przyjaciół, którzy pomogli. I okazuje się, że tak też można. Że wystarczyło. Tylko czy tego uporu wystarczy w przyszłości. Czy będzie się chciało. Dzisiaj wszyscy na fali sukcesu głośno domagają się krytego lodowego toru. Ale igrzyska się skończyły. Czy będziemy pamiętać. Musimy. Zamiast kolejnych stadionów, czy deficytowych hal wyposażmy naszych Mistrzów w narzędzie do wygrywania. Pokazali, że potrafią. 

Prestiż  
Marzec 2014