Szklane domy w „Przedwiośniu” Żeromskiego pełnią funkcję ideową, są to nierealne marzenia o idealnej Polsce, kraju powszechnego dobrobytu i sprawiedliwości społecznej. Konfrontacja tej wizji ze smutną rzeczywistością jest wyrazem rozczarowań samego autora i wielu ludzi mu współczesnych.

Moje szklane domy wymyślili niecierpliwi smakosze. Czasami to tylko płachta folii rozciągnięta na kijkach, innym razem kawałek ramy okiennej z szybkami, rzadziej solidna, ażurowa konstrukcja ze ścianami ze szkła. Wszystko po to by kilka tygodni wcześniej cieszyć się smakiem wiosennej sałaty, pomidora, ogórka albo innej rzodkiewki. Bezpowrotnie, mam nadzieję, minęły czasy gdy nowalijki gościły na naszych stołach wyłącznie w czasie wiosennych tygodni. Dziś większość warzyw i owoców dostępna jest przez okrągły rok, bo przecież zawsze gdzieś w świecie jest jakaś wiosna. Pamiętam, bom jeszcze w latach nie tak stary, tęskne wyczekiwanie na pierwsze w roku pomidory, gruntowe ogórki, młode ziemniaki. W moim domu był dziwaczny zwyczaj łapania się za ucho, przed pierwszym kęsem wiosennego przysmaku. Nie mam najmniejszego pojęcia skąd się wziął, lecz przyznam, że cichaczem czynię tak do dzisiaj. Smak i aromat tych ogrodowych „pierwiosnków” był niezapomniany.

Wyobraźcie sobie 26 tysięcy hektarów pod szkłem! Inspekty widoczne z kosmosu? Wystarczy popatrzeć na mapie wujka Google'a na okolice południowej Hiszpanii, a konkretnie na dolinę El Eijdo. Tak, ta ogromna jasna plama to tysiące szklarni w których produkuje się blisko połowę  warzyw trafiających na europejskie stoły. Niestety widziałem w jaki sposób...Pozwolę sobie oszczędzić Wam szczegółów, bo nie chcę by "Ropuszka", "Żuczek" albo jakaś inna sieć sklepów oferujących hiszpańskie "nowalijki" przesłała mi w podziękowaniu za reklamę skrzynkę tych przysmaków. Jaki pomidor może wyrosnąć z pojemnika wielkości dwóch pudełek zapałek wypełnionym chemią? Na szczęście w wielu sklepach  udostępniana jest informacja skąd pochodzi oferowany produkt. Warto zwrócić na to uwagę i kupować te z krajów w których aura sprzyja naturalnej produkcji.

Wraz z nadejściem cieplejszych dni przedwiośnia rośnie apetyt na świeżą zieleninę. Naturalny odruch organizmu reagującego na zimową dietę. Będąc niecierpliwcem radzę sobie samodzielnie, nie szukając półśrodków w półproduktach. A od czego mamy nasłonecznione parapety, balkony od południowej strony? Siejmy zielone! Panowie, zamiast smutnego tulipana na 8 marca, zaskoczcie swe Damy młodziutkim szczypiorkiem na porannej jajecznicy. Aromatyczna pietruszka z parapetowego ogródka potrafi zdziałać cuda! A marzec jest najlepszym miesiącem, by zabrać się do domowej uprawy. Polecam użyć w tym celu pustych pojemników po jogurtach. Wystarczy niewielka torba dobrej, ogrodowej ziemi i odrobina samozaparcia. Oregano, cząber, majeranek, tymianek, bazylia, rozmaryn, melisa, estragon… ufff!  Wymieniać można długo, a to tylko zioła. Możemy hodować  wspomniany szczypior, paprykę, pietruszkę, a jeśli ktoś jest zawzięty, to i dorodnych cytrusów może się doczekać. I korzyść kulinarna i rozrywka pożyteczna. Domowe hodowle to najlepszy sposób na wzbogacenie naszego pozimowego organizmu w niezbędne witaminy. A wrażenia smakowe bezcenne. Równie bezcenna mina wybranki naszego serca, kiedy zobaczy, że ponad przesiadywanie w garażu pod swoim ulubionym autkiem, przekładamy kuchenne potyczki ze smakiem.

To już marzec, więc najgorsze - zimowe miesiące za nami. Już niedługo najpiękniejszy kulinarnie okres – wiosna ze wszystkimi swoimi kolorami i smakami. A do tego jeszcze później niż zazwyczaj Wielkanoc, której mięsne zwyczaje stanowczo przedkładam nad postne Boże Narodzenie. Niezmiennie o tej porze roku namawiam Was na biesiady pod chmurką, na grille i ogniska w gronie rodzinno - przyjacielskim. Kiełbasa zwyczajna nadziana na patyk i upieczona nad ogniem w odpowiednich okolicznościach przyrody bywa niezapomnianym przeżyciem. A miejsc do takich spotkań mamy w okolicach Szczecina bez liku. Zatem, do zobaczenia.

 

Prestiż  
Marzec 2014