Mięsożerny wegetarianinW

Autor

Szymon Kaczmarek

Wegetarianizm – rodzaj praktyki (w sensie świadomej i celowej działalności człowieka), charakteryzującej się wyłączeniem z diety mięsa (w tym ryb i owoców morza); może również wiązać się z unikaniem innych produktów pochodzących z uboju zwierząt np. smalcu… (za Wikipedią)

To straszne! Unikać smalcu? To na czym mam usmażyć schabowego, czym posmarować świeży, razowiec? Jestem mięsożercą i jestem z tego dumny, a czasem nawet najedzony. Zastanawia mnie od dawna ile jest w wegetarianiźmie mody, trendów, ile prawdziwej, z serca płynącej potrzeby organizmu? Daleki jestem od oceny i wartościowania takiego trybu życia. Jedyne co mi pozostaje wobec wegetarian to zamyślenie nad ich losem. Święta Wielkiej Nocy przy sałacie i kotlecie sojowym nie pociągają mnie ani trochę. Trudno mi wyobrazić siebie zajadającego ćwikłę bez pasztetu lub schabu naszpikowanego słoninką, suszoną śliwką i czosnkiem. Nawet sałatka warzywna, a i owszem, ale z kawałeczkami mięska drobiowego smakuje raźniej i dostojniej.

Mamy kwiecień, najwyższa więc pora zacząć sezon na ogródkowe dymienie. Mniej więcej rok temu znajomi zaprosili mnie na grillowanie… wegetariańskie! Zasada była prosta: ani kawałeczka mięsa na ruszcie. W pierwszej chwili chciałem zabrać ze sobą kanapki z kotletem przeczuwając, że będzie mi burczeć w brzuchu. Kiedy jednak zobaczyłem te kolorowe szaszłyki z przedziwnych warzyw i owoców, plastry bakłażana, cukinii, ziemniaczki zapiekane z serami i ziołami, podbrązowione pomidorki, zrumienioną paprykę… Ha! Co tu dużo mówić przekonali mnie – mięsoluba i kolorami i zapachem i nade wszystko smakiem niezwykłym. Okazuje się, że można biesiadować bez mięsa, podobnie zresztą można się bawić bez alkoholu, tylko po co?

Ucztę ową wspominam miło i smakowicie. Ten wspaniały efekt kulinarny wegetariańskie grillowanie zawdzięczało pomysłowości kucharzy. Nie obawiali się eksperymentów zarówno z warzywami, jak i z przyprawami. W dobie wszechwiedzącego „pana Google’a” inspiracje mamy na wyciągnięcie myszki. Przyznam, że nie pociąga mnie kuchnia ściśle według przepisów. Wśród garów uwielbiam odrobinę szaleństwa i improwizacji. Mój rosół za każdym razem jest inny i nie dążę uparcie do jakiegokolwiek wzorca. Grillowanie bezmięsne otwiera nam ogromne pole do popisu, stwarza możliwości eksperymentowania i tworzenia zupełnie nowych kompozycji smakowych. Zioła, sery, warzywa i owoce zamiast karkówki i kaszanki? A czemu nie, jeśli przyrządza się je z wyobraźnią i polotem?

Późna tegoroczna Wielkanoc sprzyja temu co w biesiadzie cenię szczególnie – spożywaniu darów bożych na świeżym powietrzu. Wielokroć wspominałem o cudownych właściwościach żeliwnego garnka zawieszonego nad ogniskiem, z węgierska zwanego bograczem, chwaliłem najzwyklejszą kiełbasę zwyczajną osmaloną na patyku nad wiosennym ogniskiem. Dziś dołączę do tego pochwałę wegetarianizmu. Tego z grilla oczywiście. I niech w poszukiwaniach nowych smaków jedynym ograniczeniem będzie wyłącznie nasza własna wyobraźnia. Pamiętajmy jednak o żelaznych zasadach, bez przestrzegania których, miast sytości i zadowolenia, na własnej twarzy zobaczymy rozczarowanie. Zasady są proste i nie jest ich wiele. Po pierwsze warzywa i owoce przed grillowaniem marynujemy podobnie jak mięso. Marynata z ziół, soku cytryny, czy nawet wina tylko podkreśli smak i uwydatni aromaty. Po drugie i ostatnie, warzywa i owoce grillujemy krótko i zwięźle. Ot i cała wiedza tajemna.

I nie będę się mądrował o aspektach zdrowotnych wegetariańskiego szaszłyka, czy pieczonego ziemniaka z jogurtowo-czosnkowym sosem. Są od tego specjaliści. W tym roku stawiam na grillowane witaminy… no, może z plasterkiem dobrze zapeklowanej wieprzowinki?

Ech… Wiosna! Dobrze, wezmę grabie i pójdę do ogródka. Tego na Deptaku Bogusława, wszak sezon czas zacząć.

Szymon Kaczmarek

 

Prestiż  
Kwiecień 2014