Ostatnio naszą firmę przeprowadzaliśmy do nowej siedziby. I jak to przy przeprowadzce bywa - dużo zamieszania, bałaganu, ale i odkrywania na nowo przedmiotów, których nie widzieliśmy przez ostatnie lata. Wpadły w ręce stare zdjęcia i foldery z turniejów jeszcze z lat dziewięćdziesiątych. Archaicznie wyglądające dzisiaj gadżety i mnóstwo nikomu nie potrzebnej makulatury. Ale naszym oczom ukazały się także różnego rodzaju perełki, a nawet prawdziwe perły. Kto z naszych czytelników pamięta, że w Szczecinie wydawano Szczecińską Gazetę Sportową. Wydawcą był wspaniały dziennikarz Ryszard Godlewski, wielki miłośnik i znawca sportu. Nie pamiętam już dzisiaj, czy to był miesięcznik czy kwartalnik, ale łza się w oku kręci, kiedy w wydaniu z 1994 czytam swój materiał o amatorskiej lidze tenisowej, czy oglądam moich przyjaciół i zarazem przeciwników z kortów z ogromnymi wąsami (na Turka), bądź fryzurami na tzw. popersa czyli z grzywką a’la Limahl. A jakie reklamy! Większość jest wprawdzie

czarno-białych, ale jedna strona jest kolorowa. Znajdujemy tutaj anons o Regionalnych Liniach Lotniczych BLUE SKY Carrier Co. Ltd z linią lotniczą do Wrocławia i aż trzy ramkowe ogłoszenia nieistniejących już sklepów sportowych (wtedy jeszcze nie było galerii handlowych). Lech Sport przy Krzywoustego, Smecz przy Felczaka czy Sport i Styl przy al. Wojska Polskiego. Kto to dzisiaj pamięta. Z zakamarków jednego z regałów wypadła mi też stara drewniana rakieta. Taka jeszcze z naciągiem wykonanym ze zwierzęcych jelit i usztywniona w specjalnym drewnianym prawidle. Prawdziwe przedwojenne cacuszko. Dostałem ją od jednego z zaprzyjaźnionych klientów, który znał moją fascynację białym sportem. Grać się oczywiście już tym nie da, ale jako zabytkowy eksponat cudownie się prezentuje na ścianie w nowym biurze. Spotkanie z takimi starymi bibelotami daje wiele wzruszeń i radości, ale jest też doskonałą okazją do prześledzenia jak ogromny rozwój także, a może głównie, w warstwie technologicznej, przeszedł światowy sport w ostatnich dekadach. Dziwimy się oglądając stare tarczowe telefony, ukradkiem spoglądając na naszego smartfona, czy porównując rozmiary komputerów tych z lat siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych z obecnymi laptopami i tabletami. Ze sprzętem sportowym jest podobnie. Kto dzisiaj wyobraża sobie, że na starych drewnianych nartach człowiek mógłby zjechać z góry z prędkością ponad 200 km/h. Rafael Nadal taką drewnianą rakietą, oczywiście zagrałby mecz, ale nie miałby żadnych szans z przeciętnym juniorem, grającym nowoczesnym Headem czy Babolatem, zrobionym z super lekkich i elastycznych, wręcz kosmicznych stopów. Inżynierowie prześcigają się w badaniach i wynalazkach. Firmy wydają miliony na reklamy. Zawodnicy walczą ku chwale własnej, ale i tych sprzętowych marek. A na końcu i tak wszystko sprowadza się do pieniędzy. Kiedyś jednak było inaczej. Liczyła się popularność i sława - i chyba  taki obraz sportu jest bliższy mojemu sercu. Spojrzę sobie raz jeszcze na tę zabytkową rakietę na ścianie. Piękna! 

Krzysztof Bobala

 

Prestiż  
Kwiecień 2014