Klasa Mistrza

Autor

Krzysztof Bobala

Wielu znajomych pyta o moje zdanie na temat tak zwanej „afery szopowej” Jerzego Janowicza. Mimo, że od słynnej konferencji prasowej, na której jak to mówią jedni, tenisista nakrzyczał na dziennikarzy, lub jak twierdzą inni – powiedział samą prawdę o swoim pokoleniu, minęło kilka tygodni, temat ciągle jeszcze jest szeroko komentowany w mediach. A o co tak naprawdę chodzi? O młodego człowieka, który ma trochę „niewyparzoną” buzię i buńczuczny charakter? Niestety takie wytłumaczenie byłoby za proste. Jerzy Janowicz to po pierwsze znany sportowiec, po wtóre lider reprezentacji naszego kraju. Do tego jeszcze „nośnik” reklamowy uznanych firm i co najważniejsze – wzór do naśladowania dla młodych tenisistów. I niestety ten wzór zawiódł. Zawiódł na korcie i zawiódł za konferencyjnym stołem. Nie wytrzymał presji. Bo to nie dziennikarze rozbudzili nadzieję na wygraną tylko sami zawodnicy. Z Jerzym Juniorem na czele. Buńczuczne zapowiedzi gładkiego 3: 0 w meczu z Chorwatami i pewność awansu do Grupy Światowej Pucharu Davisa płynęła prawie ze wszystkich wypowiedzi naszych reprezentantów. Jak było pamiętamy. Przegraliśmy. Taki jest sport. Ale prawdziwi mistrzowie sportu potrafią przegrywać z klasą. Tutaj klasy zabrakło. Nie wyobrażam sobie, aby wielcy tenisa zachowali się w taki sposób. Ile razy w ostatnich miesiącach Federer słyszał pytanie – kiedy zamierza skończyć karierę? A jednak cały czas cierpliwie odpowiada, że dopóki tenis sprawia mu radość będzie próbował wygrywać. Jak często Nadala pytano czy używa niedozwolonych środków dopingowych? A jednak się nie unosił, nie wychodził z konferencji. Bo tenis to ich zajęcie, to po prostu praca, dzięki której zarabiają na życie. Jedni więcej, bo są lepsi, inni nieco mniej, bo wygrywają dużo rzadziej. Jurek Janowicz jest niewątpliwie jedną z gwiazd polskiego sportu. Jest postacią rozpoznawalną w światowym tenisie. W końcu był klasyfikowany w pierwszej dwudziestce globu. Ale przy całym szacunku dla Jego dokonań na kortach, gdzieś w tyle głowy wwierca się myśl, że jeszcze nie wygrał żadnej imprezy ATP Tour, że od kilku tygodni nie wygrał ani jednego turniejowego meczu. Po wspaniałych występach w paryskiej hali Bercy czy na Wimbledonie taka zła passa może frustrować. I frustruje. Ale prawdziwy mistrz musi sobie z tym poradzić. Nie ulegać emocjom, nie obrażać kibiców czy dziennikarzy. Na beznadziejne pytania, a takie też przecież zadają dziennikarze, można po prostu nie odpowiedzieć. Można je zignorować, można obrócić w żart. Tak robił u szczytu sławy Adam Małysz, który za mediami nie przepadał, czy Jurek Dudek, który akurat mediów nie unika. Bo właściwe zachowanie w kontaktach zewnętrznych to też sztuka. Sztuka zwana public relations. Stajesz się celebrytą - mediów nie unikniesz. Okazuje się także, że te media są potrzebne. Aby zwiększyć popularność, aby zyskać kolejnego sponsora. Warto więc nieraz pięć razy się zastanowić zanim „palniemy” coś niestosownego. Szczególnie w tenisie. Bo to wszak sport dżentelmenów. I właśnie za to go tak lubimy.

Krzysztof Bobala

 
Prestiż magazyn szczeciński
5( 71)
Maj'14