Kasia Wilk - Nie uznaję fuszerki

Według zestawienia "Machiny" jest jedną z najlepszych polskich wokalistek młodego pokolenia. O Szczecinie, warsztacie i planach na przyszłość z Kasią Wilk rozmawiał Rafał Podraza.

Autor

Rafał Podraza

galeria

Coraz mniej Cię w mediach… To celowy zabieg, czy wynik mniejszego zainteresowania Kasią Wilk?

Na pewno to drugie. Nie daję powodów do zainteresowania. Poza tym od ostatniej płyty minęły trzy lata, w tym czasie nie wywołałam żadnej burzy. Nie pokazywałam się też w obleganych przez media miejscach, ale za to – w ciszy i skupieniu - koncertowałam, pisałam teksty, nagrywałam i przygotowywałam trzeci krążek. Nie uważam, że trzeba za wszelką cenę wykorzystywać swoje pięć minut. Wychodzę z założenia, że muzyka, którą chcę prezentować nie uznaje kompromisów, a konsekwentne dążenie do celu wymaga cierpliwości i czasu. Nie uznaję fuszerki. Swoje rzemiosło traktuję bardzo poważnie, dlatego tak dbam o szczegóły i detale.

Kiedy płyta?

Dobór ludzi do współtworzenia krążka jest bardzo ważny. Muzycy, producenci powinni być przemyślani i właściwi. Długo szukałam producenta, który pomógłby mi ujarzmić repertuar, jaki chcę zawrzeć na trzecim longplayu. Sądzę, że wreszcie takiego znalazłam... Teraz będzie tylko z górki. Pierwsze efekty usłyszymy już niedługo.

Show - biznes kieruje się pewnymi zasadami: wykonawca musi mieć chwytliwe przeboje, musi wyglądać jak Anja Rubik, bywać na rautach, ubierać się u najlepszych kreatorów, ty – mam wrażenie – nie hołdujesz tym zasadom?

Show - biznes jest daleko ode mnie, a ja od niego. Zapewne dlatego, że sama tego chciałam. Wszystko zależy od tego, kim chce się w nim być. Oczywiście nie mam nic przeciwko piosenkom puszczanym w radio, niektóre bardzo mi się podobają, ale sama nie mam oczekiwań, by moje piosenki były grane w komercyjnych stacjach. Poza tym uważam, że dziś, to Internet tworzy show - biznes i o tym jak chcemy być postrzegani możemy decydować sami.

Ale chyba łatwiej byłoby nagrać kilka chwytliwych przebojów i stać się bardziej rozpoznawalną, a co za tym idzie, mieć więcej koncertów, okładek w gazetach i fanów?

Idę tam, gdzie niosą mnie moje wybory, dyktowane wieloma okolicznościami. Piszę wciąż proste, melodyjne piosenki, zupełnie nieodbiegające od mainstreamu, z którym kojarzy się showbiznesowy galimatias. Problem w tym, że robię to, co mnie bawi. Śpiewam, bo lubię i pojawiam się tam, gdzie się dobrze czuję. Reszta jest dla mnie zbędna. Żebym mogła czuć się spełniona artystycznie, nie potrzebuje wzmianki w piśmie modowym. Dlatego nie uczestniczę w fashion imprezach, choć dobrze wyglądać oczywiście lubię. Zawodowo potrzebuję pięknych koncertów. Jednak, żeby na koncerty było zapotrzebowanie, potrzebuję dobrej piosenki. Oczywiście te dobre i chwytliwe często się nie wykluczają, jednak zazwyczaj są one dalekie od moich preferencji, a w pewnych kwestiach nie mogę się uginać.

Moim zdaniem show - biznes, to długi pociąg, który jedzie bardzo szybko, a w każdym wagonie jest jak u Tuwima. Kiedyś byłam tą walczącą. W przypływie frustracji napisałam nawet piosenkę „Szołbiznes”, ale wtedy bardziej ufałam ludziom i wierzyłam w to, co mówią. Do dziś nie rozumiem pewnych układów i gier. Teraz, im mniej o tym myślę, tym jestem spokojniejsza i szczęśliwsza.

Czyli rozumiem, że dzisiaj nie ufasz już ludziom?

Na pewno mniej. Otaczam się roślinami i starymi, zaufanymi znajomymi.

Ale padają głosy, że ci „odbiło”, że nie utrzymujesz albo wręcz unikasz kontaktów ze znajomymi sprzed lat?

Może powinieneś zapytać Julii, czy mi odbiło. Julia, to moja przyjaciółka, z którą się wychowałam. Ona zna mnie najlepiej. I mimo, że mieszka w Hamburgu, mamy taki kontakt, jakbyśmy nadal mieszkały obok siebie. Zawsze otaczałam się wianuszkiem kolegów i koleżanek, ale dziś każdy ma swoje życie, troski i obowiązki, rodziny. To normalne, że z czasem znajomości się weryfikują. Jest kilka osób, z którymi utrzymuję kontakt i nie muszę się tłumaczyć, dlaczego tak jest. 

Adam Sztaba starannie dobiera wokalistów, z którymi pracuje. Ty jesteś w stałej obsadzie. Czym jest to spowodowane: dobrymi kontaktami koleżeńskimi z kompozytorem czy umiejętnościami wokalnymi?

Adama poznałam przy okazji współpracy z jego orkiestrą, zaraz po publikacji piosenki „Ważne”. Od tamtej pory miałam kilka udanych utworów, które wykonuję z jego orkiestrą do dziś. Wystarczy wybrać się na któryś z koncertów, żeby posłuchać, że od pierwszych dźwięków słychać kunszt aranżacyjny i wykonawczy. Nie wszyscy to zagrają lub zaśpiewają. Myślisz, że koleżeństwo jest jakąś magiczną różdżką, która dodała tym muzykom talentu? Adam Sztaba to marka i autorytet, nie może sobie pozwolić na taką nieodpowiedzialność.

Czym urzekł cię Szczecin?

Szczecin, jak większość miast w zachodniopomorskim, wyróżnia architektura i poniemiecka kultura, bardzo – z resztą - bliska mojej estetyce. Osobiście najpiękniej wspominam żurawie i industrialny wjazd do miasta od strony Gorzowa Wielkopolskiego. To było kilka lat temu, ale widok pozostał mi w pamięci i wraca na samą myśl o Szczecinie. Nawiązałam też bardzo owocną współpracę z kilkoma szczecinianami.

Dziękuję za rozmowę.

 
Prestiż magazyn szczeciński
5( 71)
Maj'14