Skazani na golfa

Jedni uważają, że golf jest nudny, a inni, że to zajęcie dla tych, którzy są na sportowej emeryturze. Ale ci, co spróbowali uderzeń do dołka twierdzą, że wciąga jak narkotyk i są „skazani na golfa”. Tak jest w przypadku trójki Szczecinian, których ten sport zafascynował bez reszty. 

Autor

Jerzy Chwałek

galeria

Włodzimierz Bryła właściciel firmy Nika - Sport zainteresował się tym sportem 30 lat temu, na polu w Szwecji. Tyle, że na początku nie wiedział, co się robi na pagórkowatym terenie z idealnie równą trawą, bo w Polsce golf w czasach PRL-u był sportem nieznanym i tajemniczym, a pola golfowe taką samą rzadkością jak Coca-Cola sklepach.

Nie wiedział, co jest grane 

- Dosyć przypadkowo zobaczyłem, że na polu gdzie rosła zielona trawa i było bardzo czysto, stoi mnóstwo ludzi i czemuś się przyglądają - wspomina pan Włodzimierz pierwszy kontakt z golfem. 

 - Nie wiedziałem, co to jest i w co ci zawodnicy grają, ale tak mnie to zaciekawiło, że następnego dnia po turnieju wróciłem i obszedłem wszystkie górki, doły i bunkry z piaskiem.

Po kilkunastu latach pan Włodek po raz pierwszy wziął do ręki kij golfowy podczas imprezy bankowców w Łukęcinie i po pierwszych uderzeniach piłka poleciała ponad... 150 metrów.

- Jeden z doświadczonych zawodników spytał mnie czy już wcześniej grałem w golfa – wspomina.  -Oczywiście, następne uderzenia nie były tak dobre, ale jednocześnie sprawiły, że zacząłem myśleć, dlaczego nie udało powtórzyć się tych udanych. Ta walka samego z sobą jest najpiękniejsza w golfie, i ta walka trwa do w dziś. Wcześniej uprawiałem inne sporty, jak narciarstwo biegowe, gdzie obok siebie miałem rywala. W golfie jest tylko biała piłeczka przede mną i tylko na niej muszę się koncentrować. 

Szwedzi w sweterkach, Polacy w płaszczach

Trudne, ale i często zabawne początki z golfem miał Jarek Gaszyński, człowiek wielu profesji a dziś m.in. fotoreporter Prestiżu.

- Gdy zaczynaliśmy grać na polu w Łukęcinie, to miałem wspólne kije golfowe ze Sławkiem (red. Sławomir Piński dyrektor Binowo Park) - wspomina Jarek. - Nie tylko zresztą my, bo wiele osób pożyczało od innych kije. Też wspólnie ze Sławkiem i kilkoma kolegami byliśmy pierwszymi...polskimi członkami Amber Klubu w Międzyzdrojach. Przy Szwedach i Niemcach pod względem umiejętności a nawet strojów wyglądaliśmy ubogo - mówi Jarek, który wykonał ponad 40 tys. zdjęć na polach golfowych. 

I mimo, że teraz ma pole w Binowie znacznie bliżej, to wówczas grał w golfa częściej niż obecnie. Ze śmiechem wspomina historię związaną z odzieżą do gry w golfa. 

- Nie mieliśmy wtedy możliwości, żeby kupić ubiór zgodny z etykietą golfową. Na otwarciu i zakończeniu sezonu często było zimno i deszczowo, więc ubieraliśmy się, jak kto mógł - w ciepłe kurtki albo zimowe płaszcze, a często mieliśmy na nogach kalosze. Szwedzi natomiast chodzili w sweterkach i bardzo nas to dziwiło, że nie marzną. Tyle, że po pewnym czasie okazało się, że to nie były zwykłe sweterki, ale specjalne kilkuwarstwowe pulowery trzymające ciepło.

Pani Izabela Szukiewicz, właścicielka restauracji Bohema w Szczecinie, spróbowała uderzeń na polu w Binowie ponad 10 lat temu i choć nie były one udane, to golf wciągał ją z każdą następną wizytą na podszczecińskim polu.

- W golfie trzeba przejść przez okres próbny a później, niewiadomo kiedy następuje ten "klik" i człowiek zostaje - uważa pani Iza. - U mnie ten moment nastąpił, gdy nabrałam swobody grania i umiejętności, które pozwalają mi nie tylko trafiać w piłkę, ale też cieszyć się grą i całym anturażem związanym z przebywaniem na polu.

- Runda golfa trwająca jakieś 4 godziny to dla mnie czas odpoczynku i ucieczki od codziennych problemów - dodaje pani Iza, która potrafi jechać na pole golfowe rano przed pracą i nie potrzebuje partnerów do gry, żeby zaliczyć rundę golfa.

Życiowy sukces w Durbanie

Relaks, odpoczynek, atmosfera, kontakt z naturą to zalety gry w golfa, ale prędzej czy później przychodzi element rywalizacji i chęć sprawdzenia się z rywalami. 

Włodzimierz Bryła po kilkunastu latach gry zrobił wynik, który sprawił - jak sam mówi - że osiągnął w golfie wszystko. Dwa lata temu zajął 2 miejsce w swojej grupie w finale World Golfers Championship, czyli w finale mistrzostw Polski dla amatorów rozgrywanych w Binowie.

Wprawdzie do finału światowego, który odbywa się w Durbanie, darmowy wyjazd zapewnili sobie tylko zwycięzcy grup handicapowych, ale pan Włodek na własny koszt pojechał do RPA i wiedział po co.

- To 3 miejsce uznałem za wielki sukces i powiedziałem sobie, że osiągnąłem w golfie wszystko, a teraz mogę się już wyłącznie cieszyć grą w golfa - wspomina niezapomniane chwile z Durbanu.- Przełożyło się to na wyniki w następnych miesiącach i mój handicap - albo mówiąc prościej rekord życiowy - który poprawiłem o 10 punktów.

Nie tylko dla elit

Cała trójka naszych bohaterów podkreśla, że golf nie jest sportem elitarnym, jak był kiedyś.

- Drogie kije do golfa to mit - przekonuje pani Iza. - Owszem słyszałam o złotych kijach, ale robionych na zamówienie w Szanghaju. 

- Golf można uprawiać za stosunkowo niewielkie pieniądze - twierdzi Włodzimierz Bryła.- Bo komplet kijów można kupić już za 100 zł, a za wejście na pole trzeba zapłacić 50 zł. Ale przestrzegam, że golf to niebezpieczny sport, bo jeśli ktoś złapie bakcyla i znajdzie czas na grę, to wciąga ona bez reszty - śmieje się.  

Prestiż magazyn szczeciński
5( 71)
Maj'14