Kolba i jego zegarki

W swojej kolekcji posiada ponad 50 zegarków firm: Nautica, Ingersoll, Casio, Festina czy dotykowego Tissot Touch. - Wartości materialnej wielkiej nie mają, ale ogromną sentymentalną - przyznaje Marek Kolbowicz i opowiada o tym, jak udało się je zdobyć.

Autor

Andrzej Kus

galeria

Tak, jak kobiety kochają buty, tak mężczyźni mają ogromny sentyment do zegarków. Idealnie wpisuje się w to Marek Kolbowicz, czterokrotny mistrz świata w wioślarstwie i mistrz olimpijski z Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. Sportowiec, a obecnie szczeciński radny posiada imponującą kolekcję ponad 50 zegarków.

– Nie ukrywałem i wciąż tego nie robię, że je uwielbiam. Nigdy jednak nie nastawiałem się na ich kolekcjonowanie – przyznaje. – Pamiętam, jak dzisiaj, że moim pierwszym był Casio z czterema przyciskami i 12 melodyjkami. Nosiłem go jeszcze w czasach podstawówki. Fajnie wspominam też G-SHOCK`a, pierwszy wodoodporny nabytek. Używałem go podczas nurkowania.

Kolba przyznaje, że zegarki trafiały do niego przypadkiem. Najczęściej otrzymywał je jako nagrody w zawodach, prezenty od sponsorów czy przyjaciół. Bardzo często miał też szczęście w losowaniach. Gdzie się pojawiał – wracał z nową zdobyczą.

– Chociażby zegarek genialnej firmy Nautica. Byliśmy na imprezie, gdzie wziąłem udział w losowaniu. Trzeba było mieć ogromnego farta. Strasznie chciałem go wygrać, ale oprócz mnie taki zamiar miało z 200 innych osób. Wrzucało się karteczkę do specjalnej kuli. Pani mieszała, mieszała, wyciągnęła jeden kupon i słyszę, że wyczytuje moje nazwisko. Wygrałem! – opowiada Kolbowicz.

Starał się wykorzystywać każdą okazję. Wszystkie jednak w ramach dobrego smaku. Był na evencie Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa „Bezpiecznie nad wodą”. Sponsorem znowu była Nautica.

– Wiedziałem, że na spotkaniu będzie Brand manager i za punkt honoru postawiłem sobie, by załatwić całej naszej czwórce wioślarskiej zegarki. Poznaliśmy się, pogadaliśmy na plaży i efektem była właśnie taka przepiękna i praktyczna ozdoba na ręku – śmieje się Kolba.

Pekin kolebką „drogich” zegarków

Marek Kolbowicz był wśród sportowców, którzy godnie i z sukcesami reprezentowali nie tylko Szczecin, ale również całą Polskę podczas Igrzysk Olimpijskich w 2008 roku w Pekinie. Wraz z Michałem Jelińskim, Adamem Korolem i Konradem Wasielewskim zdobyli złoty medal w wioślarstwie. Oprócz najcenniejszego trofeum sportowego na kuli ziemskiej Marek przywiózł ze sobą jeszcze inne pamiątki. Trzyma je w osobnym specjalnym pojemniku.

– Trzeba być szaleńcem by kupić zegarek za 60 tysięcy złotych. A ja taki mam – pokazuje. – Jest to Philippe Patek. Nie potrzebuje baterii. By chodzić potrzebuje jedynie noszenia na ręku i wstrząsów. W Pekinie w wiosce olimpijskiej nosiłem też Breitlinga. Koszmarnie drogi. Jednak tak naprawdę mieli go tam wszyscy – opowiada. – Zapłaciliśmy za nie porażające sumy…30 złotych za każdy.

Chińczycy mają to do siebie, że potrafią zrobić praktycznie wszystko. Odwzorować z aptekarską dokładnością. Tak jest i w przypadku czasomierzy.

– Pamiętam, jak dziś. Leżeliśmy na łóżkach w moim pokoju w wiosce i przyszedł do nas chiński psycholog. Po krótkiej rozmowie zabrał do pokoju, gdzie leżało rozrzuconych kilkadziesiąt zegarków teoretycznie bardzo drogich, praktycznie podróbek. Nie mogłem nie skorzystać, kupiłem kilka. Nie noszę ich oczywiście, a leżą w pudełkach i stanowią super pamiątkę. Chwilę później zabrał nas na zaplecze, gdzie były sejfy. Otworzył i wyciągnął egzemplarze, które miały być oryginalne. Sprzedawał je po „okazyjnej” cenie. Laika może by i nabrał. W rzeczywistości to były te same zegarki, które leżały porozrzucane wcześniej na kanapie. Tyle, że ładniej zapakowane i trzymane w ekskluzywnych warunkach. Nie nabrałem się, ale widziałem, jak przyszła inna osoba, która kupiła po tysiąc dolarów… i to nie jeden, a kilka.

Przyjaciele nie mają problemu, co kupić Kolbie na specjalne uroczystości. Każdy taki prezent sprawia mu ogromną radość. Na 40. urodziny otrzymał pojemnik na zegarki ze specjalną dedykacją.

– Wspaniale wspominam Ingersolla. Kupiłem go, jako jeden z niewielu z mojej kolekcji, gdy znaleźliśmy się wśród najlepszych 10 sportowców Przeglądu Sportowego. Jest zjawiskowy.Calvina Kleina sprawiłem też mojej żonie. Dostała go przed samym wyjściem na galę. Teraz każdy zegarek z kolekcji jest na inną okazję: latem uwielbiam nosić niebieską Nauticę. Do pracy natomiast ubieram czarną. Również Nautica towarzyszy mi podczas każdej sesji rady miasta. Nie ma dnia, bym założył zegarek ten, co był dzień wcześniej.

Kolba „ma już oko” na kolejne czasomierze. Jednak znowu nie będzie łatwo.

– Jest kilka: ze 3, 4 Festiny, ze 3 Diesle, nie mam Calvina Kleina, ale myślę, że kiedyś, po sprzedaniu nerki będę miał Edoxa. Szkoda, że nie mam komunii – śmieje się.

Podpowiada też wszystkim paniom, w jaki sposób powinny kupować je swoim towarzyszom.

– Reguła jest jedna: chcesz kupić zegarek, spytaj jaki się podoba. Łatwo jest nie trafić w gusta. Jest to zawsze bardzo fajny prezent dla każdego faceta, nie znam takich, co nie lubią mieć kilku do wyboru, czy nie mają swoich ulubionych. Warto w to zainwestować, sprawiają wiele radości. 

Prestiż magazyn szczeciński
5( 71)
Maj'14
gajda