Miej zdrowe dziecko

Zanieczyszczone powietrze, genetycznie zmodyfikowana żywność i sterylny tryb życia. W trudnych czasach wychowujemy dzieci. Wirusy, alergie… nasze pociechy częściej chorują niż my, kiedy byliśmy dziećmi. O tym, co się zmieniło - mówi dr Paula Szołomicka- Kurzawa, pediatra.

Autor

Aneta Dolega

Czy to prawda, że pokolenie 60’ - 80’ w dzieciństwie chorowało rzadziej niż obecne? 

To prawda. Wpływ mają dwa czynniki: zanieczyszczone powietrze i to, że jesteśmy przepielęgnowani. Oznacza to przesadną czystość, trzymanie naszych pociech pod kloszem. Druga rzecz, że jak rodzice mają alergie, to dziecko ma 70 procent szansy, że też będzie alergikiem. Jest coś takiego, co nazywamy „marszem alergicznym”. Najpierw maluch ma alergię na jedną rzecz, a z wiekiem na następne.

Alergie mogą doprowadzić do astmy?

Przez jakiś czas twierdzono, że mają na to wpływ tylko alergie wziewne. W tej chwili z zgodnie z „marszem alergicznym” nawet jak występuje tylko alergia pokarmowa, to następna może okazać się wziewną. Z kolei jak jest dużo alergii zwiększają się predyspozycje do innych chorób. 

Jakich dokładnie chorób?

Takich, które wcześniej nie były diagnozowane. Kiedyś jak dziecko bolał brzuch, to znaczyło to tylko tyle, że boli go brzuch i nic więcej. W tej chwili robi się endoskopię i wychodzi, że to nie ból brzucha tylko zapalenie żołądka, albo refluks żołądkowo - przełykowy. Podobnie ze wzrostem. Dziecko nie rosło, to uważano, że to po niskich rodzicach. Teraz mówi się o niedoborze hormonu wzrostu. Zmienia się także obraz chorób. Dobrym przykładem jest ospa. Kiedyś objawiała się w ten sposób, że dzieciaki miały krosty na twarzy, trochę na brzuchu i niewysoką gorączką.  Obecnie w wyniku mutacji tego wirusa ospa, to nie są wyłącznie krosty na twarzy, których nie wolno rozdrapywać. Pojawiają się w jamie ustnej i okolicach krocza. Do tego występuje gorączka sięgająca prawie 40 stopni. 

Kolejna niepokojąca rzecz to antybiotyki, które niektórzy lekarze bardzo chętnie przepisują..

Faktycznie jest tak, że według niektórych lekarzy antybiotyk jest panaceum na wszystko. Z drugiej strony mamy rodziców, którzy chcą mieć problem załatwiony szybko i proszą o przepisanie antybiotyku, albo wręcz każą go przepisać. To niczego nie załatwia, gdyż większość chorób przeziębieniowych u dzieci to wirusy i antybiotyk jest bezradny.  W takiej sytuacji dziecko powinno zostać dłużej w domu, pomoże mu inhalacja, witaminy. Na szczęście jest coraz więcej rodziców, którzy szukają alternatywnych sposobów leczenia np. homeopatią. Antybiotyki działają tak, że po ich odstawieniu przez jakieś dwa tygodnie odporność organizmu maleje. Po tym okresie wpada się w następną chorobę, zazwyczaj wirusową. I znowu zaczyna się leczenie antybiotykiem, czyli błędne koło. Antybiotyki oprócz tego, że zwalczają chorobę, przy okazji wypłukują florę bakteryjną. Właściwe bakterie, które mamy w jelitach stanowią obronę przed alergiami i niektórymi infekcjami. W ich miejscu pojawiają się grzyby, które nasilają podatność organizmu na infekcje. Antybiotyki ograniczają apetyt, czyli nie dostarczamy organizmowi witamin. 

A suplementy diety, czyli zestawy witamin w pastylkach, które zaczynają łykać najmłodsi? 

To błąd wielu mam. Pastylki nie zastąpią owoców i warzyw. Nie wchłaniają się dobrze, więc ich działanie jest znikome. Należy dbać o zdrową dietę najmłodszych, dostarczać im naturalnych składników. W czasach, kiedy żywność jest modyfikowana genetycznie nie jest to już takie proste, ale warto poświęcić czas. 

Możemy jakoś zminimalizować problem?

Z jednej strony przesadne dbanie o czystość i zdrowie naszych dzieci nie jest do końca dobre, gdyż w pewnym stopniu zmniejsza się ich odporność na wszelkie infekcje i alergie. Z drugiej zaniedbywanie też ma zgubny wpływ na nasze pociechy. Trudno znaleźć złoty środek.

Prestiż magazyn szczeciński
5( 71)
Maj'14
gajda