Bezogródek

"Pamiętajcie o ogrodach
Przecież stamtąd przyszliście
W żar epoki użyczą wam chłodu
Tylko drzewa, tylko liście"  /Jonasz Kofta/

Autor

Szymon Kaczmarek

Są tacy, co to wakacje najchętniej spędziliby w ogródku. Piwnym. Słonko świeci, w szkle napój w słonecznym kolorze, świat powoli przesuwa się przed oczami i to bez najmniejszego wysiłku obserwatora. Błogość, radość, wakacje… Będąc człekiem o dość upierdliwym charakterze (nie bez znaczenia jest w tym przypadku data urodzenia) zacząłem się zastanawiać nad powodem, dla którego miejsce spożywania piwa zwane jest ogródkiem?

Ani tu grządki, ani trawnika. Z upraw tylko uprawianie konwersacji, a i ono w miarę upływu i czasu i napojów mocno utrudnione. Ani truskawek zerwanych z krzaka, ani nawet altanki. Czy cztery krzesełka i stolik wystawione w centrum miasta na chodniku to już ogródek, czy wciąż tylko piwiarnia? Pytania się mnożą, a w ogródku samo nie urośnie.

No, bo weźmy proszę Społeczeństwa taki choćby Deptak Bogusława i jego zadziwiającą różnorodność i formy i ogródkowej treści.Od miejsc, których wystrój wskazuje na budowlane koneksje projektanta (ogródek zrobiony z palet) przez mroczny barak oklejony folią, po futurystyczne akwarium. Gdzieś pośrodku tego architektonicznego galimatiasu plasuje się konserwatywna, szaro pomarańczowa plama placówki kulturalnej zwanej "TM". A jak wieść gminna niesie, jeden z nowych ogródków będzie na piętrze! Czy to jeszcze ogródek, czy już bardziej balkonik?

Położenie geograficzne naszego Miasta nie sprzyja przesiadywaniu do wczesnych godzin porannych przy szklance tego, czy owego rozprawiając z Przyjaciółmi o obliczach świata naszego i rozmieszczeniu kiosków "Ruchu" w województwie małopolskim. Jak mawiają możni sceny politycznej: "Sorry, taki klimat".  Z zazdrością obserwowałem ogródkowe raje w krajach śródziemnomorskich, a czasami jeszcze dalej na południe i wschód. Tam sztuka ogródkowania osiągnęła niedoścignioną doskonałość. Jakoś tak sprytnie sobie chłopaki - południowcy to poukładali, że oni przez cały boży dzień na kawce, lub herbatce w ogródku, a kobiety w robocie. Po prostu męski Raj!

Są takie regiony świata, gdzie oprócz kawy, piwa, czy herbaty w ogródku można zjeść niezwykłe potrawy przygotowywane na paleniskach tuż pod nosem klienta. W wielu azjatyckich miastach stoliki, przy których słychać mlaskanie zadowolonych gości ciągną się kilometrami po obu stronach zatłoczonej ulicy, a czynne są przez dwadzieścia cztery godziny na dobę! 

Nie wiem jak oni to robią, ale na wolne miejsce zawsze trzeba dość długo czekać. Nie pamiętam bym widział podobne zjawisko w moim mieście, a przecież... Wyobraź sobie Czytelniku: otoczony wysokimi krzewami ogródek, w którym centralne miejsce zajmuje stanowisko kucharza uwijającego się wśród aromatycznych zapachów kulinarnych specjałów. Wszystko to na oczach zgłodniałych od samego widoku gości. Przecież wiadomo nie od dziś, że najchętniej jemy oczami! Przyniesiony z zaplecza najsmaczniejszy schabowy nie będzie tak atrakcyjny jak najprostsza, ale na widoku zmieszana sałatka z tuńczykiem. I ładnie i smacznie i jeszcze element edukacyjny dla kuchennych nieuków.

Wróćmy jednak na rodzime podwórko. Pisałem wielokroć, że smak zależny jest od okoliczności spożywania darów pańskich. Dobrze usmażona ryba z widokiem na Odrę smakuje z pewnością bardziej niż jedzona w piwnicznej izbie. Tymczasem nasze ogródki w przerażającej większości stanowią przypadkowy zlepek firmowych krzesełek i parasoli najczęściej zupełnie różnych od serwowanego napoju. Na dodatek ustawiane są w miejscach niejednokrotnie powodujących zdumienie i podziw dla wyobraźni Gospodarzy: to wśród tych spalin samochodowych też smakuje??? Apeluję do szanownych Właścicieli szczecińskich lokali o odrobinę kreatywnej wyobraźni! Stoliki z palet były ciekawostką w pierwszym tego typu miejscu, naśladownictwo świadczy jedynie o skąpstwie i szukaniu oszczędności Na klientach, nie DLA nich. Jeśli to ogródek, postawcie, choć jedną doniczkę z czymkolwiek zielonym, nawet z kaktusami.

Cóż, sezon działkowy, przepraszam, ogródkowy dopiero się zaczyna, doczekamy więc może ciekawych artystycznie i kulinarnie inicjatyw. Niech wymusi je frekwencja. Omijajmy tandetę szukając tej odrobiny architektonicznego szaleństwa, które niczym najlepsza przyprawa doda smaku serwowanym jadu i napojom. Ale co tam, przecież ja się nie znam na ogrodnictwie.

Szymon Kaczmarek

 
Prestiż magazyn szczeciński
6( 72)
Czerwiec'14
gajda