I po wyborach

Autor

Krzysztof Bobala

Pierwszych w tym roku, ale dających już przedsmak tego co nas czeka przy okazji jesiennych wyborów samorządowych. Kłótnie polityków różnej orientacji, ciągnące się jak przysłowiowe „flaki z olejem” audycje poświęcone wyborom do europarlamentu i wreszcie wywołujące u większości najpierw śmiech, a potem zażenowanie – wyborcze spoty reklamujące różnorakie partie czy ugrupowania. I teraz wyjaśnienie dla moich przyjaciół, którzy podejrzewam są mocno zdziwieni tymi kilkoma zdaniami na początek mojego comiesięcznego felietonu.

Bobala i polityka – to niemożliwe. Jestem osobnikiem raczej apolitycznym i jeżeli nawet mam jakiś ulubionych polityków czy ugrupowania, to publicznie o tym się nie wypowiadam. Dlaczegowięc polityka znalazła się w felietonie ukierunkowanym na jednak dużo milszą dziedzinę życia jaką jest sport? Otóż ma to swoje wytłumaczenie. Przy okazji eurowyborów odbyło się w Krakowie referendum. A jego temat już był z kręgu moich zainteresowań. Chcemy zimowej olimpiady pod Tatrami czy nie chcemy? I niestety dla wielu, niestety dla polskiego sportu i niestety dla promocji naszego kraju odpowiedź jednoznacznie brzmiała – nie chcemy. A właściwie nie chcą go mieszkańcy stolicy Małopolski, bo przecież tylko oni głosowali. I zaczęło się. W całej Polsce głosy oburzonych obywateli.

Górale prawie ogłaszają strajk z blokowaniem „Zakopianki” włącznie. Znani sportowcy, z Adamem Małyszem na czele, krzyczą w mediach, że to skandal i już nigdy taka szansa się nie powtórzy. Generalnie cała Polska skanduje: chcemy igrzysk! Cała Polska, ale nie mieszkańcy Krakowa. Oni jednak wybrali oszczędność na rzecz metra w mieście, remontu dróg czy większej ilości komunalnych mieszkań. Wybrali – chleb. Czy można ich za to ganić, obrażać czy negatywnie oceniać? Moim zdaniem nie. Soczi pokazało, że szczęśliwy z igrzysk (oczywiście poza sportowcami, szczególnie tymi, którzy zdobyli medale) był tylko prezydent Putin i jego najbliższe otoczenie. Mieszkańcy miasta ostatniej olimpiady raczej wypowiadali się o imprezie w tonie negatywnym. Że straszny bałagan, że wszystko robione „pod publiczkę”, że korupcja i brak pomysłu na wykorzystanie obiektów w przyszłości, że wcale nie zarobili na tym wydarzeniu.

Czy w Polsce byłoby inaczej? Nie sądzę. Politycy nie odpuściliby takiej szansy zaistnienia, w finansowanie zaangażowany byłby cały kraj, a środki, które moglibyśmy przeznaczyć na sportowe wychowanie najmłodszych, uciekłyby w sferę kolejnych przetargów na roboty budowlane. Czy aby na pewno warto? Ja mówię nie. To jednak „tylko” olimpiada zimowa, dużo mniej popularna niż jej letnia siostra. Lepiej powalczyć o kolejne EURO, Mistrzostwa Świata w jakiejś bardzo popularnej dyscyplinie, np. lekkiej atletyce. Splendor będzie porównywalny, a koszty kilkukrotnie mniejsze. Może przyjdzie taki czas, że gospodarka naszego kraju będzie tak mocna, że nie będziemy musieli wybierać pomiędzy chlebem a igrzyskami. I wtedy będę za zimową olimpiadą w naszym kraju. Ale dopiero wtedy.

Krzysztof Bobala

 
Prestiż magazyn szczeciński
6( 72)
Czerwiec'14
gajda