inSPIRUJĄCA dekada

Coroczna zmiana konwencji, uciekanie od prezentowania ciągle tych samych nazwisk, unikanie „celebryctwa”, czyli że trzeba kogoś pokazać, bo jest akurat popularny - to wyróżnia szczecińskie inSPIRACJE wśród innych festiwali - uważa ich szef, Krzysztof Ked Olszewski. Impreza ma już dziesięć lat. Swój jubileusz postanowiła uczcić ekstremalnie, bowiem to „xtreme” będzie hasłem przewodnim tegorocznej edycji. 

Autor

Aneta Dolega

galeria

Minęło trochę czasu od pierwszej edycji inSPIRACJI. To ekstremalnie dużo czy ekstremalnie mało?

– Patrzę na nas i widzę, że jesteśmy ciągle młodzi (śmiech). Z drugiej strony – masakra. Wyobraź sobie, że w czasie pierwszej edycji zachodzisz w ciążę i na tegoroczny festiwal przychodzisz z dziesięcioletnim młodym człowiekiem. Czas leci…

Od czego się to wszystko zaczęło?

– Historia jest taka, że pracujący wtedy z nami, wówczas niespełna dwudziestoletni Radek Nagay, ubrał się w garnitur, wziął od ojca laptopa i w takim menadżerskim, „poważnym” outficie wybrał się ze mną do wszystkich instytucji kulturalnych z ofertą współpracy (śmiech). Mieliśmy opracowany plan gry: artysta i menadżer proponują zorganizowanie szeregu wystaw i szukają pomocy. Nie myśleliśmy wtedy o tym jak o cyklu imprez, które będą się odbywały corocznie. Tak przygotowani, z konkretnym pomysłem, zrobiliśmy ogromne wrażenie. inSPIRACJE wystartowały jako inicjatywa grupy przyjaciół. Dopiero przy drugiej edycji nabrało to mocy festiwalu. Zobaczyliśmy wtedy, jaki jest głód sztuki w tym mieście. Dobrym tego przykładem był wernisaż Galerii Bezdomnej w nieistniejącym już Barze Extra. Wpadły tam tłumy ludzi, a impreza trwała do późnej nocy. Ludzie byli wręcz podekscytowani możliwością uczestniczenia w tym wydarzeniu. Przez te dziesięć lat przez inSPIRACJE przewinęło się dużo fantastycznych osób. Wiele z tych postaci poszło własną ścieżką artystyczną, podostawało się na uczelnie wyższe, zaczęło tworzyć własne projekty. To chyba świadczy o tym, że pełniliśmy również rolę edukacyjną.

Każdej edycji festiwalu przewodzi konkretne hasło. Były już m.in. „space”, „memoris” „glamour”, „genesis”, w tym roku mamy „xtreme”. Według jakiego klucza wymyślasz przewodnie hasło inSPIRACJI?

– Hasło z jednej strony musi być konkretne, z drugiej szerokie. Musi dać artyście swobodę wypowiedzi. Ważne jest, by nie było martwe, żeby było aktualne i w jakiś sposób odnosiło się do rzeczywistości. Hasło to jedno, obok niego wprowadziliśmy również medium przewodnie. Raz był to komiks jako dominująca forma wyrazu, drugi raz moda i fotografia fashion, w tym roku jest dużo performance’u.

Która według ciebie edycja inSPIRACJI była najmocniejsza?

– „Glamour” dodało nam wiatru w żagle i pozwoliło robić rzeczy spektakularne. Udało nam się połączyć sztukę z modą, zaprosić do współpracy głośne nazwiska, zgromadzić ogromną ilość ludzi. Samo postawienie pawilonów na Wałach Chrobrego, gdzie odbywały się wystawy, koncerty, pokaz mody Krzysztofa Stróżyny, choć ryzykowne, odbiło się echem. Wyszliśmy też poza Szczecin, goszcząc w berlińskim muzeum Helmuta Newtona.

Co wyróżnia InSPIRACJE na tle podobnych przedsięwzięć w Polsce?

– Myślę, że coroczna zmiana konwencji, uciekanie od prezentowania ciągle tych samych nazwisk, unikanie „celebryctwa”, czyli że trzeba kogoś pokazać, bo jest akurat popularny. Nieprzestrzeganie regulaminu, że na konkurs, który zawsze towarzyszy festiwalowi, mogą swoje prace zgłaszać osoby do 35 roku życia, co dominuje niemal w całej Europie. To pracuje na charakter tej imprezy. Hasło jest potrzebne, żeby trzymać nas w dyscyplinie.

Tegoroczne hasło, które doskonale wpisuje się w naszą rzeczywistość brzmi „xtreme”. Jak bardzo ekstremalny będzie tegoroczny festiwal?

– Zarzucono nam, że ostatnio zrobiło się u nas biblijnie: „genesis”, „paradise”, „apocalypse”. Pomyślałem, że trzeba to zmienić, że te dziesięć lat skłania po sięgnięcie do tradycji. I przypomniała mi się bardzo dobra szkoła polskiego perfomance’u, czyli rzeczy radykalne, szczere, często dotykające fizyczności, na pograniczu zdrowia. Będzie też mocno egzotycznie, pokażemy artystów z Tajlandii, Australii, Japonii. Samo hasło, jak słusznie zauważyłaś, odnosi się do tego, co dzieje się aktualnie. Będzie więc wątek ekstremalności totalitarnej, czyli zjawiska związanego z polityką, będzie watek wiary związany, m.in. z sektami, będą uzależnienia, i to o czym mówiłem wcześniej ekstremalność w samym wyrazie.

Jak myślisz, udało wam się zainspirować Szczecin?

Festiwal odbywał się i w marcu i w czerwcu, niezależnie od wszystkiego i zawsze cieszył się dużą popularnością. Są stali goście, ale pojawiają się też nowi, młodzi ludzie. Ale mam świadomość, że nie będzie to trwało wiecznie. Na pewno po tych latach będziemy chcieli coś zmienić w formule festiwalu. Zwyczajnie, żeby nie zgnuśnieć.

Dziękuję za rozmowę.

 

Od początku istnienia inSPIRACJI w festiwalu wzięło udział blisko 600 artystów z całego świata. Znaleźli się wśród nich, m.in. tak wybitni reżyserzy filmowi jak Peter Greenaway, Lech Majewski i Zbigniew Rybczyński, legendarny fotograf Helmut Newton, gwiazda dizajnu Karim Rashid, kontrowersyjny rzeźbiarz David Cerny, jeden z najciekawszych projektantów mody młodego pokolenia Krzysztof Stróżyna, znakomici autorzy komiksów, czyli Jakub Rebelka i Przemek „Trust” Truściński, genialny fotograf i performer Maurycy Gomulicki i tak nietuzinkowi artyści jak Gregor Schneider, Democracia, Małgorzata Abakanowicz czy Hauschka.

 
Prestiż magazyn szczeciński
6( 72)
Czerwiec'14