Skrawek wiosny

Na portugalskiej Maderze przebywali m.in Krzysztof Kolumb, Józef Piłsudski i Ernest Hemingway. Urodził się na niej Cristiano Ronaldo, czyli jeden z najlepszych piłkarzy na świecie. Nazywana krainą wiecznej wiosny, wyspa przyciągnęła zimową porą
dwoje innych znakomitości. To tu swoją romantyczną podróż odbyli aktorka Sylwia Różycka i alpinista Marcin Tomaszewski.

Autor

Aneta Dolega

Pomysł poznania bliżej Madery zrodził się spontanicznie, a wpływ na nasz wybór miała panująca tam aura. Pragnąc skrócić sobie okres zimowy w Polsce uznaliśmy, że podróż na portugalską wyspę pozwoli nam na jakiś czas zapomnieć o mrozach. Spodziewaliśmy się, że pogoda to tylko jeden z wielu aspektów bajki, w jakiej udało nam się znaleźć. – wspomina Sylwia. – I tak pod koniec stycznia wylądowaliśmy na dziewiątym z listy najniebezpieczniejszych lotnisk na świecie…

Długie lądowanie

Nie bez przesady portugalskie lotnisko występuje tak wysoko w rankingu. Znajdujące się na malutkiej wyspie (długość 60 km, szerokość 20 km) posiada pas startowy o długości zaledwie 2,7 km. Dodatkowo pas jest wyżłobiony w skale i prowadzi wprost do oceanu. Architektura lotniska plus silne turbulencje i uskoki wiatru w różnych kierunkach stanowią problem podczas lądowania nawet dla najbardziej doświadczonego pilota. Dodatkową przeszkodą są jeszcze ptaki, które potrafią wyrządzić ogromne szkody i doprowadzić do katastrofy. Swego czasu głośno było o lotnisku, a to za sprawą katastrofy lotu TAP Portugal 425 w 1977 roku. Zginęło wtedy aż 131 osób. Pomimo tej wątpliwej „atrakcji” wyspa jest coraz chętniej odwiedzana przez turystów. Jej pejzaż i klimat rekompensują niebezpieczeństwa podróży.

– Madera ukazała nam się jako kraina zarówno gigantów jak i pokrytych mchem niepozornych pagórków – kontynuuje opowieść Sylwia. – Te pierwsze sąsiadują z oceanicznymi bałwanami, te drugie wzbijają się nad chmurami tworząc w towarzystwie słońca nasycony zielenią dywan.

Naturalny budzik

Faktycznie ta portugalska wyspa kołysząca się na falach Oceanu Atlantyckiego to zadziwiająca mieszanka morza i gór, słońca i deszczu. Jedynie kaprys historii sprawił, że należy do Europy, a nie do znacznie bliższej (odległością i klimatem) Afryki. Przewodniki nazywają Maderę wyspą wiecznej wiosny. Przez cały rok jest tu łagodny klimat, który nie rozleniwia skwarem i nie zniechęca chłodem. Latem temperatura rzadko przekracza 25°C, a zimą rzadko spada poniżej 20°C, ale w ciągu jednego dnia można tu przeżyć cztery pory roku.

– Uroki Madery z każdą chwilą oddalały nas od prozy życia. Pierwszy raz od wielu miesięcy zamiast budzika ze snu wybudzały nas promienie słońca oraz szum – błyszczących w jego świetle – fal oceanicznych – zachwyca się aktorka. – Tutejszy klimat zwolnił nasze obroty i obrał inny kurs, dzięki czemu nie pędziliśmy na złamanie karku. Był czas na wspólny posiłek, spacery i wieczorne – o przeżytym dniu – rozmowy. Tyle ciekawych miejsc widzieliśmy dokoła, że nie sposób się tym ze sobą nie podzielić, co uważamy za cel każdej podróży.

Utonąć w winie

Para wędrówkę rozpoczęła od wschodniej strony wyspy.

– Minęliśmy miejscowość Santa Cruz, będącą kwintesencją prostoty mogącą poszczycić się kamienistą plażą oraz targiem, który tętni życiem okolicznych rybaków i rolników – mówi Sylwia. – W restauracjach kuszono nas lokalnymi specjałami i wyjątkową atmosferą, tworzoną przez portugalskie Fado na żywo.

Jak przystało na wyspę, na stołach królują tu ryby i owoce morza. Tutejszą specjalnością jest tuńczyk podawany na niezliczoną ilość sposobów oraz espada (pałasz poławiany na głębokości ok. 1 km) ze smażonymi bananami, a także krewetki, małże, ośmiornice, kraby i langusty. Sztandarowym trunkiem jest wzmacniane wino madera, alkohol którego wielbicielem był Napoleon, a w którym to według legendy w 1487 roku królewski brat, diuk of Clarence, postanowił się utopić.

– Urokliwe miasteczko Porto da Cruz, które odwiedziliśmy, słynie z czarnego piasku oraz pięknego kąpieliska, ale także ze święta wina, które odbywa się tu co roku we wrześniu – opowiada rozmówczyni. – Dawniej wino przenosili tragarze, tzw. „pijaczkowie” w worach z koziej skóry, którzy wędrowali tak do stolicy Madery – Funchal. Teraz jest ono na każdym stole.

Wietrzna samotnia

Sylwia i Marcin w czasie podróży dotarli także do Półwyspu Sao Lourenco, najbardziej wysuniętego na wschód fragmentu wyspy. Półwysep to wietrzna samotnia, miejsce odosobnienia, szczególnie w godzinach popołudniowych. To miejsce wysokich klifów i głębokich rozpadlin, opadających pionowo do morza. Popielate odcienie czerwieni, pomarańczy, brązu i purpury wulkanicznej tworzą jedyny w swoim rodzaju mix kolorów i form skalnych.

– Przyszło nam podziwiać pięknie zarysowaną linię wybrzeża i wyszukane formacje skalne. Ze smaganego wiatrem, ogrzewanego słońcem półwyspu można również dostrzec podchodzące do niełatwego lądowania samoloty. To jedno z najbardziej malowniczych miejsc na wyspie choć nie jedyne. Atrakcyjność Madery jest nieograniczona – zapewnia Sylwia.

Niezwykli są też sami mieszkańcy wyspy. Żyją spokojnie, nie komplikując sobie zbytnio życia. Są serdeczni także dla przyjezdnych i choć nie rozmawiają swobodnie w języku angielskim są komunikatywni.

W stolicy Madery żyje ok. 1/3 wszystkich mieszkańców wyspy. – Czuje się bezgraniczną gościnność i serdeczność. Zauważa się też w oczach ludzi tam żyjących znaczący wpływ tego, co ich otacza na co dzień – stwierdza aktorka.

Oświadczyny na wulkanie

Mader w języku portugalskim znaczy „drewno”. Powstała w wyniku serii erupcji podwodnego wulkanu. Masa skał i gazów, która wyłoniła się z podwodnego krateru stworzyła ten fantastyczny krajobraz. 

– Wynurzona z głębi Atlantyku wyspa okazała się być rajem dla piechurów i miłośników nieskażonej natury. Beztroskie podróżowanie we dwoje może być czymś w rodzaju próby otwierania się na swoje potrzeby jak również idealną okazją do świętowania siebie. Podczas pobytu na wyspie dzieliliśmy trudy na dwa, a mnożyliśmy razy dwa szczęście, co zakończyło się oświadczynami ponad chmurami przy zachodzie słońca – kończy opowieść Sylwia.

Prestiż magazyn szczeciński
6( 72)
Czerwiec'14