Para książęca zdobyła Szczecin

Uśmiechnięci, rozluźnieni, sympatyczni, zwyczajni. Tak ich zapamiętają szczecinianie. Pierwszy raz w powojennej historii tego miasta w jego mury zawitała książęca para. Następca tronu Danii Frederik i jego małżonka księżna Mary, przylecieli do Szczecina na jeden dzień. Tylko w Prestiżu kulisy wizyty książęcej pary.

Autor

Aneta Dolega

W Szczecinie wylądowali duńskim samolotem wojskowym i po oficjalnym powitaniu udali się na uroczyste śniadanie do prezydenta Piotra Krzystka. Wysoko urodzonym gościom zaserwowano, m.in. jaja po benedyktyńsku, tradycyjne wędliny, różne gatunki serów i twarogów, kilka rodzajów pieczywa i napoje. Księżna była ubrana we wzorzystą suknię i na to zarzucony jasny płaszcz, natomiast książę na tę okazję wybrał granatowy garnitur i błękitną koszulę. Para w Szczecinie pojawiła się ze świtą złożoną z damy dworu, trzech ministrów: handlu i rozwoju współpracy, zdrowia oraz środowiska. Dodatkowo towarzyszyła im delegacja duńskich biznesmenów. 

Poza protokołem

Nie bez powodu Frederik i Mary uchodzą w Europie za najbardziej lubianą i otwartą parę książęcą. Było to widoczne nawet podczas oficjalnych rozmów, mimo że dotyczyły głównie tematów gospodarczych. W czasie ich trwania można było parze książęcej zadawać pytania bezpośrednio, bez dworskiej i dyplomatycznej „cenzury”. Ponadto książę Frederik zaskoczył wszystkich podczas wizyty w Trafostacji Sztuki, kiedy to zupełnie znienacka wpisując się do pamiątkowej księgi, rzucił „fajnie tu”.

Wizyta Frederika i Mary w Szczecinie zbiegła się z 10 rocznicą ich ślubu, co zresztą było zwyczajnym przypadkiem. Jednak nie zabrakło prezentów i z tej okazji. Para książęca otrzymała od miasta w prezencie, m.in. piękny jedwabny malowany ręcznie szal z wizerunkiem Zamku, porcelanowy zestaw kawowy i tort, specjalnie upieczony z okazji ich ślubu. W międzyczasie książę z małżonką zjedli uroczysty obiad, na który złożyły się polędwiczki z kurkami, jako danie główne, śledzie na przystawkę i panna cottę z owocami leśnymi na deser. Wieczorem odlecieli do Kopenhagi, gdzie czekała na nich rodzina.

Miłość z baru

Trudno znaleźć bardziej romantyczną i zarazem wyluzowaną parę książęcą w Europie. Frederik i Mary reprezentują to, czego brakuje sztywnemu dworowi brytyjskiemu. Są młodzi, piękni i poznali się w... knajpie. Ona, Australijka z dyplomem prawnika i on następca tronu Danii, inteligent z opinią playboya i wielbiciel sportów ekstremalnych. Wpadli na siebie w Sydney w czasie Igrzysk Olimpijskich w 2000 roku. Zanim związali się węzłem małżeńskim, Mary Donaldson porzuciła australijskie obywatelstwo, a Frederik kawalerski tryb życia, utrzymywali przez jakiś czas znajomość na odległość. Czym uwiodła księcia wygadana Australijka, że porzucił dla niej dotychczasowe życie? Trudno powiedzieć. Być może swoją naturalnością, intelektem i spontanicznością, której zwolennikiem zawsze był sam książę. Mary w momencie poznania przyszłego męża nie miała pojęcia kim jest „Fred z Danii” jak jej się na początku przedstawił.

Znajomość przetrwała i rozwinęła się w głębokie uczucie. Mary porzuciła ojczyznę i przyjęła nie tylko obywatelstwo duńskie, ale również książęce oświadczyny. Ślub odbył się 14 maja 2004 roku w Von Frue Kirke w Kopenhadze. Kiedy Mary szła do ołtarza w oczach księcia pojawiły się łzy. Para przez całą ceremonię przytulała się i czule całowała. Rok później przyszło na świat ich pierwsze dziecko. Po synu urodziła się córeczka, a później bliźnięta.

Fajni, niezwyczajni

Trudno we wspólnej biografii Frederika i Mary znaleźć rysę. Nawet kawalerskie ekscesy księcia nie kładą się cieniem na jego aktualnym życiu. Przyszły król Danii jest uwielbiany przez swoich rodaków. Kiedy ma wolną chwilę jeździ na rowerze albo uczestniczy w maratonach. Jego żona równie uwielbiana, jak na księżną prowadzi skromne i zwyczajne życie. Nie wydaje fortuny na garderobę, może poza Pradą, której jest wielbicielką. Bezpośredni, zawsze uśmiechnięci, Mary i Frederik. Nie lubią, kiedy zwraca się do nich „wasza wysokość", nie są kapryśni, nie otaczają się ogromną świtą, nie oddzielają się murem od świata. Można ich spotkać w miejscach, do których chodzą zwykli śmiertelnicy. Spokojni, rozluźnieni, mają do siebie dystans i nie przypominają klasycznych arystokratów.

Prestiż magazyn szczeciński
6( 72)
Czerwiec'14