Wielka piłka

Niejednokrotnie wyrażałem swoją opinię, że za futbolem nie przepadam. Jeżeli ktoś z piłkarskich fanów chce przekonać takich jak ja, niezdecydowanych, to mistrzostwa świata są okazją do tego doskonałą.

Autor

Krzysztof Bobala

Początek wakacji. Pogoda taka sobie. Szału nie ma. Zbieram bagaże i szykuję się na tradycyjny tydzień z aktorskim tenisem w Pogorzelicy. Artyści mierzą się na nadmorskich kortach, podczas gdy oczy całego tenisowego świata spoglądają na londyńską dzielnicę Wimbledon, gdzie jak zawsze na przełomie czerwca i lipca najlepsi walczą w świątyni tenisa o trzecią lewę Wielkiego Szlema. I tak jest co roku. Ale raz na cztery lata i w Pogorzelicy, i w Wimbledonie, oczy tenisistów zawodowych i prawdziwych amatorów spoglądają nie tylko na korty, ale i na ekrany telewizorów. Trwa mundial!. I to w Brazylii. Niejednokrotnie wyrażałem swoją opinię, że za futbolem nie przepadam. Ale też dodawałem, że nie dotyczy to wielkich imprez i zmagań najmłodszych. Jeżeli ktoś z piłkarskich fanów chce przekonać takich jak ja, niezdecydowanych, to mistrzostwa świata są okazją do tego doskonałą. Dawno nie widziałem takiej eksplozji emocji, takiego poziomu, radości z gry i zaangażowania jak na boiskach Brazylii. Od pierwszego meczu mogliśmy zachwycać się wspaniałymi zagraniami i to okraszonymi bramkami, a nie tylko doskonałym zmysłem taktycznym trenera. W każdym spotkaniu podziwialiśmy grę do przodu, prawie frontalny atak i walkę do ostatniej sekundy. Okazało się, że nie wszyscy muszą grać jak Chelsea czy inne drużyny kierowane przez Murinho, aby zwyciężać. Samo przeszkadzanie i utrzymywanie piłki w środkowej strefie boiska na tym mundialu niewiele daje. Ale dzięki temu oglądanie zmagań najlepszych drużyn globu staje się prawdziwą przyjemnością, mimo tego, że nie ma wśród nich reprezentantów naszego kraju. A może właśnie dlatego, że ich nie ma możemy fascynować się pięknem futbolu, a nie denerwować formą naszych „orłów”. Chociaż patrząc na wyniki pierwszej eliminacyjnej fazy imprezy, może jednak należy żałować, że nas nie ma. Mundial niespodzianek!. Wielcy odpadają, maluczcy wygrywają grupy. Nie ma już Anglii, Włoch czy Hiszpanii, a swoje grupy wygrywają Kolumbia czy Kostaryka. Może jakbyśmy tam byli to powalczylibyśmy o wielkie cele. Może. Dzisiaj wygodnie usiądźmy w fotelu, wybierzmy sobie „naszą” reprezentację. I kibicujmy im do finału, raz na kiedyś przełączając obraz na telewizorze na wimbledońskie korty, bo tam rzeczywiście możemy kibicować naszym. 

 

Krzysztof Bobala

Prestiż magazyn szczeciński
7( 73)
Lipiec'14
gajda