Grace, księżna Monaco

Autor: Jeffrey Robinson Tytuł: Grace, księżna Monaco Wyd. Marginesy, 2014

Autor

Rafał Podraza

O księżnej Grace, amerykańskiej aktorce, zdobywczyni Oskara, ukochanej aktorce Hitchcocka, dowiedziałem się, kiedy byłem fanem jej najmłodszej córki, księżniczki Stephanie. Może nie była to muzyka przez wielkie „M”, bo głos księżniczki nie rzucał na kolana, ale magia tytułu książęcego robiła swoje. Podejrzewam, że ta sama magia zadziałała na Grace, kiedy zgodziła się zostać żoną księcia Rainiera III Grimaldi. 

Na pierwszy rzut oka biografia „Grace, księżna Monako” nie jest laurką, ale to tylko pozór... Moim zdaniem to laurka w stu procentach, choć znakomicie zakamuflowana! Z drugiej strony nie powinno to dziwić, Jeffrey Robinson oddał nam do rąk rzecz, na której publikację oficjalnie zgodziła się rodzina księżnej… Niewątpliwymi perełkami w książce są po raz pierwszy publikowane prywatne zdjęcia rodziny Grimaldich i na tym, szczerze mówiąc, można byłoby zakończyć recenzję książki, gdyby nie fakt, że autor bardzo zadbał o to, by Czytelnik nie poczuł, iż do ręki dostaje laurkę. I to jest w tej publikacji – moim zdaniem – najcenniejsze. 

W delikatny, ale bardzo inteligentny sposób, próbuje się nam sprzedać tą „prawdziwą” twarz Grace. Niby mimochodem autor wspomina o porażkach księżnej (brak zgody od męża na powrót przed kamerę, walka z samotnością i brakiem zrozumienia wśród poddanych i najbliższych), ale problem w tym, że o tych „porażkach” wiedzą wszyscy, więc nie mamy tutaj odkrycia Ameryki. Nachalnie rysuje nam za to obraz cudownej rodziny książęcej, gdzie księżna i książę (zawsze niezłomny) spijali sobie z dziubków, wiecznie się do siebie uśmiechali, a ich dzieci były jeszcze bardziej cudowne i wspaniałe, a jeżeli już popełniały błędy (tylko te, o których pisała prasa bulwarowa), to nigdy nie z ich winy…

Oczywiście, bardzo cenne są rozmowy Robinsona o księżnej z jej najbliższymi. W książce głos zabiera i Rainier, i dzieci księżnej. Ciekawostką jest w miarę szczera (pamiętajmy, że cenzor na dworze w Monaco przy powstawaniu tej książki był bardzo czujny) rozmowa z księżniczką Stephanie o ostatnich chwilach księżnej. Księżniczka rozprawia się w niej z krzywdzącymi plotkami, jakoby to ona, a nie matka, prowadziła samochód w dniu tragicznej śmierci. 

Książkę czyta się szybko i przyjemnie, jedynie tłumaczka nie błysnęła… Język polski jest bardzo bogaty i naprawdę mamy z czego czerpać, a babol językowy mamy już w dedykacji: „… Albertowi, Karolinie i Stefanii. Wasi rodzice byli rewelacyjni” czy nie lepiej zabrzmiałoby przy tak „majestatycznej” publikacji „… Albertowi, Karolinie i Stefanii. Wasi rodzice byli wspaniali”? 

Prestiż magazyn szczeciński
7( 73)
Lipiec'14
gajda