Do Zatoni Dolnej jedna droga wiedzie. W dół, nad Odrę co w lecie leniwa. Wjedziesz w bramę cienistą, wśród głogów i tarniny, tunel tajemniczy pełen obietnic i zapowiedzi niespodziewanego. Nie byłbym zdziwiony gdyby to tu czas się zatrzymywał. Nie sprawdziłem, nie noszę zegarka. Domy choć stare, zadbane mozołem tych co mają szczęście mieszkać tu i pracować. A roboty niemało, bo to i zwierzęta zaopatrzyć, zebrać śliwki w sadzie, pogadać z sąsiadem.

Miejsca niezwykłe niezwykłych Ludzi przyciągają. Ot, choćby rodzina z Francji budująca dom z gliny i słomy kryty darnią. Miejsca szukali po całej Polsce, znaleźli właśnie tu. Ich upór, walka z naszą biurokracją i znoszenie trudów z uśmiechem na ustach warte są osobnej opowieści. Albo "Zielona Pani" – spadkobierczyni starego domu, której niespodziewana scheda przerwała kilkunastoletnią włóczęgę po świecie. Dziś własnoręcznie przywraca do życia niemałą chałupę, w której w latach świetności mieściła się restauracja rybna z niewielką sceną teatralną. Na ziołach rosnących na zatońskich wzgórzach zna się jak mało kto. Na historii tych terenów najlepiej zna się Ryszard – gospodarz "Wiejskiego Kocura" miejsca w którym i kawę wyśmienitą wypijesz do ciasta domowego wypieku i posłuchasz gawęd o czasach zamierzchłych odkrywanych na nowo. Choćby tej o tym co robi młoda mężatka gdy jej mąż wyjeżdża w długą kilkuletnią delegację? Tak, masz Czytelniku rację. Ona zakłada ogród. Taka praca powinna zaprzątnąć jej myśli na dostatecznie długi czas, a i ręce będzie miała zajęte robotą. Von Humbertowie sprowadzili się w okolice Krajnika w 1827 roku. Carl Philip był berlińskim asesorem, a jego małżonka Anna córką królewskiego złotnika. Zobowiązania zawodowe były przyczyną dwuletniej nieobecności młodego żonkosia, co skwapliwie wykorzystała słomiana wdowa pieląc przydomowy ogródek. Ogródek, bagatela, na 80 hektarach parku znajdziemy 13 kilometrów górzystych ścieżek idealnych do pieszych i rowerowych spacerów. Od kilku lat trasy są zadbane, oznakowane, a co kilkaset metrów można przysiąść pod daszkiem, odpocząć, zadumać. A jest nad czym. Miejsca te otoczone są wieloma legendami opisującymi zarówno fakty historyczne, jak i tajemnicze, bajkowe historie. Gdy Carl Philip Humbert wrócił do domu powitał go napis zawieszony nad wejściem do parku: "Witamy w Dolinie, którą stworzyła Miłość". Bo Zatoń Dolna to właśnie Dolina Miłości.

Mój pierwszy dzień urlopu w tym miejscu wyglądał zwyczajnie, stanąłem nad Odrą w środku wsi, nad głową kołowały dwa orły. Po chwili z rzeki tuż koło mnie wylazł na brzeg bóbr i zaczął czyścić swoje futro. Gdy ruszyłem do domu, drogę przekroczył godnie jelonek niezbyt zadowolony z mojej obecności na jego terenie. Taka tam zatońska codzienność.

W środku lata liczne śliwy obdarzają zatończyków tonami słodkich owoców. Wożono je niegdyś do pobliskich miast na handel. Dziś proszą się by odwiecznym sposobem naszych przodków zamienić je w śliwowicę. Ale to przecież niemożliwe. Zakazane, nielegalne. Żeby usmażyć przepyszne powidła i jak Bóg przykazał sprzedać je z niewielkim zyskiem, trzeba zezwolenia tuzina europejskich biurokratów, którzy o Zatoni ani źdźbła pojęcia mają. Zamiast zaprosić na ucztę gdzie na stołach wspomniany śliweczny bimberek, domowa kiełbasa, wędzona ryba z Odry, a na deser ciasto ze śliwkami, mieszkańcy Doliny Miłości mogą zamówić "tradycyjną polską pizzę", lub kebab równie jak pizza słowiański. Stając się niespodziewanie eurosceptykiem spożywczym namawiam gorąco zatończyków do zarejestrowania znaku towarowego o brzmieniu: "wyprodukowane nielegalnie w Dolinie Miłości". Zakazany owoc, w tym i śliwka, smakuje najbardziej. Sam będę jeździł jak warszawianki podczas okupacji i przemycał to czym zatońska chata bogata (byłaby, gdyby nie coraz głupsze przepisy UE).Nie dajcie się Ludzie Mili i w Zatoni i w innych czarodziejskich miejscach, gdzie tradycja pozostaje jednym z najważniejszych elementów codziennego życia. Walczcie nawet z europejskimi wiatrakami w obronie swoich praw do tworzenia regionalnych pyszności i dzielenia się nimi z nami – mieszczuchami. Na pohybel eurokracji, na pohybel głupocie wznieśmy toast cydrem z nad brzegu OdryÉ

Zatoń Dolna – miejscowość nadodrzańska położona zaledwie 60 km od Szczecina. Dla wytrawnych rowerzystów polecam trasę: Szczecin-Rosówek, dalej 5 km na krzyżówce Tantow / Gartz zjeżdżamy do Mescherin. 5 km jedziemy ścieżką rowerową (polbruk przez las) do Gartz, dalej asfaltową ścieżką wzdłuż Odry do Schwedt (20 km). Następnie do Krajnika Dolnego, do przejścia granicznego. Za mostem skręcamy w prawo i po 2 km jest Zatoń. Powrót tą samą trasą lub rowerem do Chojny i dalej pociągiem do Szczecina. A wszystko to w imię Miłości.

Szymon Kaczmarek

 

Prestiż  
Wrzesień 2014