Dziś będzie o sztuce. A dokładnie o malarstwie. Co decyduje o tym, że artysta staje się sławny? Co sprawia, że dzieło jest ponadczasowe? Piszę to nie bez powodu, bowiem w Szczecinie żył i tworzył człowiek wyjątkowy i niemal kompletnie przez Szczecin zapomniany. Sama przyznaję ze wstydem, że pewnie nic bym o nim nie wiedziała, gdyby nie Daniel Źródlewski, który wpadł kiedyś do redakcji z okrzykiem: „Iza! Mamy swojego szczecińskiego Van Gogha!”

Chodziło o Alfreda Meistra, który urodził się i tworzył w ubiegłym wieku właśnie w Szczecinie. Do tego przyjaźnił się z wybitnymi artystami, był niezwykle przystojny i miał wzięcie w artystycznym świecie. Nie miał tylko… szczęścia. Zginął w wieku 27 lat, na froncie pierwszej wojny światowej. Nie zdążył przekuć swojego olbrzymiego talentu w równie wielki sukces. Oczywiście porównanie Meistra do Vincenta van Gogha jest mocno na wyrost, ale patrząc na jego prace widzimy coś znajomego. Na pewno inspirował się twórczością mistrzów, bo widząc jego dzieła z miejsca przychodzą do głowy doskonale znane nazwiska: Paul Gauguin, Henri Matisse i właśnie Van Gogh. Bez wątpienia Meister miał wielki talent podparty gruntownym wykształceniem, bowiem uczył się w kolebce sztuki – Paryżu.

Niestety nie znajdziemy w Szczecinie Muzeum Alfreda Meistra. Nie ma jego ulicy czy skweru. Nie ma nawet ani jednego dzieła, a stworzył ich kilkaset! Większość prac zaginęła… Są ślady, są tropy, nie ma konkretów. Być może leżą gdzieś zakurzone na strychach szczecińskich domów?

Ale nic straconego. Mamy szanse przywrócić artystę do życia. Drugiego życia. Czy ktoś, gdzieś widział jego obrazy? Może warto zainicjować poszukiwania na większą skalę? A może świetny tekst Daniela Źródlewskiego powstał po prostu po to, byście się Meistrem, Drodzy Czytelnicy, zachwycili. Tak jak zachwyciłam się ja. Gorąco zachęcam do lektury i ogłaszam: Alfred Meister od teraz jest modny!

Izabela Magiera

Prestiż  
Październik 2014