Uśmiechnięty październik

Autor

Krzysztof Bobala

Bardzo lubię październik, chociaż wkoło wszyscy się dziwią dlaczego. Przecież już chłodno. Często pada i jeszcze ten szybko zapadający zmrok. Generalnie smutno. A mi uśmiech nie schodzi z twarzy, a radość serce rozpiera. Bo wreszcie ulga. Zakończył się mój ukochany turniej i wreszcie możemy pojechać na wakacje i trochę odsapnąć. Łatwo nie było, ale znowu możemy odtrąbić sukces. Zadowolenie gości, sportowy sukces Kamila Majchrzaka i Tomka Bednarka, doskonały Dustin Brown (zwycięzca), zrealizowane pomysły, umowa na kolejne trzy lata i wspaniała turniejowa załoga. No i to lekkie zdenerwowanie podczas oczekiwania na ocenę końcową. W tym roku niemiecki Supervisor ATP był wyjątkowo łaskawy. Na dwadzieścia cztery strony specjalnego raportu trzy oceny very good, a cała reszta to excellent. Najlepsza ocena w historii. I jak tu się nie cieszyć. Jednak, Drogi Czytelniku Prestiżu, muszę być z Tobą szczery. W tym roku październikowe dobre samopoczucie wynika nie tylko z sukcesu Pekao Szczecin Open. Moi przyjaciele dobrze wiedzą i potwierdzą niedowiarkom: 1. Tenis; 2. Badminton; 3. Siatkówka. To moja lista „dodawania do ulubionych”. Od zawsze. I jak tu się nie cieszyć w październiku, kiedy to wrzesień dla każdego fana siatkówki był świętem, jakiego nasz kraj nie pamięta. Co za emocje, ile podtekstów, mądrość trenera i najwspanialszy na świecie doping. A i przyznać trzeba – organizacja znakomita. Nie wszyscy wiedzą, że poza ekranem telewizora mieliśmy odrobinę wspólnego z tym wielkim wydarzeniem. Trybuny z naszego kortu centralnego rozstawione były na Stadionie Narodowym i służyły kibicom podczas ceremonii otwarcia mistrzostw i meczu z reprezentacją Serbii, który tak udanie rozpoczął zwycięski marsz naszej reprezentacji. Marsz po złoty medal. I to pod wodzą trenera z Francji. A ile było krzyków, narzekań i oburzenia. Jak można było zawierzyć naszych „chłopców” takiemu trenerskiemu żółtodziobowi, bez Kurka nie mamy szans, no i kto to ten Mika. Stephane Antiga z wrodzoną sobie skromnością i grzecznością spokojnie odpowiadał na, niekiedy nawet napastliwe, pytania dziennikarzy. A wszelkie wątpliwości niedowiarków rozwiał wynikami i postawą swoich podopiecznych. Stworzył zespół niemal kompletny. Starzy mistrzowie, no i ten Mika. Prawdziwy przykład dla wszystkich młodych sportowców. Przykład, że można, że nie nazwisko gra, ale mocna psychika i wspaniała technika (gdzie on się tego wszystkiego tak szybko nauczył). Dali radość całej Polsce. Nawet politycy, którzy jednak lansują się bardziej przy piłce kopanej, zajrzeli na finał, aby pokazać się w kamerach. I co ważne wyglądali na szczerze rozentuzjazmowanych. Bo w tych dniach wszyscy byliśmy siatkarzami. I każdy z nas czuł, że swoim dopingiem dorzucił się do tego medalu. I jak tu się nie cieszyć w październiku.

 

Krzysztof Bobala

Prestiż  
Październik 2014