Polski Rzym na wzgórzach

Za nami kolejna edycja Turnieju Artystów Netto Cup, rozgrywanego w ramach turnieju Pekao Szczecin Open. Do Szczecina przyjechało wielu znakomitych gości: aktorzy, piosenkarze, kabareciarze. Dlaczego zdecydowali się zawitać, choć nie zawsze mogli wystąpić na korcie?

Autor

Andrzej Kus

Z powodu kontuzji nie mogłem zagrać, jestem w charakterze obserwatora. Może będzie okazja, by pozwiedzać Szczecin – przyznał Stefan Friedmann. – Zawsze o tym mieście miałem dobre wyobrażenie, przyjeżdżałem tutaj wiele razy. Za każdym razem to się potwierdza, jestem zachwycony. Dla mnie jest to taki „polski Rzym na wzgórzach”.

– Na mnie ogromne wrażenie zrobiła nowa filharmonia, jest fantastyczna. Słyszałem jednak, że spora grupa mieszkańców jest innego zdania. Nie wiem, z czego to wynika, być może z tego powodu, że wychodzi poza pewien stereotyp. Jest zupełnie inna od pozostałych obiektów. Nie znaczy, że gorsza – dopowiedział Jan Englert.

Tomasz Jachimek na turniej artystów przyjechał po raz pierwszy. Już w pierwszym pojedynku zmierzył się z raperem Mezo, który był zdecydowanym faworytem zawodów. Potwierdziło się to w finale, gdzie Mezo pokonał Łukasza Pietscha z kabaretu Hrabi 6:0, 6:3.

– Chłopak wymiata, nie miałem z nim szans. Nie mówię tak dlatego, by się podlizać, ale taka jest prawda. Bawię się w tenisa od sześciu lat, a to i tak nie pomogło – powiedział po spotkaniu Jachimek. – Cieszę się, że mogłem tutaj zawitać. To doskonała impreza, doskonała organizacja. Szczecin nie jest mi obcy, bywałem tutaj wielokrotnie.

Według Tomasza Stockingera, popularnego doktora Pawła Lubicza z serialu „Klan”, Szczecin plasuje się w czołówce najpiękniejszych miast w Polsce. Minusem jest fakt, że mieszkańcy sami siebie nie doceniają.

Podobnego zdania jest Maurycy Polaski z Kabaretu Pod Wyrwigroszem. W szczecińskim turnieju wziął udział po raz drugi. Jest to dla niego okazja do spotkania z przyjaciółmi.

– Dla nas to święto. Niewiele razy w roku jest okazja, by zostawić pracę z boku i przyjechać porozmawiać, pograć w tenisa. Generalnie odpocząć. Lubię przyjeżdżać do Szczecina. Gdy tak chodzę i oglądam to miasto jestem pewien jednego: gdyby nie to, że mieszkam w Krakowie – mógłbym zamieszkać tutaj.

Najwięcej do powiedzenia o Szczecinie miał 73-letni Stan Borys, który na turniej przyjechał ze swoją o 30 lat młodszą partnerką życiową, Anią. Poznali się zresztą na turnieju tenisowo - golfowym.

– Z pozostałymi artystami gramy razem w teatrze, na koncertach, ale jak widać i w tenisa. To fenomenalne, bo w dzisiejszych czasach prawie cała generacja bohemy artystycznej przesiaduje w zadymionych pomieszczeniach z piwem w ręku. My ćwiczymy nasze ciała, potrzebujemy tego. To buduje kondycję. Przyjechałem do Szczecina z moimi dziewczynami: Anią i moim pieskiem – Julcią. Szczecin robi wrażenie ogromne – a największe zrobiła filharmonia. Jest piękna, ale nie to jest najważniejsze. W filharmonii najważniejszy jest „sound”, czyli brzmienie. Mam nadzieję, że kiedyś dostąpię zaszczytu zagrania w niej. Naprawdę bym tego pragnął. 

Prestiż  
Październik 2014