Drift w BMW

Grupa pasjonatów z Banzai Drift Team ma w swoich garażach 20 przerobionych, gotowych do startu w zawodach samochodów. - Są to przede wszystkim BMW - opowiada Rossi. - Przerobione, ale sprawne w 100 procentach. Warte po kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Autor

Andrzej Kus

Naszą „zajawką” jest drift i temu się poświęcamy. Do tego przygotowujemy też nasze samochody – opowiada Rossi z Banzai Drift Team. - Wszystko zaczęło się w 2009 roku. Początkowo bawiliśmy się tą dyscypliną. Na przełomie 2010 i 2011 zebraliśmy się w drużynę, nieformalną. Jest w niej 20 członków, przeważnie to właściciele BMW.   

Ich sztandarowymi modelami są BMW E30 z silnikami V8 o pojemności 4400 centymetrów sześciennych. Auta są z końca lat 80. ubiegłego wieku. Fabrycznie pod maską miały silniki o pojemności 1,6.

- Każde z naszych aut jest niemal wyprute do zera. Niewiele pozostaje z normalnego wyposażenia. Są oczywiście pasy, podstawowe wskaźniki w desce rozdzielczej. W samochodach zamontowane są specjalne klatki dla zwiększenia bezpieczeństwa, siedzenia kubełkowe. W BMW nie ma żadnych wygłuszeń.

Wszystko jest wykonane z największą dokładnością i z zachowaniem zasad bezpieczeństwa. Świadczy o tym fakt, że samochody regularnie przechodzą przeglądy techniczne. Są sprawdzane także po każdych zawodach.

- W miarę możliwości staramy się w nich startować. Wychodzi to całkiem nieźle. W zawodach zawsze jesteśmy w TOP 32. 

BMW E30 mają również sporo innych dodatków: 17-calowe aluminiowe felgi, spojlery czy poszerzone nadkola. Choć wiekowe – według właścicieli – w żaden sposób lata nie wpływają na cenę. Wartość dodatkowego osprzętu można podawać w dziesiątkach tysięcy złoty. W momencie sprzedaży każde z BMW mogłoby być warte nawet... 60 tysięcy złotych. Każdej zimy samochody rozbierane są praktycznie do zera: naprawiane i konserwowane. 

Auta mogłyby być też doskonałym nośnikiem reklamy. Klubowicze Banzai Drift Team chętnie nawiążą współpracę z ewentualnym sponsorem.

- Jeździmy na zawodach w całej Polsce, wystawiamy się na targach motoryzacyjnych. Nasze samochody to żaden obciach, a kawał naprawdę dobrej roboty. Szukamy sponsorów, by być jeszcze lepszymi. Oferujemy naprawdę dużo: możemy ponaklejać reklamy na nasze auta, nawet na całej powierzchni. Możemy wozić ze sobą szyldy, porobić nadruki na namiotach. Przyjmiemy też tytularnego sponsora. Kwestia dogadania – jesteśmy otwarci na wszelkie propozycje – podsumowuje Rossi. 

Prestiż  
Październik 2014