Szczepić, czy nie szczepić?

Znowu na „tapecie” pojawił się temat szczepień dzieci. Podniosły się głosy, głównie w internecie, że szczepienia są szkodliwe dla ich zdrowia. A przecież działanie szczepionek jest sprawdzone, a skuteczność potwierdzona. Dlaczego więc każda pogłoska mówiąca
o ich działaniach ubocznych budzi w rodzicach tak ogromne wątpliwości? 

Autor

Aneta Dolega

Prowadzone w tym zakresie badania statystyczne przekonują nas, że nie tylko należy, ale warto szczepić. – mówi Elżbieta Patyna neonatolog – pediatra z Centrum Narodzin MAMMA. – Śmiertelne lub powodujące groźne skutki zdrowotne bakterie czy wirusy nie zniknęły, są wokół nas. Zniknęły tylko choroby przez nie wywoływane. Co jest w przeważającym stopniu zasługą prowadzonych od lat szczepień. 

Potwierdzenie można znaleźć w biuletynach statystycznych Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia. Dobrym przykładem na to są informacje o historii szczepień przeciwko krztuścowi w Polsce. Pokazują one, że po wprowadzeniu obowiązkowych szczepień zachorowalność na tę chorobę spadła w latach 60/70. i pod koniec lat 80. Ponadto szczepienia wyeliminowały wirusa ospy prawdziwej, obniżyły w sposób znamienny ciężkie infekcje spowodowane zakażeniem bakterią Haemofilus influenzae. Zanotowano również 5 milionowy spadek zgonów niemowląt. Oczywiście wskutek rozpowszechniania szczepień.

– Należy zdecydowanie szczepić. Szczepienia są po to by zabezpieczyć się przed chorobami, które dają gorsze powikłania niż same szczepienia – wtóruje dr Paula Szołomicka – Kurzawa z Centrum Ginekologii i Leczenia Niepłodności VitroLive.

Argumenty przeciw

Kontrowersje wokół szczepionek nie są niczym nowym. Przeciwnicy uważają, że szczepienia są obarczone wysokim ryzykiem wystąpienia powikłań na tyle poważnych, że mniejsze jest ryzyko wystąpienia równie poważnych powikłań po rzeczywistej chorobie szczególnie, że szczepienie obowiązkowe jest faktem a zarażenie chorobą jest kwestią prawdopodobieństwa. Następnym argumentem przeciwko jest obecność substancji pomocniczych w nich zawartych, które są szkodliwe i występują w szkodliwych stężeniach. Kolejny argument przeciwko dotyczy zarzutu, że obowiązujące ogólnokrajowe mechanizmy monitorowania jakości szczepionek, reakcji na szczepionki oraz występowania niepożądanych odczynów nie funkcjonują poprawnie ze względu na naciski firm farmaceutycznych. 

– Obecnie producenci szczepionek starają się eliminować wszelkie potencjalnie problematyczne substancje pomocnicze. – wyjaśnia Elżbieta Patyna. – Przykładem na to jest zredukowanie w 1999 r. rtęci ze szczepionek,  mimo że badania naukowe nie potwierdziły związku pomiędzy tymi szczepieniami a autyzmem. Co więcej, badania epidemiologiczne wykazały, że wycofanie związku rtęci ze szczepionek w różnych krajach nie spowodowało obniżenia częstotliwości autyzmu w późniejszych latach. Przeciwnicy szczepień mówią również o przeciążeniu układu immunologicznego, który miałby być związany z dawkowaniem szczepień. Chodzi o szczepionki typu 5w1 lub 6w1.

– Nie ma czegoś takiego jak przeciążenie immunologiczne, to absurdalna teoria.- zaznacza dr Paula Szołomicka- Kurzawa – Przeprowadzono wiele badań, żeby sprawdzić jak to jest. I wyszło na to, że podanie kilku szczepionek na raz jest nawet korzystniejsze dla dziecka. Im więcej antygenów tym lepiej dla układu immunologicznego.

Awantura o autyzm

Ruch antyszczepionkowy narodził się w latach 90., kiedy to dr Andrew Wakefield przekonał wielu rodziców, że szczepionka na odrę, świnkę i różyczkę (MMR) wywołuje u dzieci autyzm. W prestiżowym magazynie „The Lancet” opublikował wyniki swoich badań dotyczące przede wszystkim wirusa odry, zawartego w szczepionce MMR II a także wpływu tiomersalu na układ nerwowy dziecka, za co, po szczegółowym sprawdzeniu, odebrano mu prawo do wykonywania zawodu. Oakazało, Wakefield działał pod wpływem firm farmaceutycznych a jego badania były sfałszowane.

– Ponadto w mediach podano informację, że współpracownik Wakefielda, dr William W. Thompson, pracownik CDC (Centralna Rządowa Agencja USA odpowiedzialna za programy szczepień i bezpieczeństwo ich podawani) przyznał, że agencja ta świadomie fałszowała wyniki badań i tuszowała dowody toksyczności szczepień – mówi Mirosława Bloch, pedagog specjalny, terapeutka pracująca z dziećmi dotkniętymi zaburzeniami ze spektrum autyzmu.

Dokładnie chodziło o badanie wykazujące, że afroamerykańscy chłopcy, którzy otrzymywali szczepionkę MMR przed ukończeniem 3 roku życia chorowali na autyzm 340% częściej niż ci, którzy otrzymywali szczepionkę po 3 roku życia. Badania wskazywały również na fakt, że ciemnoskóre dzieci zapadały na autyzm dwa razy częściej niż dzieci o jasnej skórze, co może mieć związek z mniejszym wchłanianiem przez nich witaminy D. 

– I choć wielu specjalistów i liczne wyniki badań na całym świecie wykluczają korelację między szczepieniami a autyzmem to trudno się dziwić, że przeciętny rodzic jest pełen obaw – stwierdza Mirosława Bloch. – Z własnych doświadczeń oraz opinii rodziców, których dzieci uczęszczają do mojego gabinetu wiem też, że lekarze bagatelizują badanie kwalifikujące do szczepienia. Lekarze często nie wykonują pogłębionego wywiadu dotyczącego alergii dziecka, zaburzeń pracy jelit, nie pytają o obciążenia genetyczne w rodzinie. A to właśnie dzieci z grupy ryzyka najbardziej narażone są na wystąpienie powikłań po szczepieniu. Lekarze powinni również informować rodziców o możliwości wzmocnienia układu odpornościowego dziecka przed i po podaniu szczepionki.

Ponadto rodzice nie mają wiedzy na temat tego, że na rynku są szczepionki „lepsze” i „gorsze” i z automatu podaje się ich dzieciom te tańsze a jednocześnie zawierające więcej szkodliwych substancji. -Ja miałam to szczęście, że kiedy przygotowałam się do porodu, na swojej drodze spotkałam pediatrę, która uświadomiła mnie o tym fakcie i do szpitala zabrałam własną szczepionkę zakupioną w aptece – dodaje Mirosława Bloch.

Szczepić, czy nie?

– Nie szczepienie dziecka jest ze strony rodzica skrajnym egoizmem – tłumaczy dr Szołomicka – Kurzawa. – W przypadku, kiedy dziecko zachoruje to ono cierpi najbardziej a nie rodzic. Po drugie może zarazić inne dzieci. Są lekarze, którzy odradzają szczepień, ale są to zazwyczaj lekarze, z podstawowej opieki zdrowotnej, którzy potem nie widzą dziecka, które z powodu powikłań przez nieszczepienie może zostać uszkodzone. Kwalifikacja do szczepień, czyli badanie lekarskie bezpośrednio przed jest obowiązkiem lekarza i koniec! Obowiązkiem jest poinformowanie pacjenta o dostępnych lepszych preparatach szczepionek i o szczepieniach zalecanych. O tym, czy pacjent z tego skorzysta czy nie zadecyduje on sam. Ale musi mieć wiedzę o tym, że ma wybór.

Podobnego zdania jest Elżbieta Patyna – Szczepienia zalecane mają korzystny wpływ na obniżenie zachorowania a w przypadku zaistnienia choroby na łagodniejszy jej przebieg. Świadomy rodzic docenia dobrodziejstwo szczepień, ale pamięta także, że stymulowanie naturalnej odporności dziecka nie  jest bez znaczenia. – tłumaczy pediatra. – Dlatego zachęcam do spacerowania z dziećmi przy każdej pogodzie. Nie muszą zakutane w grube szale, ubrane w grube czapki i ograniczające ruchy ubranka poznawać świata i zaspokajać swoją naturalną ciekawość.

A terapeutka Mirosława Bloch dodaje: – Uważam, że szczepienia są potrzebne, ale należy poddać krytyce system szczepień w Polsce. Nie bagatelizować możliwych skutków ubocznych i z wielką rozwagą podchodzić do kwalifikowania dzieci do szczepień a dzieci, u których wystąpiły powikłania poszczepienne objąć wsparciem. Państwo nie powinno oszczędzać na szczepieniach – radzi terapeutka. – Na koniec dodam, że sama zaszczepiłam swoje dziecko na MMR kiedy skończyło 3 lata ze względu na występowanie u niego alergii wziewnych i pokarmowych i uważam, że to był słuszny krok. 

Głos matek

Agnieszka, mama Dawida, lat 16 i Wiktorii, lat 13

– Mój starszy syn Dawid po szczepieniu zachorował na różyczkę i bardzo ciężko ją przechodził. Kiedy zgłębiłam temat okazało się, że nasze szczepionki są oparte o żywe kultury bakterii/wirusów a te droższe o martwe. Od tego momentu zaczęłam dopłacać do szczepionek. Dzięki temu byłam spokojniejsza i faktycznie, w przypadku mojej córki obyło się bez komplikacji. Uważam, że ze szczepieniami to jak z każdym lekiem, o którym drobnym drukiem piszą o możliwych powikłaniach. Są one pewnie możliwe, ale statystyki pokazują, że występują znikomo. Kontrowersje wokół szczepionek uważam za temat „ogórkowy”, sztucznie rozdmuchiwany. 

Marta, mama Maury, lat 8

– Poglądy antyszczepionkowców bulwersują mnie. Moim zdaniem świadczą o pewnej niewiedzy lub bagatelizowaniu faktów, według własnych przekonań. Założenie szczepionek jest takie – ma pomagać a nie szkodzić. W istocie tak jest, czemu dowodzi choćby fakt, że wyratowały ludzkość z kilku poważnych epidemii. Co roku umiera 2 mln dzieci, ponieważ nie zostały zaszczepione. Szczepionki przechodzą bardziej rygorystyczne testy niż leki. Nie powodują autyzmu, a np. tiomersal mocno wiązany z wywoływaniem go, od 2001 roku został wycofany ze składu szczepionek. Nieszczepienie dzieci obniża także odporność populacyjną, zwiększając ryzyko zachorowania nawet dzieci szczepionych.

Monika, mama Kaliny, lat 3

– Mieszkam w Niemczech i tu nie ma obowiązku szczepień. Lekarz powiedział mi, że mam na to czas do 6 roku życia mojej córki. O tym, co dalej już się nie dowiedziałam. Muszę przyznać, że nie czuję się dobrze poinformowana w tym temacie. Dużo się ostatnio mówi o szczepieniach, o przeciwwskazaniach. Słyszałam opowieści matek, których dzieci przechodziły choroby, na które rzekomo były szczepione. Przebieg choroby był silniejszy niż normalnie. Nadal mam wątpliwości, bo jedyna pewność jaką dał mi lekarz to taką, że mogę skrzywdzić swoje dziecko na dwa sposoby: szczepiąc je lub nie szczepiąc.

Agnieszka, mama Łucji, 4 miesiące

– Szczepię małą, ale tylko tymi podstawowymi szczepionkami. Dużo czytałam na ten temat, ale wolę zaszczepić niż się bać. Wychodzę z założenia, że wszyscy byliśmy szczepieni i nic nam sie nie stało. Nie popadam w paranoję. Na szczęście pierwsze szczepienia córka przeszła dobrze. Mam nadzieję, że resztę tez przejdzie bez powikłań. Moja rada jest taka: najlepiej obserwować dziecko i mieć dobrego pediatrę w razie potrzeby. Ja mam świetnego, pomaga mi nawet, kiedy jest na urlopie.

 

Prestiż  
Grudzień 2014