Ostatnia miłość Edith Piaf

Christie Laume - Ostatnia miłość Edith Piaf  - Wyd. Marginesy, 2014

Autor

Rafał Podraza

O Edith Piaf wiem sporo. Fascynuje mnie, wzrusza i zachwyca. Była przykładem kogoś, kto za każdą sekundę miłości płaci słone rachunki. Efekt był porażający. Mimo że nie miała pięćdziesięciu lat, była… wrakiem człowieka. Schorowana, uzależniona od narkotyków i alkoholu, pełna fobii i kompleksów. 

Książka, którą wziąłem ze stoiska „Marginesów” podczas wrocławskich Targów Dobrej Książki, to ani biografia, ani beletrystyka… Ot, książka o miłości Edith do Theo Sarapo. Słowem – prawie romansidło. Prawie, bo bądź co bądź, oparte na faktach i dotyczy prawdziwych osób. Książkę napisała siostra Theo, a jako że pisała to siostra jednego z bohaterów, jest w niej sporo cukru i tego wszystkiego, co niesie ze sobą książka pisana przez najbliższych. Na szczęście cienka granica między literaturą piękną, a czytadłem nie została przekroczona. Do typowego Harlequina książce „Ostatnia miłość Edith Piaf” daleko.

Kim była owa ostatnia miłość Edith? Był greckim imigrantem, który miał zostać fryzjerem, tak przynajmniej chciał jego ojciec, a jako że miał talent, to szybko piął się po szczeblach kariery. Nie był jednak szczęśliwy – chciał śpiewać. Los poznał tych dwoje: dobiegającą pięćdziesiątki Edith, uznaną artystkę i młodego, bo zaledwie dwudziestokilkuletniego młodzieńca, chcącego odnaleźć swoją drogę, niespodziewanie. Do Piaf, Theo zaprosił kolega. Pierwsze spojrzenie, pierwsza fascynacja i… ślub! Wszystko zamknięte w zaledwie miesiącu. Oczywiście rodzice pana młodego nie chcieli zgodzić się na to małżeństwo, a prasa brukowa wietrzyła w tym związku skandal. W Theo upatrywano łowcy posagów, a w Edith – frustratki. Ale dla miłości wiek to żadna przeszkoda. 

„Ostatnia miłość Edith Piaf” dla fanów legendarnej pieśniarki to dopełnienie wiedzy, a dla wielbicieli pięknych historii – cudeńko. Nic tak nie chwyta za serce, jak podglądanie znanych i lubianych. Oczywiście, wkrada się tutaj nuta złośliwości, ale próbuję jakoś nie stracić twarzy… Nie znajduję bowiem żadnych zarzutów! Książka jest dobrze zredagowana, ikonograficznie ciekawa, a okładka oddaje treść. Gorąco polecam więc na zimowe wieczory.

Prestiż magazyn szczeciński
1( 78)
Styczeń'15
gajda