…”Boję się, że seks stanie się małżeńskim obowiązkiem…”

Autor

Joanna Osińska

To rzadkie chwile, kiedy młodzi ludzie otwierają się przed nieznajomymi i mówią o swoich lękach. W kolejnej podróży trafiłam na zestaw raczej nieprzeciętny: młodzi ludzie i doświadczona seksuolog. Rozmowa dotyczyła sakramentu małżeństwa, które nie ma sensu i jest absolutnym przeżytkiem. Nikt rozsądny nie bierze ślubu, za to po sakramentalnym „TAK” wszystko bierze w łeb, a człowiek jest już tylko w czarnej d… Potwierdzali zgodnie, zadowoleni z jednomyślności młodzi pasażerowie. Mówili też z powagą, że aby mieć trochę drewna, to nie trzeba zaraz kupować całego lasu. Poważny związek: dzieci, kredyty, praca i obowiązki kastruje człowieka z pożądania i apetytu na życie. Odechciewa się wszystkiego, a już na pewno seksu. A to fajna przygoda i najlepiej żeby trwała do późnej jesieni. Podkreśliła zwłaszcza męska część towarzystwa. Pani doktor seksuolog słuchała cierpliwie, po czym powiedziała, że małżeństwo jest najwyższym stopniem wtajemniczenia. Świadomie – niewielu z nas udaje się go osiągnąć, a słowo „małżeństwo” jest dziś tak samo wytarte jak słowo „kocham”. Taka stała się nasza cywilizacja: mieć więcej, powierzchownie, szybko, poczuć adrenalinę, rzucić się w nieznane, nie angażować, nie zdradzać z uczuciami, żeby nie wypaść z wyścigu. Dokąd prowadzi ta droga? Na to pytanie każdy musi sobie sam odpowiedzieć, byle nie było za późno. Podkreśliła pani doktor. Dodała też, że żyjemy w czasach, w których żeby odczuwać radość z seksu, nie trzeba od razu lecieć do Urzędu Stanu Cywilnego. Najpierw trzeba parę istotnych rzeczy w życiu zrozumieć, a za młodu zwykle to trudne. Dość poznać tajniki, jak zapobiegać niechcianej ciąży… Nastała cisza. Nagle pani doktor zaproponowała. – Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie czuły dotyk kochanej osoby. Muśnięcie palcami za uchem, wzdłuż szyi, pocałunek w ramię, zapach perfum… Przechodzi dreszcz? Zapytała. Wszyscy z uśmiechem pokiwali twierdząco głową. Przyjemnie byłoby wracać do domu, w którym witałby was właśnie taki dotyk, uśmiech, przytulenie, radość z bycia znów razem, wspólny posiłek, potem może seks? – Tak, ale takie rzeczy zdarzają się tylko na początku każdego romansu, potem wszystko znika. Dzieci płaczą, skupić się nie można. Odpowiedziała jedna z dziewczyn. Dlaczego tak jest? To niesprawiedliwe. Boję się zakochać. Tylko w bajkach są szczęśliwe zakończenia. – Żeby coś się zaczęło między ludźmi musi być silne uderzenie, chemia, lecz kiedy mija pierwsza fala tsunami, nie musi pozostać pustka. Właśnie w tym momencie powinna się rozpoczynać droga do prawdziwej miłości. Ona jest cudowną przestrzenią do nieustającego rozwoju waszego związku, jeśli wciąż będziecie o niego dbać. Potrzebne jest codzienne staranie o siebie, podsycanie płomienia. – Słyszałem, że ludzie, którzy tak się kochają uprawiają seks mając nawet po 70 lat. To możliwe? – Tak jest i to jest piękne. Może nie wszystkie pozycje z Kamasutry są w tym wieku osiągalne, ale też i zupełnie niepotrzebne. To rodzaj takiej bliskości, której nie da się opisać. Ona bierze się z szacunku, bliskości, zaufania doświadczanych przez lata. Na taką miłość trzeba zapracować. Kobiety często popełniają błąd nastawiając sie jedynie na swojego partnera. Nie wolno zapominać o sobie. Kiedy pozostajemy w formie, dbamy o siebie, o czas dla siebie, czujemy się wciąż atrakcyjne. Tak widzą nas wtedy również mężczyźni. Zauważając naszą urodę, także chcą być jak Apollo. Pożądaniu sprzyjają: wygląd, dobra kondycja, czułe gesty, uśmiech, spojrzenie, sms, krótki telefon, niespodzianka, trochę tajemnicy. Żeby tak właśnie nam się chciało, to musimy odważyć się na miłość, odrzucić lenistwo, rutynę i trafić na swoje przeznaczenie. Wtedy wszystko jest możliwe i seks nie jest małżeńskim obowiązkiem. Więc do pracy Panie i Panowie, bez względu na wiek. Szukajmy szczęścia. Jesteśmy stworzeni po to, aby je odczuwać!

Joanna Osińska

 
Prestiż magazyn szczeciński
2( 79)
luty'15