Jak przetrwać walentynki (i nie zwariować)?

Czy Walentynki to święto tylko dla zakochanych? Z założenia tak, ale przecież nie wszyscy non stop chodzimy w chmurach z motylami w brzuchu. Walentynkowy biznes sprawia, że single spychani są na nieprzyjemny margines, a problem samotności narasta do gigantycznych rozmiarów. O miłości i wszystkich jej konsekwencjach, a także o tym jak przetrwać nadchodzący czas miłosnego szaleństwa w rozmowie ze znanym, szczecińskim psychiatrą doktorem Markiem Juraszkiem.

Autor

Marcin Jarczyński

galeria

CCzy miłość przypomina chorobę?

Tak, zdecydowanie to psychoza roznoszona drogą płciową. Już Platon uważał, że zakochanie to poważna choroba psychiczna. Ja porównałbym ją do nerwicy natręctw, zespołu obsesyjno-kompulsywnego czy wręcz wspomnianej wyżej psychozy. Bywa, że sprawia wiele cierpienia, uniemożliwia normalną sprawność i funkcjonowanie. Rzut dopaminy prowadzi do natrętnego wręcz obsesyjnego krążenia myśli wokół tej samej osoby. Czasem stan zakochania jest porównywany do stanu maniakalnego w chorobie afektywnej dwubiegunowej. Zakochany jest jak nakręcony, ma podwyższony nastrój, podejmuje ryzykowne decyzje, robi nieprzemyślane zakupy, obdarowuje swój obiekt prezentami, kwiatami, szaleje!

Czyli, miłość działa jak narkotyk?

Tak, stan odurzenia miłością jest porównywany do odurzenia środkami narkotycznymi. To euforia, błogostan, oderwanie od rzeczywistości, brak racjonalnego myślenia. Badania przeprowadzone przez naukowców Uniwersytetu Stanforda wykazały, że miłość porusza się tymi samymi ścieżkami neuronalnymi w ludzkim mózgu, jakie pokonują najsilniejsze narkotyki jak heroina czy kokaina. Miłość wprowadza nas w taką euforię, że ignorujemy ból, gdy wpatrujemy się w fotografię ukochanej osoby.

Do czego to może prowadzić?

Taki stan prowadzi do wyczerpania psychogennego, czyli zespołu przewlekłego zmęczenia. Jest to wyniszczające i złożone zaburzenie charakteryzujące się zmęczeniem, a wtedy nic nie jest lepsze od… leżenia w łóżku.

A czy miłość bywa ślepa?

Oczywiście! Miłość ze wszystkich emocji jest najsilniejszą, atakuje jednocześnie głowę, serce i zmysły. Pomyłki i cierpienia w miłości zdarzają się dlatego, że z góry zakładamy istnienie wielu zalet u tych, których kochamy, mimo, że w rzeczywistości ich nie posiadają. Więc jest ślepa.

Zatem, po co nam te Walentynki?

To absurdalne święto! Przejaw amerykanizacji, obcy polskiej kulturze i wypierający rodzime tradycje. Przeraża mnie komercyjne i konsumpcjonistyczne nastawienie. Obrzydliwie wykorzystywane przez biznes i media do przełamania stagnacji handlowej pomiędzy Bożym Narodzeniem a Wielkanocą.

Czy faktycznie więcej osób szuka w okresie walentynkowym pomocy psychologa, bądź psychiatry?

Rzeczywiście to okres, kiedy stajemy przed wyborem, pozostać dalej w wygodnym „singlowaniu”, czy się przełamać, zaprosić lub zgodzić się dać zaprosić. Podobny okres nasilenia wizyt u psychiatrów jest tuż przed sylwestrem. Problem samotności w tym okresie narasta do gigantycznych wymiarów, mogą nawet pojawić się myśli samobójcze…

Czy da się uniknąć walentynkowego szaleństwa? 

Bardzo ciężko. Media podsycają, rynek wymusza. A wystarczyłoby powrócić do naszych rodzimych słowiańskich tradycji, choćby do Nocy Świętojańskiej obchodzonej z 21 na 22 czerwca, w okresie letniego przesilenia, która była świętem jedności, połączenia ognia i wody, słońca i księżyca, mężczyzny i kobiety, urodzaju i płodności, miłości i radości, nocą pełną magii i wróżb. Kiedyś Trubadurzy, śpiewając utwór "Sobótka", próbowali zachęcić do szaleństw w sobótkową noc, ale tradycja poszła w zapomnienie. Wolimy spędzać czas w galeriach handlowych.

A trochę optymizmu w ten walentynkowy czas, skoro już nie jesteśmy w stanie go uniknąć?

Zamiast pustych czekoladek można zanurzyć się w zadumie o prawdziwej miłości, kochać a nie ranić. Może wsłuchać się w osobę nam bliską i dostrzec czy doświadczyć sygnałów, jakie nam wysyła? Inaczej spostrzega miłość wzrokowiec, co innego słyszy słuchowiec, czyli osoba, do której dotrzemy głębiej przez piękne, prawdziwe słowo, wyznanie. Innej drogi musimy szukać, by dotrzeć do osoby kinestetycznej, czyli potocznie mówiąc czuciowca. Dla tej osoby istotne jest ciepło, przytulenie, dotyk.
A czy istnieje prawdziwa miłość?

Prawdziwa miłość istnieje, kiedy mamy dla niej czas, nie spieszymy się, kiedy kochamy pomimo, a nie za. Jeżeli ktoś leży na dnie, czasem wystarczy mu powiedzieć "kocham Cię" ażeby natychmiast się podniósł!

Dziękuję za rozmowę

 

O miłości i Walentynkach - socjolog Maciek Kowalewski

Wyobrażenie o tym, czym jest miłość nie jest w społeczeństwie czymś stałym. Oczywiście zmienia się w czasie, bo związki w minionych wiekach częściej oparte były na podziale zadań, silnej władzy a nawet przemocy, niż na czułości czy zaangażowaniu. Zakochani mówią do siebie: "kocham cię", ale dla każdego z nich, może to oznaczać coś zupełnie innego. Zwłaszcza wraz z upływem lat, doświadczeń. Co się zmienia w sposobach rozumienia miłości? Na pewno następuje odchodzenie od ideału romantycznego, ale to nie znaczy, że miłość zastępuje wyrachowanie czy racjonalna kalkulacja. Raczej miłość jest dla nas warunkiem samorealizacji niż przymusem poświęcenia się dla drugiej osoby. Przestaję kochać – odchodzę, bo zasługuję na miłość. Zakochanie się w drugiej osobie staje się czymś, nad czym zyskujemy pewien rodzaj kontroli. To my próbujemy decydować, kogo, kiedy i na jakich warunkach pokochamy. Walentynki lub ich publiczna kontestacja jest działaniem, które podtrzymuje podzielaną przez nas wizję miłości. Na pewno sposób obchodzenia walentynek jest wyrazem naszego poszukiwania wyjątkowych doświadczeń. Temu tez ma służyć miłość, która ma być czymś niezwyczajnym. Dlatego ludzie poszukują nietypowych – ich zdaniem – sposobów wyrażania miłości, oświadczania się. Stąd się biorą te wszystkie ekstrawaganckie randki: z rozpaczliwego poszukiwania wyjątkowości miłości, która ma nas spotkać. Czy w tym pragnieniu bycia kochanym i wyjątkowym jest coś złego?

Prestiż magazyn szczeciński
2( 79)
luty'15