Krótkie recenzje Daniela Źródlewskiego

Autor

Daniel Źródlewski

Pleciuga dla dużych

Na koniec sezonu Pleciuga przygotowała dwie premiery dla dzieci – „Czerwonego kapturka”, oraz „Przebieranki”. Oba tytuły wypełniają czerwcowy repertuar teatru, ale znajdują się w nim także dwie propozycje dla dorosłych. Pierwszą z nich jest Tłumacz snów” (08.06) na podstawie szekspirowskiego „Snu Nocy letniej”. To misternie utkany teatralny patchwork, prezentujący możliwości teatru lalek. To jednocześnie festiwal aktorskich umiejętności, w którym aktorzy brawurowo animują także… siebie nawzajem. Kto nie widział – obowiązkowo należy nadrobić! Druga z propozycji to muzyczne widowisko „Disco macabre” (15.06), w którym członkowie discopolowego zespołu, wracając z koncertu ulegają wypadkowi i trafiają do tajemniczego miejsca, gdzieś między czyśćcem a piekłem. Dostają jednak drugą szansę i mogą odkupić swoje „winy” – tandetę, chałturnictwo i brak muzycznego gustu. Wystarczy, że udowodnią swój talent, co czynią śpiewając discopolowe szlagiery w każdym niemal gatunku. To bezlitosny pastisz na tandetę, dla każdego ceniącego sobie dobrą muzykę.

Bzik na koniec sezonu

W czerwcowym repertuarze Teatru Współczesnego wiele propozycji, ale jedna z nich jest wyjątkowa. Absolutne must see dla każdego teatromana – „Bzik. Ostatnia minuta” w reżyserii Eweliny Marcinak (4–7.06). To niezwykle udany teatralny eksperyment, który znacznie wybiega poza dotychczasowe próby scenicznych rewolucji, często sztucznie wymuszonych, albo pozostających w konformistycznym stosunku do oczekiwań współczesnego widza. Reżyserka zapowiadała rozprawienie się z „poprzednią teatralną cezurą”’, za jaką uznano realizację tego samego tekstu („Bzik tropikalny” Witkacego) w reżyserii Grzegorza Jarzyny z 1997 roku w ówczesnym stołecznym Teatrze Rozmaitości (dziś TR Warszawa), a dokonała własnej. Fenomenalne kostiumy i zachwycająca scenografia Katarzyny Borkowskiej, do tego brawurowe kreacje aktorskie i takowa oprawa muzyczna, stanowiąca wręcz materiał na osobne muzyczne wydawnictwo. Obok zespołu Współczesnego oglądamy (i słuchamy!!!) obdarzoną wyjątkową barwą głosu Maję Kleszcz.

Aktorskie arcydzieło w Małym

Najsłynniejsze teatralne małżeństwo Szczecina, Anna Januszewska i Grzegorz Młudzik, zanim wyjadą na zasłużone wakacje, zamkną teatralny sezon w najmniejszym szczecińskim teatrze swoim benefisem – spektaklem, którym obchodzili dostojny jubileusz czterdziestolecia pracy artystycznej „Arcydzieło na śmietniku”. To opowieść o poszukiwaniu szczęścia, samotności, ale też o wartości sztuki w życiu, także dosłownej. Anna Januszewska zaskoczyła widzów finezyjną wulgarnością języka postaci. Soczyste przekleństwa, wypowiadane z niezwykłą lekkością i częstotliwością przecinków, w ustach subtelnej i dostojnej damy szczecińskiego teatru, są przepyszne. Jak zwykle zachwyciła nieposkromioną energią i sprawnością, także fizyczną. Grzegorz Młudzik odnalazł się znakomicie w roli Pana Percy – spowolnione, wystudiowane gesty, śmiertelna powaga, korporacyjny sznyt, a wszystko świetnie kontrastujące z momentami zapomnienia życiowej postawy. Ona z beztroskiej wariatki zmienia się w powaloną prozą życia, samotną kobietę. On – poukładany menedżer – też okazuje się pogubionym i zakłamanym samotnikiem.

Swingujące zwariowanie

Specjaliści badający przyczyny katastrofy budowlanej w Zamku Książąt Pomorskich nie biorą pod uwagę wstrząsów wywołanych tańcem i stepowaniem podczas „Crazy for You” w Operze na Zamku. Podejrzenie mogłyby też paść na drgania wywołane burzą oklasków po każdorazowej prezentacji. Żarty na bok! Bo „Crazy for You” to poważna sprawa. To znakomity, porywający musical. Znakomita realizacja, pełna humoru i przede wszystkim dawno niewidzianego na szczecińskich cenach rozmachu. Wszystkie sceny (szczególnie zbiorowe) dopracowane są w każdym detalu i geście. Każda sekwencja stanowi tu osobną, skończoną etiudę. Ich siła jest na tyle wielka, że po każdej artyści nagradzani są owacjami (owe drgania). I słusznie. A wszystkie przynależne dla musicalu efekty, techniki i atrybuty z zadziwiającą sprawnością i jednocześnie finezją, połączył w całość reżyser, Jerzy Połoński. Brawo! Do tego Orkiestra Opery, która wybornie odnalazła się w swingujących melodiach Gershwinów. Spektakle w weekend 15–17 czerwca.

Kozyra, Szumska, Kantor, czyli teatr w muzeum

W Muzeum Narodowym w Szczecinie trwają dwie wystawy czasowe, o potężnym ładunku… teatralnym. W gmachu przy Wałach Chrobrego przez całe lato można oglądać 30 fotografii Eustachego Kossakowskiego dokumentujących słynny „Panoramiczny happening morski” Tadeusza Kantora, stanowiący jedno z najważniejszych wydarzeń polskiej sztuki współczesnej. Kurator wystawy, Andrzej Pawełczyk z galerii Miejsce Sztuki 44 w Świnoujściu, dołączył do tego prace artystów biorących udział w happeningu, m.in. Edwarda Krasińskiego, Jerzego Beresia, i samego Kantora. Jest także morze i… plaża, gdzie każdy może dyrygować falami. Druga z wystaw, w Muzeum Sztuki Współczesnej, pokazywana tylko do końca czerwca, to spotkanie dwóch wyjątkowych artystek – Katarzyny Kozyry oraz Katarzyny Szumskiej, twórczyni legendarnego Teatru Cinema. Obie pokazują twarze – Szumska malarskie, a Kozyra wideo, w których oglądamy twarze tancerzy podczas tańca. Inspirujące i wciągające połączenie.   

Kobieta co zmieniła się w ABBĘ

Wspomniana katastrofa budowlana zniszczyła zamkowy Teatr Krypta, ale aktorzy grają spektakle w sali kina. Tutaj jeszcze w czerwcu (10.06) okazja by zobaczyć spektakl Pawła Niczewskiego, na podstawie świetnego tekstu Tomasza Mana „Moja ABBA”. Formalnie to groteska, ale podszyta pięknym przesłaniem i oczywiście pełna przebojów legendarnej szwedzkiej formacji. Nie bez znaczenia jest kontekst siermiężnej rzeczywistości polskich lat ’70 i jej konfrontacja ze współczesnością. To rzecz o spełnianiu marzeń, sile i uporze. W roli „kobiety co zmieniła się w ABBĘ” przejmująca, a do tego świetna wokalnie – Dorota Chrulska. Obok niej na scenie oglądamy żywiołową Martę Uszko, kapitalnie zdystansowaną postać męża i ojca stworzył Konrad Pawicki (trzeba zobaczyć jego sekwencję radiowego szumu, z rozbrajającym aktualnym politycznym wtrętem), a Rafał Hajdukiewicz brawurowo wcielił się w ekscentrycznego reżysera. Brawa także dla autora aranżacji – Tomasza Lewandowskiego, który powierzył aktorom zadania muzyczne. Aktorzy grają więc na gitarach, keyboardzie, bębnach, ale także na fantazyjnie wykorzystanych przedmiotach codziennego użytku.

2( 8)
Czerwiec'18
gajda