Lekarz płynie dookoła świata

Szczecinianin Janusz Tywoniuk płynie dookoła świata. W 2010 roku stwierdził, że kończy z pracą lekarza i zamierza wyruszyć w podróż życia. Obecnie przebywa na Mauritiusie. - Nie mogę doczekać się, gdy dopłynę do Kapsztadu - przyznaje.

Autor

Andrzej Kus

galeria

Nieczęsto zdarza się, by dobrze zarabiający lekarz rezygnował ze swojej stałej pracy na rzecz rejsu dookoła świata. Tak stało się w przypadku Janusza Tywoniuka. W 2010 roku wykorzystał okazję i przeszedł na emeryturę. Postanowił wówczas, że chce spełnić marzenie, która istniało w jego głowie praktycznie od zawsze.

– Pierwsze zetknięcie z żaglami miałem w wieku 13 lat, na obozie kajakowym. Pamiętam, jak dziś, że była to nagroda. Ten, kto był posłuszny mógł popłynąć ze starszymi kolegami na żaglowcu typu BM. Spróbowałem tego i już więcej na kajak nie wsiadłem. Znalazłem inną pasję – wspomina. – Pogłębiła się, gdy poznałem losy Marcela Bardiaux czy Jacques – Yves Le Toumelina. Wtedy wiedziałem, że na pewno chcę opłynąć kulę ziemską. Pomysł ten musiał poczekać 50 lat na realizację.

Podróżnik przyznaje, że przygotowania trwały od 30 lat. Przez ten czas zbierał mapy, części jachtu, informacje. Początkowo jacht chciał wybudować sam. Postawił wiatę, umieścił pod nią skorupę Janmora 45 przywiezionego z Głowna.

– Zmiany w Polsce spowodowały, że jako lekarz zacząłem zarabiać więcej niż szkutnik. Przez 40 lat było to niemożliwe. Dlatego też budowę zleciłem fachowcowi – wspomina. – Zaprosiłem do współpracy wspaniałego inżyniera budowy jachtów i małych statków, by wszystko nadzorował. Po oględzinach stwierdził, że jacht jest bardzo piękny. Zaproponował, że praktycznie po kosztach go odbuduje, a ten będzie wizytówką jego firmy. Przywieźliśmy skorupy do jego zakładu. Prace ruszyły z kopyta w 2006 roku. Budowę przewidziałem na 2-3 lata, dodałem jeszcze rok w razie na ewentualne poślizgi. W 2010 roku przechodziłem na emeryturę i miał to być początek rejsu. Po roku jednak roboty zwolniły, ponieważ młody inżynier zachorował. Nie było szans, żeby jacht został skończony w 2012 roku. Podpisałem więc umowę z inną firmą, która również nie dotrzymywała terminów. I zamiast na koniec marca jacht trafił do Szczecina w połowie 2012 roku, gdzie wykonawca na szybko kończył jeszcze prace. Po otrzymaniu zapłaty już więcej nie pojawił się.

Żeglarz z grupą przyjaciół wypłynął w próbny rejs do Gdyni. I tutaj nie obyło się bez problemów. Ze wszystkich okien lała się woda, zamokły koje. W drodze powrotnej do Szczecina gasł silnik zanieczyszczony wiórami z baku. Po naprawie wszystkich usterek, 4 sierpnia 2013 można było wypłynąć. Na pokładzie znalazła się także załoga klubu „Odlewnik” Śrem.

– Jacht jest wyposażony we wszystko, co niezbędne w rejsie oceanicznym. Niezastąpiony okazuje się system AIS działający dwustronnie, a także sonar ostrzegający przed rafami – opisuje Tywoniuk. – Teraz przebywamy na Mauritiusie. Po rocznym rejsie, w czasie postoju technicznego w Australii, syn Wiktor pomógł mi doprowadzić jacht do pełnej sprawności. Lista mniejszych i większych napraw wynosiła 35 pozycji. Błękit oceanu wpływa kojąco na psychikę żeglarza, jednak momenty tęsknoty za rodziną pojawiają się bardzo często. W połowie rejsu – w Darwin (w Australii), wielkiej radości przysporzył syn, który przyleciał towarzyszyć mi w dalszym odcinku podróży. W moim wieku nie mam zamiaru bić już żadnych rekordów. Płynę bezpieczną pasatową trasą.

Zakończenie rejsu zaplanowane jest na połowę sierpnia 2015 roku. Wtedy też żeglarz wpłynie z Amsterdamu do Szczecina.

– Wypłynęliśmy i wpływamy do Szczecina, ponieważ jest najbliżej do rodzimej Wielkopolski. Trochę już zwiedziłem, to prawda. Wielu żeglarzy uważa, że najpiękniejszą zatoką na świecie jest Hanavave na wyspie FatuHiva. Byłem tam i mogę to potwierdzić. Uważam też, że bardzo ciekawym miejscem, a być może głównym celem mojego rejsu jest Kapsztad ze swoją górą stołową. Ale to jeszcze przed nami. 

Prestiż magazyn szczeciński
3( 80)
Marzec'15
gajda